separateurCreated with Sketch.

320 kilometrów modlitwy za Polskę. Świadectwo Iwony Nawrockiej, uczennicy ks. Jerzego Popiełuszki

whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Dorota Niedźwiecka - publikacja 23.02.26
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Był rok 1988. Szli w worach pokutnych w upale i deszczu, a każdy ich krok był modlitwą za Polskę.

Przemierzyli w sumie 320 kilometrów. Dla pani Iwony Nawrockiej ten marsz wieńczył lata codziennego trudu: wstawania o świcie, pracy, modlitwy i ofiarowywania Bogu wszystkiego w intencji uwolnienia Ojczyzny.

Iwona Nawrocka urodziła się tuż po wojnie, w wielodzietnej rodzinie z tradycjami organistowskimi. Jako dziecko z ciekawością słuchała dramatycznych opowieści o wujku, zesłanym na Syberię i cioci, która podczas bombardowania straciła dom i uczyła się, jak kochać Ojczyznę. Ogromny wpływ na jej wychowanie miało także harcerstwo.

- Uczyłyśmy się budować przyjaźnie, poznawaliśmy ideały, które wprowadzałyśmy potem w życie, zgłębiałyśmy historię, zbliżałyśmy się  do Boga – podsumowuje. Harcerstwo nas kształtowało.

Zmęczeni komunizmem

W 1973 r., jako 20-latka, wyszła za mąż za syna znajomych, Ryszarda Nawrockiego. Łączyła ich miłość do Boga i Ojczyzny, i chęć niesienia pomocy ludziom. Wspólnie stworzyli pełen ciepła, otwarty i życzliwy dom.

Oboje byli zmęczeni komunistycznymi kłamstwami, marzyli o wolnej Polsce. Ryszard, instruktor do spraw BHP, w 1980 r. został przewodniczącym „Solidarności” w Zakładach Przemysłu Skórzanego w Lublinie, a Iwona - referent spółdzielni handlowej SPOŁEM - wspierała go, jak mogła.

Gdy ogłoszono stan wojenny, mąż jeździł na spotkania do Gdańska, a ona angażowała się w lokalne wydarzenia patriotyczne. Zawsze z  córkami: Urszulą i Beatą, które miały wtedy sześć i cztery lata.

- Czułam, że trzeba protestestować wobec pełnej zakłamania rzeczywistości – mówi. – Szukałam, podobnie jak wielu innych, ludzi tak samo myślących – w zakładzie pracy i w kościele, i umacnialiśmy się wzajemnie. Rozprowadzaliśmy ulotki, wpinaliśmy w klapy ubrań znaczki „Solidarności” czy oporniki, czyli element obwodu elektrycznego, symbolizujące nasz opór. Uczestniczyliśmy nielegalnie, w obchodach upamiętniających podpisanie Porozumień Sierpniowych w 1980 r., w uroczystościach 11 listopada i 3 maja.

Wór pokutny z napisem: Soli Deo Victoria” – „Jedynemu Bogu zwycięstwo”.

Piesze pielgrzymki do Częstochowy, w których uczestniczyła od 1985 r., stawały się okazją do upowszechniania treści patriotycznych, dzielenia się z innymi „Zapiskami więziennymi” Prymasa Wyszyńskiego, rozprowadzania materiałów patriotycznych.  

- Podczas protestów w sierpniu 1982 r.   drogę zatarasowało nam ZOMO i czołgi – wspomina. – Przez kilka godzin chowałyśmy się z córkami w bramie na Starym Mieście.

Do dziś panią Iwonę zadziwia to, że nie odczuwała strachu. Odwagi dodawała jej wiara w ideały i ks. Jerzy Popiełuszko.

- Gdy czytałam jego kazania, drukowane na powielaczach, moje serce wypełniał pokój – mówi. – Bardzo chciałam być tak dobra i jednoznaczna jak On.

Testament ks. Jerzego

Momentem przełomowym dla Iwony była śmierć ks. Jerzego. Chociaż nie znała go osobiście, czuła jakby straciła największego przyjaciela i mentora.

- Gdy dotarła do nas wiadomość z Radia Wolna Europa, że ks. Jerzy Popiełuszko nie wrócił z Bydgoszczy do Warszawy, spontanicznie – za zgodą superiora – zgromadziliśmy się w kościele św. Piotra w centrum Lublina – wspomina. – Wtedy jednomyślnie postanowiliśmy modlić się o jego ocalenie. A gdy dotarła do nas wiadomość o śmierci – modliliśmy się dalej za Ojczyznę i o to, byśmy wypełnili testament ks. Jerzego.

