Przejdz do tresci glownej

Bliski Wschód znów staje się miejsce nie do życia. Śmierć ojca Pierre’a El Raii

3 min czytania
shutterstock_2720872325.jpg

Autor: Wojna w Libanie | Shutterstock

Ci z nas, którzy żyją już nieco dłużej zapewne pamiętają, że Bliski Wschód kojarzył się głównie z niekończącymi się aktami przemocy, w których coraz trudniej było odnaleźć naprawdę dobrze uzasadnione racje.

TODO MESSAGE :

I znów jak się zdaje to się dzieje. Czy można w spadających bombach i walących się w gruzy miastach zobaczyć jeszcze coś więcej niż walkę mocarstw o dominację, coś więcej niż bezsensowną śmierć ludzi, którym przyszło urodzić się lub znaleźć w „złym” miejscu na świecie?

Wojnę obronną można zrozumieć, ale niesymetryczne zmagania między ugrupowaniami terrorystycznymi, które przedmiotowo traktują życie tych, których praw chcą bronić, stają się coraz trudniejsze do oceny. Szczególnie gdy giną konkretni ludzie, którzy swoje życie rzeczywiście poświęcali dla innych.

Ojciec Pierre El Raii: Męczennik z libańskich gór

Ojciec Pierre El Raii, maronicki proboszcz parafii w Qlayaa na południu Libanu, zginął 8 marca 2026 roku podczas bombardowania, niosąc pomoc rannemu parafianinowi. Jego śmierć wstrząsnęła wspólnotami chrześcijańskimi w regionie naznaczonym coraz bardziej złożonym konfliktem.

Okoliczności tragicznego zdarzenia

Do ataku doszło około godziny 14:00 czasu lokalnego w górach południowego Libanu. Pierwszy nalot uderzył w dom znajdujący się na terenie parafii, raniąc jednego z mieszkańców. Ojciec Pierre natychmiast ruszył z pomocą, ale drugi atak dosięgnął go podczas akcji ratunkowje. Informację o śmierci o. El Raii potwierdził franciszkanin o. Toufic Bou Merhi, kustosz Ziemi Świętej i proboszcz w Tyrze oraz Deirmimas.

Pasterz, który został ze swoimi owcami

Qlayaa to chrześcijańska miejscowość graniczna, której mieszkańcy odmówili ewakuacji nakazanej przez Izrael, wybierając neutralność w trwającym konflikcie. O. Pierre'a El Raii został w nimi. Liban południowy od miesięcy jest areną walk między izraelską armią a bojownikami Hezbollahu, co prowadzi do regularnych bombardowań. Śmierć 50-letniego duchownego pokazuje heroizm lokalnych księży, którzy pozostają z wiernymi w obliczu zagrożenia.

Reakcje i znaczenie dla Kościoła

Trudno tu jednak o łatwe pocieszenia i nie są one czyms dobrym. O śmierci katolickiego kapłana w tym rejonie piszą wszystkie światowe media. Nie zrobią tego jednak, gdy zginie czyjś ojciec, matka, brat, siostra, syn czy córka. Sytuację chrześcijan w Libanie trzeba by określić mianem bezsensownej.

„Ostatnią rzeczą, która nie może w nas umrzeć, jest nadzieja w Panu, który zawsze daje nam siłę, by iść dalej” - mówi o. Merhi krótko podsumowując katastrofę libańskiego życia.