separateurCreated with Sketch.

Ojciec obiecał: gdy syn pokona raka, przejdę Camino. Niedługo później sam usłyszał diagnozę

Anton Krepek Petra Škarja Camino

Anton Krepek in Petra Škarja na potopisnem večeru in predstavitvi knjige v Novem mestu

whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Urška Kolenc - publikacja 14.03.26
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
„W naszej rodzinie mamy dwa doświadczenia zwycięstwa nad rakiem i jedno doświadczenie przegranej w tej walce”.

Większość pielgrzymów, którzy decydują się przejść słynne Camino, przynajmniej w pewnym stopniu przygotowuje się do tego wyzwania. Anton Krepek z Mariboru ten etap właściwie pominął. Można powiedzieć, że na najdłuższy, francuski szlak Camino – który prowadzi przez Pireneje i po 831 kilometrach dociera do hiszpańskiego miasta Santiago de Compostela – wyruszył nieco spontanicznie.

Plecak spakował dopiero wieczorem przed wyjazdem. Zamiast zalecanych ośmiu kilogramów ważył niemal dwa razy tyle, a większość rzeczy, które zabrał ze sobą, pożyczył od przyjaciół. Nie ma w tym nic dziwnego – Toni, jak mówią o nim bliscy, nigdy nie był ani zapalonym piechurem, ani tym bardziej miłośnikiem górskich wypraw. W tamtym czasie jego codziennym towarzyszem były raczej papierosy niż górskie szlaki.

„Jeśli już coś miałem, to bardzo dobry powód”

Za decyzją o wyruszeniu w drogę kryje się jednak przejmująca historia. To właśnie rodzinne doświadczenia sprawiły, że mimo swojej niegasnącej pogody ducha i poczucia humoru Toni do dziś mówi o tamtych wydarzeniach z drżącym głosem. Choć nie przygotowywał się do trudnej pielgrzymki, ani przez chwilę nie wątpił, że przejdzie ją od początku do końca.

„Jeśli już coś miałem, to bardzo dobry powód – niewyobrażalną motywację i silne „dlaczego”. Prawdopodobnie najsilniejsze, jakie może mieć ojciec”.

Przez cały czas miał też ogromne wsparcie żony Biljany. Choć nie mówiła o tym głośno, bardzo się martwiła, jak Toni poradzi sobie w obcym kraju, nie znając dobrze języka, nie mówiąc już o gotowaniu czy praniu ubrań.

Kiedy Toni opowiada o swoim niezapomnianym Camino, robi to z dużą dawką humoru i pogodnego dystansu do siebie. Już po kilku dniach całodziennego marszu porzucił na przykład pomysł, by schodzić z trasy i szukać dodatkowych punktów widokowych. Jako wielki miłośnik fotografii chciał uchwycić jak najwięcej pięknych krajobrazów, ale szybko zrozumiał, że najważniejsze jest po prostu iść dalej.

Anton Krepek Camino

Diagnoza syna wstrząsnęła rodziną

19 czerwca 2014 r. życie rodziny Krepeków całkowicie się zmieniło. Mateo, długo wyczekiwane dziecko, przebywał nad morzem z dziadkami, gdy Toni i Biljana otrzymali wiadomość, że ma bardzo wysoką gorączkę.

Natychmiast pojechali do Chorwacji. Po badaniach w szpitalu lekarze z 99-procentowym prawdopodobieństwem potwierdzili białaczkę. „Wtedy zaczęła się nasza kalwaria”.

Choroba syna

Dalsze badania w klinice uniwersyteckiej w Mariborze potwierdziły diagnozę. Mateo rozpoczął walkę z chorobą, którą pięcioletniemu chłopcu lekarze przedstawili jako walkę ze „złymi komórkami”.

„Kiedy choruje się samemu, to bardzo trudne doświadczenie, zwłaszcza gdy nie ma się wpływu na to, jak to zmienić. Ale gdy choruje dziecko, człowiek czuje się jeszcze bardziej bezbronny i bezradny”.

Oddział hematoonkologii na trzecim piętrze kliniki pediatrycznej w Lublanie stał się na pewien czas ich nową rzeczywistością.

„Razem z Biljaną byliśmy przy Mateo od pierwszego do ostatniego dnia leczenia. Byliśmy dla siebie nawzajem wsparciem”.

Jak mówi Toni, wiele rodzin nie wytrzymuje takiej próby. W ich przypadku choroba jeszcze bardziej ich zbliżyła.

Obietnica Toniego

Już w samym środku tego trudnego czasu Toni złożył obietnicę: jeśli syn wyzdrowieje, przejdzie Camino.

„Moje Camino było przede wszystkim obietnicą daną samemu sobie, w drugiej kolejności Mateo, a w trzeciej wszystkim bohaterom trzeciego piętra” – tak nazywa dzieci chore na raka, które leczą się lub leczyły na oddziale hematoonkologii w Lublanie. – „Wtedy nie miałem pojęcia, w co się pakuję”.

Mateo wyzdrowiał. Pięć lat po diagnozie Toni spełnił swoją obietnicę. 19 czerwca 2019 r. rozpoczął dziewiętnastodniową wędrówkę szlakiem Camino.

Do swojego i tak ciężkiego plecaka dołożył jeszcze jeden symboliczny ciężar – kamień wybrany przez Mateo, z jego osobistą wiadomością. Niósł go aż do 600. kilometra trasy, gdzie – jak wielu pielgrzymów – zostawił go w miejscu zwanym Cruz de Ferro.

„Nie tylko mój plecak stał się wtedy lżejszy. Zostawiłem tam również część wewnętrznego ciężaru”.

Anton Krepek Camino
Mateov el kamenček

Przez cały czas Toni nosił w sercu jeszcze dwie prośby: by jako rodzina mogli spędzać ze sobą więcej czasu oraz by – jeśli rak miałby jeszcze kiedyś pojawić się w ich życiu – dotknął jego, a nie syna.

„To było dla mnie logiczne. Jestem silniejszy i starszy. Wolałbym sam zachorować, niż patrzeć, jak cierpi moje dziecko. No i… ta prośba też się spełniła”.

Zachorował także on

Pół roku po przejściu Camino u Toniego zdiagnozowano raka płuc. Jak dziś mówi, nie dziwi się już, że na pielgrzymce tak ciężko oddychał podczas podejść. „Niosłem ukrytego pasażera”.

W rodzinie niczego przed sobą nie ukrywali. Tak było również w dniu, gdy usłyszał diagnozę. Wszyscy troje usiedli przy stole i Toni powiedział Mateo, że tym razem to on będzie musiał walczyć z chorobą. Syn odpowiedział krótko: „Tato, ty to dasz radę”.

I rzeczywiście – po wyczerpującym leczeniu Toni wyszedł z choroby zwycięsko.

Anton Krepek Camino

Marzenie Biljany

Po doświadczeniach związanych z chorobą Mateo w Biljanie zrodziło się pragnienie, by opisać tamten czas w książce. Chciała, aby była ona przede wszystkim pomocą, nadzieją i wsparciem dla rodziców, którzy znaleźliby się w podobnej sytuacji. Ostatecznie postanowiono opowiedzieć historię ich rodziny poprzez Camino Toniego, uzupełnione spojrzeniem Biljany i jej doświadczeniem choroby syna.

Prace nad książką zbliżały się już do końca, gdy rodzinę dotknął kolejny cios. Tym razem diagnozę raka trzustki usłyszała Biljana. Niestety tę walkę przegrała.

„W naszej rodzinie mamy dwa doświadczenia zwycięstwa nad rakiem i jedno doświadczenie przegranej w tej walce. Niezależnie jednak od wyniku, szanse na wyzdrowienie są większe, jeśli potrafimy zachować pozytywne spojrzenie na świat”.

Dwa lata później Toni i Petra ukończyli książkę „Camino – pokłon Bohaterom trzeciego piętra”.

Anton Krepek Camino

„Wszystko dzieje się z jakiegoś powodu”

Toni i trzynastoletni wówczas Mateo musieli nauczyć się życia bez ukochanej żony i mamy.

„Nauczyliśmy się prasować, gotować, prać… Może więc już na Camino miałem przygotowanie do takiego życia. W naszym życiu dzieją się czasem rzeczy, które wydają się zupełnie niezrozumiałe. Dopiero później człowiek odkrywa, że wszystko ma jakiś sens”.

Dziś, przy dorastającym już synu, Toni wciąż uczy się cierpliwości. Jednocześnie są dla siebie wielkim wsparciem i przyjaciółmi.

„Przez wszystkie te lata nie było dnia, żebym nie powiedział mu, że kocham go najbardziej na świecie. Nie było dnia, żebym go nie przytulił. A jeśli zapomnę – sam przychodzi”.

Na pytanie, dlaczego tak trudne doświadczenia spotkały właśnie jego rodzinę, Toni nie ma odpowiedzi.

„Nie chcę już nawet o to pytać. Ważniejsze jest, żeby każdy dzień przeżyć jak najpełniej. Bo głęboko wierzę, że każdy dzień jest darem”.

Artykuł pochodzi ze słoweńskiej Aletei.

Newsletter

Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail.