Żołnierz, który zobaczył kruchość życia
Francesco Faà di Bruno urodził się w 1825 roku w Alessandrii w rodzinie starej piemonckiej arystokracji. Był najmłodszym z dwunastu dzieci markiza Luigiego Faà di Bruno i Karoliny Sappa. W domu, w którym dorastał, wiarę łączono z troską o ubogich – coś, co na zawsze ukształtowało jego serce.

Choć był raczej słabego zdrowia, jako młody człowiek wybrał karierę wojskową i wstąpił do Akademii Wojskowej w Turynie. Wkrótce został oficerem sztabu i uczestniczył w wojnie o niepodległość Włoch w 1848 roku.
To właśnie na polu bitwy przeżył doświadczenie, które głęboko zmieniło jego życie. Widział młodych żołnierzy ginących nagle i bez przygotowania na śmierć. Później wspominał, że najbardziej bolało go nie to, że umierają, lecz że wielu z nich od dawna nie korzystało z sakramentów.
To wtedy zaczął rozumieć, że prawdziwa walka człowieka toczy się o coś więcej niż zwycięstwo na polu bitwy.
Matematyczny geniusz
Po kilku latach Francesco zrezygnował z kariery wojskowej i wyjechał do Paryża, by studiować matematykę i astronomię na Sorbonie Tam spotkał jednego z największych matematyków epoki – Augustina-Louisa Cauchy’ego. Zachwycał się nie tylko jego geniuszem, ale też głęboką wiarą.
W Paryżu zdobył dyplomy naukowe i rozpoczął publikowanie prac matematycznych. Jednym z jego najsłynniejszych osiągnięć stała się tzw. formuła Faà di Bruno, używana do dziś w analizie matematycznej przy obliczaniu pochodnych funkcji złożonych.

Po powrocie do Turynu rozpoczął wykłady z matematyki i astronomii na uniwersytecie. Opublikował dziesiątki prac naukowych, napisał ważne książki z teorii funkcji i form algebraicznych, a jego uczniami byli później znani matematycy.
Ale dla Francesco nauka nigdy nie była celem samym w sobie. Już w czasie studiów w Paryżu odwiedzał ubogie dzielnice i pomagał potrzebującym. Po powrocie do Turynu postanowił zrobić coś więcej. Z pewnością na jego decyzję miała wpływ znajomość ze św. Janem Bosko, który w tych samych latach zajmował się edukacją i formacją religijną młodzieży.
„Miasto kobiet”
W XIX-wiecznym Turynie wiele młodych kobiet pracowało jako służące w domach bogatych rodzin. Często były pozbawione ochrony, edukacji i stabilności. Jeśli traciły pracę, bardzo łatwo popadały w skrajną biedę.
Francesco postanowił im pomóc. W ubogiej dzielnicy San Donato założył dzieło św. Zyty – ogromne centrum pomocy dla kobiet. Nazywał je żartobliwie „miastem kobiet”.
Zamieszkiwały tam służące, samotne matki, starsze kobiety i osoby pozbawione dachu nad głową. Otrzymywały nie tylko schronienie, ale także pracę, wykształcenie i formację duchową. Dzień w tym miejscu miał swój rytm: poranna Msza Święta, praca, nauka, modlitwa i adoracja Najświętszego Sakramentu.
Francesco troszczył się nawet o najbardziej praktyczne szczegóły. Zaprojektował nowoczesne pralnie z własnymi maszynami, aby ułatwić kobietom pracę. Organizował kursy zawodowe, szkoły, a nawet mobilną bibliotekę dla ubogich.
Założył również tanie sklepy spożywcze, gdzie robotnicy mogli kupować żywność po minimalnych cenach.
Nauka w służbie człowieka
Francesco nie przestał być naukowcem. Wynalazł urządzenie umożliwiające osobom niewidomym pisanie – zanim jeszcze rozpowszechnił się alfabet Braille’a. Zrobił to, aby pomóc swojej siostrze, która traciła wzrok.
Projektował instrumenty naukowe, m.in. barometr różnicowy i elektryczny budzik. W kościele, który później zbudował w Turynie, umieścił nawet wahadło Foucaulta, aby pokazać wiernym ruch Ziemi.
Łączył w sobie niezwykłą mieszankę: matematyczną precyzję, wynalazczość inżyniera i wrażliwość człowieka głębokiej wiary.

Ksiądz w wieku 51 lat
Przez lata angażował się w dzieła charytatywne jako świecki. Z czasem jednak zaczął odczuwać, że kapłaństwo pomoże mu jeszcze lepiej służyć ludziom i Kościołowi.
Pojawił się jednak problem: arcybiskup Turynu nie chciał wyświęcić mężczyzny, który miał już około 50 lat. W tamtych czasach kandydaci do kapłaństwa zaczynali seminarium jako bardzo młodzi ludzie.
Francesco nie buntował się przeciw decyzji. Udał się do Rzymu na rekolekcje. Tam jego historia dotarła do papieża Piusa IX, który znał już jego działalność dobroczynną. Papież podjął niezwykłą decyzję: sam wziął odpowiedzialność za jego święcenia i wydał na nie zgodę.
W 1876 roku, w wieku 51 lat, Francesco Faà di Bruno został prezbiterem.
Kościół dla zmarłych i modlitwa za żołnierzy
Jednym z najważniejszych dzieł jego życia była budowa kościoła Matki Bożej Wspomożycielki w Turynie. Sam zaprojektował również imponującą, 75-metrową dzwonnicę.

Kościół ten miał szczególną misję: modlitwę za dusze zmarłych – zwłaszcza za żołnierzy poległych w wojnach. Inspiracją była śmierć jego brata oraz wspomnienia z pola bitwy.
Dla Francesco modlitwa za dusze czyśćcowe była jednym z najważniejszych wymiarów miłości bliźniego.
Człowiek, którego formułą była miłość
Pod koniec życia założył jeszcze zgromadzenie zakonne – Siostry Minimitek Matki Bożej Wspomożycielki. Zakonnice wspierały jego dzieła społeczne i modliły się za zmarłych.
Francesco Faà di Bruno zmarł w Turynie w marcu 1888 roku, zaledwie dwa dni przed swoimi 63. urodzinami. Niespełna dwa miesiące wcześniej odszedł jego przyjaciel – św. Jan Bosko.
W 1988 roku papież Jan Paweł II ogłosił go błogosławionym, nazywając go „gigantem wiary i miłości”.
Źródło: eldebate.com, Wikipedia, mathshistory.st-andrews.ac.uk









![Historyczna chwila dla diecezji. Ustanowiono 26 świeckich katechistów [ZDJĘCIA]](https://wp.pl.aleteia.org/wp-content/uploads/sites/9/2024/09/ustanowienie-katechistow.jpg?resize=300,150&q=75)
![Św. Jan Bosko siada za stołem, a tam podają olbrzymi tort… [anegdoty]](https://wp.pl.aleteia.org/wp-content/uploads/sites/9/2021/07/Bosko-EN_01304237_0012.jpg?resize=300,150&q=75)