separateurCreated with Sketch.

Mówiono o nim polski Indiana Jones. Dlaczego warto sięgać po książki Arkadego Fiedlera?

whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Miriam Wysocka - publikacja 07.03.26
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Zanim pojawił się internet, podróże zaczynały się od… książki. Arkady Fiedler potrafił opowiadać o świecie tak, że czytelnik słyszał szum Amazonki i czuł zapach tropikalnych lasów.

Niezapomniane podróże wyobraźni

Na półce w moim domu stoi do dziś książka z zielonkawą okładką i palmą. Pierwsze bodajże wydanie. 1955. Z dzieciństwa pamiętam bardzo wyraźnie jedno uczucie: kiedy ją otwierałam, świat nagle robił się większy.

To „Wyspa Robinsona” Arkadego Fiedlera.

Dziś, w czasach internetu i niekończących się filmów z podróży, trudno sobie wyobrazić, jak wielką siłę miały kiedyś takie książki. Nie było kanałów podróżniczych, vlogów z Amazonii ani zdjęć z każdego zakątka świata dostępnych w sekundę.

A jednak egzotyka docierała do polskich domów. Właśnie dzięki takim autorom jak Fiedler.

Podróżnik i pasjonata

Arkady Fiedler urodził się w 1894 roku w Poznaniu. Jego ojciec był drukarzem i wydawcą – i to on rozbudził w synu ciekawość świata. „Uczył mnie kochać rzeczy takie, obok których inni ludzie przechodzili obojętnie” – wspominał później pisarz.

Może dlatego jego książki mają w sobie coś więcej niż tylko opisy podróży.

Fiedler naprawdę wędrował. W 1928 roku wyruszył do Brazylii, a z tej wyprawy przywiózł nie tylko zbiory przyrodnicze dla muzeów w Poznaniu, lecz także opowieści.

Z nich powstały książki, które czytelnicy pokochali: Bichos, moi brazylijscy przyjaciele, Wśród Indian Koroadów, później Ryby śpiewają w Ukajali czy Kanada pachnąca żywicą.

Czytając je, można było poczuć dżunglę. Usłyszeć rzekę. Zobaczyć ludzi o innych twarzach, innych zwyczajach, innych historiach.

To była niezwykła pożywka dla wyobraźni. Uwielbiałam te książki. Dzięki nim także podróżowałam.

Tajemnica z karaibskiej wyspy

Jedną z książek, które szczególnie zapadły mi w pamięć, była właśnie „Wyspa Robinsona”. Powieść przygodowa inspirowana zagadką odnalezioną na karaibskiej wyspie Coche. Na starej drewnianej łodzi odkryto wyryty napis:

„JOHN BOBER / POLONUS / 1726”.

Kim był ten człowiek? Jak znalazł się na bezludnej wyspie?

Fiedler z tej tajemnicy stworzył opowieść o rozbitku, który po katastrofie statku próbuje przetrwać na karaibskiej wyspie razem z kilkoma ocalałymi. Są sztormy, piraci, zbiegli niewolnicy i tropikalna przyroda. Ale jest też coś ważniejszego – historia o odwadze i o tym, że człowiek potrafi przetrwać nawet w najbardziej surowych warunkach.

Gdy granice się zamknęły, ruszyła wyobraźnia

Paradoks polega na tym, że ta powieść powstała w czasie, gdy sam Fiedler nie mógł podróżować. Po powrocie do Polski w 1946 roku zamieszkał w Puszczykowie pod Poznaniem. W czasach stalinowskich granice były zamknięte.

Więc ruszył w drogę… wyobraźnią. Tak powstały powieści przygodowe dla młodych czytelników – Mały Bizon, Wyspa Robinsona, Orinoko. A kiedy po 1956 roku znów otworzyły się możliwości podróżowania, Fiedler wrócił na szlaki. Odwiedził Indochiny, Kanadę, Gujanę, Madagaskar, Brazylię i wiele miejsc Afryki.

W sumie odbył trzydzieści wypraw i napisał trzydzieści dwie książki, które ukazały się w ponad dwudziestu językach.

Świat sprzed epoki ekranów

Dziś żyjemy w zupełnie innym świecie. Globalizacja sprawiła, że odległe miejsca przestały być tak tajemnicze jak kiedyś. Wiele kultur, które Fiedler opisywał z zachwytem, zmieniło się nie do poznania.

A jednak jego książki wciąż mają niezwykłą moc. Może dlatego, że pokazują świat sprzed epoki masowej turystyki. Świat bardziej dziki, wolniejszy, pełen miejsc, które dopiero czekały na odkrycie. Świat opisany piękną, barwną polszczyzną – taką, która pozwala zobaczyć wszystko oczami wyobraźni.

Dlatego daję te książki do czytania moim dzieciom. Trochę nie rozumieją. Przecież można kliknąć i zobaczyć.

A ja im mówię - nie ma nic bardziej rozwijającego wyobraźnię i prawdziwą ciekawość świata jak czytanie.

Newsletter

Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail.