separateurCreated with Sketch.

„We wspólnocie jest siła”. 30 lat misyjnej drogi na Filipinach

S. Ewa Lidia Mazur

whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Dariusz Dudek - publikacja 13.02.26
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Rozmowa z s. Ewą Lidią Mazur misjonarką Zgromadzenia Służebnic Ducha Świętego, która przez ponad 30 lat posługiwała na Filipinach

Rok temu wróciła do Polski po ponad trzech dekadach pracy misyjnej na Filipinach. Doświadczenie kataklizmów, skrajnej biedy, ale też niezwykłej wiary i wdzięczności ludzi, stało się dla niej szkołą autentycznego chrześcijaństwa. Dziś – już jako przełożona prowincjalna swojego zgromadzenia w Polsce – wciąż sercem jest z tymi, których zostawiła po drugiej stronie świata.

Zachęcamy do włączenia się w akcję Misjonarz na Post. Aleteia jest jednym z patronów medialnych tej akcji.

Przypadkiem na Filipiny

Aleteia: Z jakiego zgromadzenia siostra pochodzi?

S. Ewa Lidia Mazur: Jestem ze Zgromadzenia Misyjnego Służebnic Ducha Świętego. To międzynarodowe zgromadzenie, którego dom prowincjalny w Polsce znajduje się w Raciborzu. Należymy do tzw. rodziny arnoldowej, założonej przez św. Arnolda Janssena – razem z werbistami i siostrami od wieczystej adoracji dzielimy wspólny charyzmat misyjny.

Filipiny to dość nieoczywisty kierunek misyjny. Jak się tam siostra znalazła?

To historia, w której po ludzku było sporo „przypadków”, a po Bożemu – żadnego. W 1989 roku wyjechałam z Polski z myślą o Rzymie, gdzie miałam pracować w placówce medycznej. Potem pojawiła się Irlandia – nauka języka angielskiego – a stamtąd miałam wyjechać do Ghany.

Ostatecznie Ghana w tamtym roku nie przyjmowała misjonarzy, ze względu na tzw. roczny limit, a ja wciąż byłam w formacji początkowej. Przełożone zdecydowały więc, że pojadę na Filipiny – by tam studiować pielęgniarstwo i kontynuować formację zakonną. Ostatecznie studiowałam psychologię i duchowość. Przyjechałam w 1991 roku, dokładnie 15 sierpnia, w uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny.

Dzień wcześniej, 14 sierpnia – w święto św. Maksymiliana Kolbego – wylatywałam z Rzymu. Bardzo szybko stał się on patronem mojej misyjnej drogi.

Pierwsza pomoc na ulicy miasta

Jakie było pierwsze zderzenie z Filipinami?

Bardzo mocne. Dotarłam tam tuż po wybuchu wulkanu Pinatubo – pył wulkaniczny pokrywał miasta, drogi, domy. Zaraz po przyjeździe siostry zabrały mnie na pomoc poszkodowanym w wyniku tego kataklizmu. Potem przyszło trzęsienie ziemi, a ja sama wylądowałam na Filipinach w samym środku tajfunu, który trwał kilka dni.

Do tego ogromna wilgotność, upał, błoto, zalane ulice… Pamiętam, że pomyślałam: „To chyba koniec świata”. A jednak właśnie tam zaczęła się moja prawdziwa misja.

Samarytanie

Filipiny są wyjątkowe religijnie – to jeden z dwóch katolickich krajów Azji. Jak wygląda tam przeżywanie wiary?

Wiara jest bardzo emocjonalna, żywa, głęboko zakorzeniona w codzienności. W 2021 roku Filipiny obchodziły 500-lecie chrześcijaństwa. Ludzie są silnie związani z Kościołem, praktykują, modlą się, pielgrzymują.

Są też bardzo charakterystyczne formy pobożności. W Manili czczony jest Czarny Nazareńczyk, a w Cebu – gdzie spędziłam ponad 30 lat – centralnym kultem jest Dzieciątko Jezus (Santo Niño), bardzo podobne do Dzieciątka Praskiego. Co roku odbywają się tam milionowe pielgrzymki, procesje na lądzie i morzu, a w każdy piątek sprawowane są Msze święte do Serca Pana Jezusa dla setek tysięcy wiernych.

Czym siostra zajmowała się na misjach?

Od początku współpracowałam z werbistami. Jednym z pierwszych apostolatów była praca na miejskich wysypiskach śmieci – ekstremalne doświadczenie. Jeździliśmy tam co tydzień: by być z ludźmi, rozmawiać, modlić się, sprawować Eucharystię, ale też przywieźć podstawową pomoc – opatrunki, jedzenie, drobne rzeczy dla dzieci.

Równolegle pracowałam z dziećmi ulicy w samym mieście Cebu. Z czasem te dwa światy zaczęły się spotykać.

Rodzina, której pomagają misjonarki

Tak powstał Dom Dobrego Samarytanina?

Tak, w 2009 roku. To było miejsce, które połączyło pomoc materialną, edukację i formację duchową. Dzieci przychodziły na codzienne posiłki, korepetycje, katechezę, uczyły się podstaw higieny, siadania przy stole, trzymania ołówka.

Po 15 latach widzimy owoce: wychowaliśmy nauczycielki, pracowników socjalnych, inżynierów, mechaników, budowlańców. Dla wielu dzieci był to jedyny realny start w życie. Powstała też wielka wspólnota rodzin – taka prawdziwa „rodzina Dobrego Samarytanina”.

Filipiny często doświadczają kataklizmów…

Niestety, w ostatnich latach wyjątkowo dotkliwie. W samym Cebu w ciągu jednego roku było więcej klęsk żywiołowych niż przez poprzednie 30 lat. Ostatnia powódź przyszła nad ranem, zabierając ludziom dosłownie wszystko: motocykle, rowery, sprzęt, ubrania, szkolne mundurki dzieci.

Uratowało się jedno: wspólnota. Domy były połączone ścianami – nie popłynęły z nurtem. To dla mnie bardzo symboliczne: razem można przetrwać nawet największą falę.

Posiłek dla matek z dziećmi

Druga ojczyzna

Dziś siostra jest już w Polsce…

Tak, od grudnia 2024 roku. Siostry wybrały mnie na prowincjalną zgromadzenia w Polsce – na trzyletnią kadencję. Ale Filipiny to moja druga ojczyzna. To moja rodzina.

Wciąż utrzymuję kontakt, organizuję pomoc, animuję akcje misyjne, m.in. w ramach inicjatywy „Misjonarz na Post”.

Jaką rolę w misjach odgrywa modlitwa?

Jest absolutnie centralna. Bez modlitwy nie ma misji. Pomoc materialna jest ważna, ale to modlitwa łączy nas najgłębiej – ponad kontynentami.

Wracając do Polski, bardzo mocno doświadczyłam, jak wielu ludzi modli się za misjonarzy. To ogromna siła – szczególnie w najtrudniejszych momentach.

Wdzięczność i uśmiech

Czego my, w Polsce, możemy nauczyć się od Filipińczyków?

Wdzięczności i uśmiechu. Oni mają tak niewiele, a potrafią być szczęśliwi, życzliwi, pogodni. My żyjemy w ogromnym dobrobycie, a często narzekamy.

Chciałabym, żebyśmy częściej się do siebie uśmiechali, patrzyli na siebie z życzliwością. Wszystko jest darem – dopóki oddychamy, mamy za co dziękować. I naprawdę nie ma powodu, by się załamywać, bo Bóg jest z nami.

Newsletter

Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail.