Luka pochodzi z miejscowości Postojna, ale od kilku lat mieszka na wybrzeżu, gdzie założył rodzinę i, jak sam mówi, rozpoczął nowe życie. Opowiadając swoją historię, najpierw wraca do roku 2015. Wtedy jego problemy z nadmiernym piciem stawały się coraz poważniejsze. „W domu było dość ciężko, a w pracy spotykałem się z przemocą werbalną ze strony przełożonego. Presja była ogromna” – wyjaśnia. Podobnie jak wielu młodych ludzi, po raz pierwszy zetknął się z alkoholem w szkole średniej, kiedy w weekendy uczestniczył w imprezach.
Coraz bardziej napięte relacje
Poznał dziewczynę, przeprowadził się do niej i wkrótce znalazł sobie nowe towarzystwo. „Piłem coraz więcej, ale nie wydawało mi się to niczym poważnym”. Często zatrzymywał się w knajpie w drodze z pracy do domu i wracał do niego lekko podpity. Kiedy dziś patrzy wstecz, żałuje, że siadał za kierownicą w takim stanie. „To było dość nieodpowiedzialne. Jeździłem tak z Postojnej, gdzie pracowałem, do Goricy”.
Alkohol niszczył również jego relacje. Pewnego dnia jego partnerka miała dość jego picia, więc się rozstali.
Wcześniej zmienił pracę i znalazł nowe mieszkanie. „Kiedy znów zacząłem mieszkać sam, nie było nikogo, kto mówiłby mi, co mogę, a czego nie mogę robić. Z dnia na dzień coraz bardziej pogrążałem się w alkoholu. W końcu sytuacja stała się tak poważna, że rano szedłem do pracy, po pracy biegłem coś zjeść, a potem udawałem się do baru, gdzie piłem do późnego wieczora”.
Wraz z tym zaczęły się również problemy w pracy. Często się spóźniał, co zwróciło uwagę przełożonych. W końcu złożył wypowiedzenie i postanowił wrócić do rodzinnego miasta. „Szukałem wymówek i obwiniałem otoczenie za to, że więcej piję. Znalazłem jednak podobne towarzystwo i powtórzyły się te same schematy”.
„Czy taki właśnie się stanę?”
Pomimo uwag mamy, że tak dalej być nie może, i częstych kłótni, nic się nie zmieniło. Aż pewnego dnia dotarło do niego ważne odkrycie. „Coś zaskoczyło mi w głowie, kiedy wyszedłem na podwórko i spotkałem znajomego, nieco starszego ode mnie, który często już przed południem był pod silnym wpływem alkoholu. Patrząc na niego, zamyśliłem się. Czy taki właśnie się stanę? Nie, nie chcę tego, trzeba coś z tym zrobić”.
Jeden z przyjaciół jego mamy znał program Vrtnica, gdzie Luka szukał pomocy i zdecydował się wziąć udział w programie. „Mogę powiedzieć, że była to najlepsza decyzja w moim życiu”.

Ciężka praca nad sobą
Przyznaje, że początki nie były łatwe. Przez pierwsze trzy miesiące potrzebowałem czasu, aby oczyścić umysł i zacząć rozumieć, co terapeuta chce mi przekazać. Zacząłem aktywnie pracować nad sobą, przetwarzać swoje emocje. Dzięki terapii nauczyłem się samokontroli. Rozpoznaję pewne wzorce w swoim zachowaniu i potrafię je samodzielnie eliminować”. Martwił się, jak po zakończeniu leczenia wytrzyma bez alkoholu. „Przez głowę przechodzą typowe dylematy, jak teraz będę się zachowywał podczas uroczystości, kiedy wszyscy wokół będą wznosić toast i tym podobne”.
Po 18 miesiącach pomyślnie ukończył program. „Przed sobą miałem pierwsze wyzwanie, kiedy znów musiałem stanąć na własnych nogach. Znalazłem mieszkanie bardzo blisko domu programu Vrtnica, dzięki czemu pozostałem w kontakcie ze społecznością. Nadal uczestniczę w programie Most, który łączy wszystkich, którzy już ukończyli leczenie”.
Jest również członkiem Klubu Wyleczonych Alkoholików i regularnie uczestniczy w jego działaniach. „Codzienne problemy, które komuś mogą wydawać się nieistotne, powodują codzienny stres i nigdy nie wiadomo, kiedy pojawi się coś, co wywoła dawne wzorce zachowań. Dobrze jest mieć w tym wsparcie”.
Uważa, że ważne jest, aby zacząć życie w nowym otoczeniu. „W moim dotychczasowym środowisku mam zbyt wiele wspomnień i wzorców, które są dla mnie niebezpieczne. Dlatego świadomie postanowiłem zmienić otoczenie i zacząć od nowa, wybierając środowisko, które ma zdrowe podstawy. Dzięki temu mam większe szanse, że mi się nie uda”.
Dzisiaj ma uporządkowane życie
Dzięki silnej woli Luka ponownie nadał sens swojemu życiu, tym razem bez alkoholu. „Program bardzo mnie zmienił i otworzył mi oczy”. Ponownie znalazł pracę i z dumą opowiada, że od pięciu lat jest zatrudniony na stałe. W tym okresie poznał również swoją partnerkę życiową, z którą dwa lata temu cieszyli się narodzinami córki. „Nie myślę nawet o alkoholu. Jestem wystarczająco silny i mam nadzieję, że tak pozostanie. Zdaję sobie jednak sprawę, że już jutro mogę ponownie upaść. Ta świadomość towarzyszy mi przez cały czas i utrzymuje mnie na drodze trzeźwości”.
Jest bardzo wdzięczny, że jego partnerka mocno go wspiera. „Kiedy się poznaliśmy, już na pierwszej randce powiedziałem jej, że jestem wyleczonym alkoholikiem. Zaakceptowała mnie takim, jakim jestem. Bardzo mnie wspiera, chodzi ze mną na spotkania, słucha, czego doświadczamy, dzięki czemu łatwiej jej zrozumieć moje reakcje, a mi jej. W ten sposób razem się rozwijamy”.
„Z pijaka stałem się porządnym mężczyzną, który założył rodzinę. Cieszę się z córki, mogę jej poświęcać swój czas, jestem trzeźwy i mogę być dobrym wzorem do naśladowania” – jest z siebie dumny i ma do tego pełne prawo. Jego rodzina i rodzina jego partnerki również są z niego dumne. „Zaakceptowali mnie takim, jakim jestem. To potwierdzenie wiele dla mnie znaczy i motywuje mnie do wytrwania, rozwoju i pomagania innym poprzez udzielanie porad”.
Nie bój się prosić o pomoc
Wiele osób pyta go, jak to możliwe, że tak otwarcie mówi o tym, że jest wyleczonym alkoholikiem i czy nie jest mu wstyd. „Wszystkim mówię, że jestem dumny ze swojej drogi. Miałem problem, z którego zdałem sobie sprawę i który rozwiązałem. Inni nawet się do niego nie przyznają”.
Wszystkim, którzy chcieliby uwolnić się od pułapki alkoholizmu, przekazuje: „Nie bój się prosić o pomoc. To pierwszy i najtrudniejszy krok. Dalej pomogą ci terapeuci i inni specjaliści. A przede wszystkim nie bądź uprzedzony do leczenia. Idź, zaufaj, słuchaj rad, tylko tak ci się uda”.
Artykuł jest tłumaczeniem ze słoweńskiego wydania Aletei.










