Przemierzyli w sumie 320 kilometrów. Dla pani Iwony Nawrockiej ten marsz wieńczył lata codziennego trudu: wstawania o świcie, pracy, modlitwy i ofiarowywania Bogu wszystkiego w intencji uwolnienia Ojczyzny.
Iwona Nawrocka urodziła się tuż po wojnie, w wielodzietnej rodzinie z tradycjami organistowskimi. Jako dziecko z ciekawością słuchała dramatycznych opowieści o wujku, zesłanym na Syberię i cioci, która podczas bombardowania straciła dom i uczyła się, jak kochać Ojczyznę. Ogromny wpływ na jej wychowanie miało także harcerstwo.
- Uczyłyśmy się budować przyjaźnie, poznawaliśmy ideały, które wprowadzałyśmy potem w życie, zgłębiałyśmy historię, zbliżałyśmy się do Boga – podsumowuje. Harcerstwo nas kształtowało.
Zmęczeni komunizmem
W 1973 r., jako 20-latka, wyszła za mąż za syna znajomych, Ryszarda Nawrockiego. Łączyła ich miłość do Boga i Ojczyzny, i chęć niesienia pomocy ludziom. Wspólnie stworzyli pełen ciepła, otwarty i życzliwy dom.
Oboje byli zmęczeni komunistycznymi kłamstwami, marzyli o wolnej Polsce. Ryszard, instruktor do spraw BHP, w 1980 r. został przewodniczącym „Solidarności” w Zakładach Przemysłu Skórzanego w Lublinie, a Iwona - referent spółdzielni handlowej SPOŁEM - wspierała go, jak mogła.
Gdy ogłoszono stan wojenny, mąż jeździł na spotkania do Gdańska, a ona angażowała się w lokalne wydarzenia patriotyczne. Zawsze z córkami: Urszulą i Beatą, które miały wtedy sześć i cztery lata.
- Czułam, że trzeba protestestować wobec pełnej zakłamania rzeczywistości – mówi. – Szukałam, podobnie jak wielu innych, ludzi tak samo myślących – w zakładzie pracy i w kościele, i umacnialiśmy się wzajemnie. Rozprowadzaliśmy ulotki, wpinaliśmy w klapy ubrań znaczki „Solidarności” czy oporniki, czyli element obwodu elektrycznego, symbolizujące nasz opór. Uczestniczyliśmy nielegalnie, w obchodach upamiętniających podpisanie Porozumień Sierpniowych w 1980 r., w uroczystościach 11 listopada i 3 maja.

Piesze pielgrzymki do Częstochowy, w których uczestniczyła od 1985 r., stawały się okazją do upowszechniania treści patriotycznych, dzielenia się z innymi „Zapiskami więziennymi” Prymasa Wyszyńskiego, rozprowadzania materiałów patriotycznych.
- Podczas protestów w sierpniu 1982 r. drogę zatarasowało nam ZOMO i czołgi – wspomina. – Przez kilka godzin chowałyśmy się z córkami w bramie na Starym Mieście.
Do dziś panią Iwonę zadziwia to, że nie odczuwała strachu. Odwagi dodawała jej wiara w ideały i ks. Jerzy Popiełuszko.
- Gdy czytałam jego kazania, drukowane na powielaczach, moje serce wypełniał pokój – mówi. – Bardzo chciałam być tak dobra i jednoznaczna jak On.
Testament ks. Jerzego
Momentem przełomowym dla Iwony była śmierć ks. Jerzego. Chociaż nie znała go osobiście, czuła jakby straciła największego przyjaciela i mentora.
- Gdy dotarła do nas wiadomość z Radia Wolna Europa, że ks. Jerzy Popiełuszko nie wrócił z Bydgoszczy do Warszawy, spontanicznie – za zgodą superiora – zgromadziliśmy się w kościele św. Piotra w centrum Lublina – wspomina. – Wtedy jednomyślnie postanowiliśmy modlić się o jego ocalenie. A gdy dotarła do nas wiadomość o śmierci – modliliśmy się dalej za Ojczyznę i o to, byśmy wypełnili testament ks. Jerzego.
Od tamtego momentu Iwona zrozumiała, że jej życiowym powołaniem jest modlitwa za Ojczyznę. I starała się pogodzić pracę i obowiązki domowe z regularną modlitwą, specjalnie w tej intencji. Wstawała o piątej rano, by zawieść dzieci do przedszkola i szkoły, które znajdowały się na dwóch różnych końcach miasta. Jechała do pracy. Potem odbierała dzieci i z siatką pełną zakupów, szła do kościoła, modlić się za Polskę. Wieczorem, zachęcała córki do ćwiczeń na instrumentach – bo dziewczynki chodziły do szkoły muzycznej, spędzała czas z mężem, gotowała, prała, sprzątała. Dużo radość sprawiało jej zaangażowanie w akcjach społecznych, w których zachęcała do trzeźwości i szacunku wobec życia od poczęcia oraz udział w pielgrzymkach Ludzi Pracy.

Ciche bohaterstwo
Rok przed przemianami ustrojowymi zdecydowała się, by wraz z grupą dziesięciu osób pójść na Jasną Górę nieco inaczej niż zwykle – bo w worach pokutnych. 320 km w skwarze i deszczu. Tak jak nauczył ich ks. Jerzy Popiełuszko: by to, co cenne ofiarować w intencji Ojczyzny.
Na worach pokutnych napisali „Soli Deo Victoria”, czyli„Jedynemu Bogu zwycięstwo”.
- Nie była to łatwa droga – mówi pani Iwona. – Kiedy zmokliśmy, wór nie wysychał i był tak sztywny, że bez pomocy nie dawało się go założyć. Gdy szliśmy w upale, szorstki materiał bardzo nas drapał.
Jak co roku przemycili ze sobą transparent, który rozwinęli już w alei Najświętszej Maryi Panny. Brzmiał wyjątkowo mocno i był konkretnym błaganiem: „I na kremlowskim wzgórzu stań zwycięsko, Maryjo”.
- Panowie wykonali drzewce z małych części, by można je było ukryć, a potem szybko złożyć – mówi.
Na Jasnej Górze padli do stóp Matce Bożej, prosząc o łaski dla Ojczyzny. Dziś z nadzieją mówi, że może ta cząsteczka trudu przyczyniła się do zmian, jakie nastąpiły rok później.

Pomoc ks. Jerzego
Od 1989 r. Iwona Nawrocka podejmowała kolejne funkcje w „Solidarności” i została przewodniczącą komisji zakładowej. Coraz bardziej w swojej codzienności odkrywała pomoc bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Była pewna, że to właśnie on pomaga jej połączyć liczne obowiązki i to, że wyszła bez szwanku wraz z dziećmi z dwóch wypadków samochodowych. W wyjątkowy sposób pomógł jej w 2004 r., gdy młodsza córka urodziła swoje pierwsze dziecko. Z godziny na godzinę stan syna, Mateusza, pogarszał się niespodziewanie, aż lekarze zapowiedzieli, że nie przeżyje. Dla Iwony i jego rodziców to był szok.
- Chciałam dodać im otuchy, lecz czułam się jak sparaliżowana – wspomina. –Westchnęłam więc z zaufaniem do ks. Popiełuszki. Odwaga, z jaką zaczęłam pocieszać córkę i zięcia, równocześnie przygotowując ich na śmierć dziecka, nie pochodziła ode mnie.
„Mamo, Twoje słowa dodały nam otuchy i są wskazówką na dziś” – słyszała później wielokrotnie. A ona wiedziała, że ani słowa, dające otuchę ani wewnętrzna siła nie pochodziły od niej. To cechy, które miał ks. Jerzy, i które po śmierci wyprasza innym.

Wszystko dla Polski
Iwona od ponad dwudziestu lat jest wdową. Samotnie witała kolejne wnuki i samotnie zaszczepiała w nich miłość do książek i do muzyki, którą w jej rodzinie kultywuje się od pokoleń.
Iwona nadal angażuje się przy kościele św. Piotra w Lublinie: jest animatorką Grupy Duszpasterskiej bł. ks. Jerzego Popiełuszki w Lublinie, która zajmuje się szerzeniem kultu błogosławionego. Pomagała organizować Izbę Pamięci Solidarności, wspierała budowę tablicy pamiątkowej, poświęconej ks. Jerzemu, co miesiąc bierze aktywny udział we Mszy św. za Ojczyznę, w której – ku jej radości – coraz częściej biorą udział ludzie z młodszych pokoleń.
Grupa uczestniczy w konferencjach, pielgrzymkach świata pracy, uroczystościach upamiętniających ks. Jerzego. Przybliża młodym jego postać i przesłanie. Opowiadają o nim w kościołach, poprzez wystawę, rozprowadzanie płyt z nagraniami jego kazań i książki. A kościół św. Piotra Apostoła, przy którym działają, nazywany jest „Lubelskim Żoliborzem”.
- Od dziecka kochałam Ojczyznę – mówi. – Ks. Jerzy Popiełuszko nauczył mnie kochać ją jeszcze bardziej i jeszcze bardziej uświadomił, że żadna ofiara nie jest dla niej za duża.
Zobacz pełną galerię zdjęć upamiętniających tę historię:










![{"rendered":"320 kilometr\u00f3w modlitwy za Polsk\u0119. \u015awiadectwo Iwony Nawrockiej, uczennicy ks. Jerzego Popie\u0142uszki [GALERIA]"}](https://wp.pl.aleteia.org/wp-content/uploads/sites/9/2026/02/iwona-nawrocka-popieluszko.jpg?w=620&h=310&crop=1?resize=620,310&q=75)