Od tamtego momentu Iwona zrozumiała, że jej życiowym powołaniem jest modlitwa za Ojczyznę.  I starała się pogodzić pracę i obowiązki domowe z regularną modlitwą, specjalnie w tej intencji. Wstawała o piątej rano, by zawieść dzieci do przedszkola i szkoły, które znajdowały się na dwóch różnych końcach miasta. Jechała do pracy. Potem odbierała dzieci i z siatką pełną zakupów, szła do kościoła, modlić się za Polskę. Wieczorem, zachęcała córki do ćwiczeń na instrumentach – bo dziewczynki chodziły do szkoły muzycznej, spędzała czas z mężem, gotowała, prała, sprzątała. Dużo radość sprawiało jej zaangażowanie w akcjach społecznych, w których zachęcała do trzeźwości i szacunku wobec życia od poczęcia oraz udział w pielgrzymkach Ludzi Pracy.

Iwona Nawrocka z mężem i córką

Ciche bohaterstwo

Rok przed przemianami ustrojowymi zdecydowała się, by wraz z grupą dziesięciu osób  pójść na Jasną Górę nieco inaczej niż zwykle – bo w worach pokutnych. 320 km w skwarze i deszczu. Tak jak nauczył ich ks. Jerzy Popiełuszko: by to, co cenne ofiarować w intencji Ojczyzny.

Na worach pokutnych napisali „Soli Deo Victoria, czyli„Jedynemu Bogu zwycięstwo”.

- Nie była to łatwa droga – mówi pani Iwona. – Kiedy zmokliśmy, wór nie wysychał i był tak sztywny, że bez pomocy nie dawało się go założyć. Gdy szliśmy w upale, szorstki materiał bardzo nas drapał.

Jak co roku przemycili ze sobą transparent, który rozwinęli już w alei Najświętszej Maryi Panny. Brzmiał wyjątkowo mocno i był konkretnym błaganiem: „I na kremlowskim wzgórzu stań zwycięsko, Maryjo”.

- Panowie wykonali drzewce z małych części, by można je było ukryć, a potem szybko złożyć – mówi.

Na Jasnej Górze padli do stóp Matce Bożej, prosząc o łaski dla Ojczyzny. Dziś z nadzieją mówi, że może ta cząsteczka trudu przyczyniła się do zmian, jakie nastąpiły rok później.

Transparent z 1988 r.

Pomoc ks. Jerzego

Od 1989 r. Iwona Nawrocka podejmowała kolejne funkcje w „Solidarności” i została przewodniczącą komisji zakładowej. Coraz bardziej w swojej codzienności odkrywała pomoc bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Była pewna, że to właśnie on pomaga jej połączyć liczne obowiązki i to, że wyszła bez szwanku wraz  z dziećmi z dwóch wypadków samochodowych. W wyjątkowy sposób pomógł jej w 2004 r., gdy młodsza córka urodziła swoje pierwsze dziecko. Z godziny na godzinę stan syna, Mateusza,  pogarszał się niespodziewanie, aż lekarze zapowiedzieli, że nie przeżyje. Dla Iwony i jego rodziców to był szok.

- Chciałam dodać im otuchy, lecz czułam się jak sparaliżowana – wspomina. –Westchnęłam więc z zaufaniem do ks. Popiełuszki. Odwaga, z jaką zaczęłam pocieszać córkę i zięcia, równocześnie przygotowując ich na śmierć dziecka, nie pochodziła ode mnie.

 „Mamo, Twoje słowa dodały nam otuchy i są wskazówką na dziś” – słyszała później wielokrotnie. A ona wiedziała, że ani słowa, dające otuchę ani wewnętrzna siła nie pochodziły od niej. To cechy, które miał ks. Jerzy, i które po śmierci wyprasza innym.

Iwona Nawrocka przed kościołem

Wszystko dla Polski

Iwona od ponad dwudziestu lat jest wdową. Samotnie witała kolejne wnuki i samotnie zaszczepiała w nich miłość do książek i do muzyki, którą w jej rodzinie kultywuje się od pokoleń.

Iwona nadal angażuje się przy kościele św. Piotra w Lublinie: jest animatorką Grupy Duszpasterskiej bł. ks. Jerzego Popiełuszki w Lublinie, która zajmuje się szerzeniem kultu błogosławionego. Pomagała organizować Izbę Pamięci Solidarności, wspierała budowę tablicy pamiątkowej, poświęconej ks. Jerzemu, co miesiąc bierze aktywny udział we Mszy św. za Ojczyznę, w której – ku jej radości – coraz częściej biorą udział ludzie z młodszych pokoleń.

Grupa uczestniczy w konferencjach, pielgrzymkach świata pracy, uroczystościach upamiętniających ks. Jerzego. Przybliża młodym jego postać i przesłanie. Opowiadają o nim w kościołach, poprzez wystawę, rozprowadzanie płyt z nagraniami jego kazań i książki. A kościół św. Piotra Apostoła, przy którym działają, nazywany jest „Lubelskim Żoliborzem”.

- Od dziecka kochałam Ojczyznę – mówi. – Ks. Jerzy Popiełuszko nauczył mnie kochać ją jeszcze bardziej i jeszcze bardziej uświadomił, że żadna ofiara nie jest dla niej za duża.

Zobacz pełną galerię zdjęć upamiętniających tę historię:

Newsletter

Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail.