separateurCreated with Sketch.

Lectio Divina w laboratorium. Jak czytanie Biblii wpływa na mózg?

whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Jarosław Kumor - publikacja 24.02.26
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Znasz to? Otwierasz Pismo Święte z dobrym postanowieniem. Po minucie orientujesz się, że oczy czytają, ale głowa już jest w mailach, rachunkach i „tylko sprawdzę jedną rzecz”. 

A potem trafia się jedno zdanie, które zatrzymuje. Nie dlatego, że jest ładne, ale dlatego że dotyka dokładnie tego, co w tobie żywe.

Boga nie da się zmierzyć

Starożytna praktyka z klasztorów trafia dziś w środek świata neuroplastyczności, terapii i higieny psychicznej. I tu pada pytanie współczesnego człowieka: czy lectio divina to tylko pobożny zwyczaj, czy praktyka, która realnie wpływa na naszą psychikę – a pośrednio także na mózg?

Nikt nie „zmierzy Boga” skanerem. I to jest dobra wiadomość. Ale da się badać, co dzieje się z uwagą, emocjami i sposobem myślenia, gdy człowiek wchodzi w praktykę kontemplacyjną.

Mniej „czytania”, więcej spotkania

Lectio divina nie jest analizą tekstu ani zaliczeniem wyzwania pt. “jeden rozdział Pisma Świętego dziennie”. Klasycznie ma cztery kroki: lectio (czytam), meditatio (rozważam), oratio (odpowiadam Bogu), contemplatio (trwam). Jej sercem, z mojego osobistego punktu widzenia, jest powrót: wracam, gdy się rozpraszam. Wracam do Słowa, gdy włącza się wewnętrzny harmider.

To ważne również psychologicznie: gdy wracasz, przerywasz „mielenie tematów”. Zamiast biec jak chomik w kołowrotku swoich emocji i spraw, uczysz się uważności na Boga i na siebie – właśnie wracając. A przy okazji – nadajesz głębszy sens czasowi, który na tę praktykę poświęcasz. Bo przecież chrześcijańska kontemplacja nie jest ucieczką od rzeczywistości, tylko próbą zobaczenia jej w świetle Boga.

Pierwsze twarde dane: „psalm dziennie”

Psychologowie Matthew Button i Luca De Pretto przeprowadzili randomizowane badanie kontrolowane, które zostało opublikowane w „Pastoral Psychology” w 2023 r. W jego ramach 29 osób przez 7 dni otrzymywało codzienne instrukcje medytacji psalmów w formule lectio divina, a kolejne 32 osoby stanowiły grupę kontrolną, która nie praktykowała medytacji.

W grupie praktykującej odnotowano istotną poprawę w obszarze nadziei i dobrostanu, a także wzrost tzw. „flow”, które można określić jako silne zaangażowanie w codzienne aktywności. Autorzy zwrócili też uwagę, że psalmy zadziałały na badanych jak swego rodzaju bufor antystresowy i zwiększyły ich poczucie sensu. Button i De Pretto podkreślili ograniczenia (m.in. krótki czas trwania badania, mała grupa uczestników i fakt, że byli to chrześcijanie), ale wniosek jest prosty: forma modlitwy, jaką jest lectio divina, może wzmacniać zasoby psychiczne.

Tu ważna uwaga: to nie jest obietnica leczenia życia psychicznego Biblią. To raczej wskazówka, że taka regularna praktyka może wspierać nasz dobrostan. Jeśli ktoś jest w poważnym kryzysie psychicznym, to modlitwa może być wsparciem, ale nie zastępuje diagnozy i leczenia.

Lectio Divina w 10 minut

  1. Weź krótki fragment: 3-6 wersetów (np. Psalm albo Ewangelia).
  2. Przeczytaj powoli dwa razy (lectio). Zatrzymaj się na zdaniu, które najbardziej cię zatrzymuje.
  3. Zapytaj: co Bóg mówi przez to zdanie? i co to mówi o mnie dziś? (meditatio)
  4. Odpowiedz “jednym zdaniem” (oratio). Bez elaboratów.
  5. Zostań minutę w ciszy. Jeśli odpływasz – wróć do zdania (contemplatio).

I tyle – na początek. Najważniejsze nie jest to, czy „umiesz”. Najważniejsze, czy wracasz.

Lectio divina – szkoła dla mózgu

Lectio divina nie jest sztuczką na dobry nastrój. Jest szkołą uwagi i relacji. Mózg robi to, co zawsze, gdy człowiek ćwiczy uważność i powrót: uczy się nowej ścieżki. Tę biologiczną zmianę szczegółowo opisali w 2015 r. w czasopiśmie “Nature Reviews Neuroscience” specjaliści z zakresu badania mózgu i psychologii: Yi-Yuan Tang, Britta Hölzel oraz Michael Posner. (Można powiedzieć, że jest to silne podglebie ostrożnych wniosków, do jakich doszli Button i De Pretto.)

W swoim przeglądzie badań nad medytacją Tang, Hölzel i Posner wykazali, że regularne skupianie uwagi to wręcz fizyczny trening. Powtarzając powrót do tekstu, wzmacniamy obszary mózgu odpowiedzialne za samokontrolę i wyciszamy te, które produkują nieustanny szum lękowych myśli. Językiem bardziej naukowym: wzmacniamy przednią korę zakrętu obręczy i wyciszamy sieć stanu spoczynkowego, odpowiedzialną za lękowe błądzenie myślami.

To neuroplastyczność w praktyce – mózg uczy się, jak nie dawać się rozpraszać stresowi i jak budować wewnętrzny spokój. A językiem lectio divina – ta ścieżka może nas prowadzić z powrotem do tego jednego zdania, które trzyma serce w pionie.

Newsletter

Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail.