separateurCreated with Sketch.

Jąka się, a mimo to świadczy z odwagą. „Nie zapominam, co Bóg dla mnie uczynił”

Matej Vukina
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Lovro Kavčič - publikacja 28.03.26
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Historia młodego człowieka, który przez rozwód rodziców, słabości i własne ograniczenia doszedł do żywej wiary.

Matej Vukina jest wolontariuszem w licznych inicjatywach duszpasterstwa młodzieży salezjańskiej. W swojej parafii – Lublana Dravlje – przez cały rok pełni funkcję lidera animatorów i śpiewa w młodzieżowym chórze. Od 2021 roku, kiedy zakończył treningi skoków narciarskich, szkoli młodsze pokolenia skoczków. Jakby tego było mało, studiuje również trening sportowy na Wydziale Sportu i marzy o stworzeniu własnego centrum kinezjologicznego. Ten wszechstronny, 21-letni młody człowiek opowiedział Aletei o swojej wierze, rozwodzie rodziców, jąkaniu oraz wolontariacie.

Jakie wzory wiary miałeś w dzieciństwie?

Jako dziecko nie lubiłem lekcji religii ani uczenia się o wierze. Z niecierpliwością czekałem, aż rodzice przestaną mnie namawiać do chodzenia na Mszę, bo w niedziele lubiłem spać. Przełom nastąpił, gdy poznałem animatorów na oratorium, którzy ukazywali wiarę w sposób żywy i radosny. Wiarę, którą naprawdę się przeżywa i dzięki której czyni się dobro dla innych – a przez to oddaje się chwałę Bogu.

W 2019 roku uczestniczyłem w wieczorze uwielbienia na terenach targowych w Lublanie. Występował tam również Martin Smith. Przed wykonaniem pieśni Moje masz serce powiedział: „Czy jest tu ktoś, kto ma dziewiętnaście lat? Wy jesteście pokoleniem, które będzie głosić. Waszą bronią będą instrumenty muzyczne”. Zapisałem te słowa, bo bardzo mnie poruszyły i zmotywowały. Można powiedzieć, że był dla mnie wzorem wiary – pokazał mi, czym jest uwielbienie i gorliwość.

Matej Vukina

Bliski jest mi także Hiob z Pisma Świętego. Niezależnie od tego, co go spotyka, pozostaje wierny. Podoba mi się w nim to, że potrafił się skarżyć, a jednak zawsze wybierał Boga. Cenię też św. Jana Bosko, który łączy muzykę, młodych ludzi i otwartość, oraz św. Ignacego – dla mnie wzór modlitwy i refleksji.

Jak rodzice wprowadzali cię w wiarę?

Zaprowadzali mnie na katechezę – a ja za każdym razem miałem nadzieję, że o niej zapomną. Czasem rzeczywiście się zdarzało. Nauczyli mnie modlitw. W domu nie było zwyczaju wspólnej modlitwy, poza modlitwą przed jedzeniem. I nawet ona z czasem się skracała – od „Ojcze nasz” do samego znaku krzyża. W domu nie mogłem rozwijać wiary, dopóki nie zaangażowałem się w życie parafii. Działał już tam mój brat. Podziwiałem go i uważałem za wzór, więc naturalnie dołączyłem do jego środowiska.

Matej Vukina

Co najbardziej przyczyniło się do twojej silnej wiary w Boga?

Małe i większe cuda. Kiedy przestałem trenować skoki narciarskie, zaczęły pojawiać się bóle kolan. W czerwcu 2022 roku pojechaliśmy z grupą młodzieżową do Tarvisio, a główną aktywnością były wędrówki. Gdy inni szli trudniejszymi trasami, ja – z powodu kolan – wybierałem łatwiejsze. Nie mogłem nawet grać w koszykówkę, bo ból był zbyt silny.

Gdy udaliśmy się na Višarje, część grupy miała wjechać kolejką, a część iść pieszo (około godziny marszu). Pięć osób musiało iść pieszo. Pomyślałem: „Jeśli cztery osoby podniosą rękę, będę piąty”. Tak się stało. Rano owinąłem kolana i ruszyłem pieszo. Na szczyt dotarłem bez bólu. Co ciekawe, w głowie brzmiała mi pieśń Na goro. Podczas Mszy, po Komunii, po raz pierwszy poprosiłem o uzdrowienie.

Matej Vukina
Matej med skokom na amaterskem tekmovanju leta 2025

Schodziliśmy później trasą narciarską, co jest jeszcze bardziej obciążające dla kolan. Czułem jednak, że mam iść pieszo. Ruszyłem przed wszystkimi i powoli schodziłem szlakiem pielgrzymkowym. W pewnym momencie „puściłem hamulce” – zacząłem biec, z rękami uniesionymi do góry, wielbiąc Boga przy muzyce uwielbienia.

Dobiegłem do busa. Nagle rozpętała się ulewa, a drzwi od strony pasażera nie chciały się zamknąć – mogłem więc przeczekać w środku. Kiedy usiadłem, uświadomiłem sobie, że biegłem… i nic mnie nie bolało. Gdy deszcz ustał, razem z kolegą pobiegliśmy jeszcze naprzeciw młodym, którzy nie mieli odpowiedniego sprzętu – zanieśliśmy im buty i napoje.

Od tamtej pory ból nie przeszkadza mi w codziennym życiu. Czasem tylko czuję kolana – i jestem za to wdzięczny. Ta lekka dolegliwość przypomina mi, co Bóg dla mnie uczynił.

Matej Vukina

Twoje dzieciństwo naznaczone było rozwodem rodziców. Jak postrzegałeś ich wcześniej?

Myśl o rozwodzie dojrzewała stopniowo. Jako młodsze dziecko nie zastanawiałem się nad tym. Pamiętam, że jeździłem z tatą na rowerze, woził mnie na treningi. Mama była bardziej czuła – to z nią rozmawiałem i doświadczałem bliskości.

Już wtedy widziałem jednak, że ojciec nie jest doskonały. Miałem poczucie, że czasem wybiera alkohol zamiast mnie. Po treningach zostawał z innymi rodzicami na piwie i mówił: „Jeszcze tylko to dopiję i jedziemy”. Czasem trwało to pół godziny, czasem godzinę. Nie było mi ciężko, bo byli tam inni koledzy, ale ojciec przestawał być dla mnie kimś w pełni godnym zaufania.

Coraz rzadziej bywał w domu, coraz częściej poza nim. Nie nazwałbym go alkoholikiem – raczej szukał okazji do spotkań z innymi. Dziś, gdy z nim rozmawiam, rozumiem motywy jego zachowań, choć nie wiem, czy był to właściwy sposób. Mam też wrażenie, że nie dostrzegał konsekwencji swoich działań.

Teraz jest lepiej. Jesteśmy dorośli i potrafimy ze sobą rozmawiać.

Jak rozwód wpłynął na ciebie?

Szczerze mówiąc, czekałem na niego. Widziałem, że w domu nie ma już miłości. Ponieważ dostrzegałem, że relacje są niewłaściwe, nie obwiniałem siebie – jak niestety robi to wiele dzieci. Już na kilka lat przed rozwodem modliłem się podczas Mszy, żeby sytuacja się rozwiązała: albo żeby rodzice się pojednali, albo rozstali. Nie chciałem żyć w ciągłym napięciu, czy „zaraz coś wybuchnie”.

Kiedy doszło do rozwodu, poczułem ulgę. Patrzyłem na to dość praktycznie: mam dwa miejsca do spania, mogę jeździć na wakacje z każdym z rodziców. Nie czułem wprawdzie pełni rodzinnej miłości, ale to było lepsze niż życie w niepewności.

Dziś myślę o tym tak: mój biologiczny ojciec jest moim tatą, ale Bóg jest moim Ojcem. To Bóg prowadzi mnie i towarzyszy mi najbardziej. Mój ojciec jest kimś, kto mnie wychował i pokazał mi świat.

Matej Vukina

Jak dziś budujesz relacje z rodzicami?

Najczęściej kontaktujemy się przez telefon. Żałuję, że doba ma tylko 24 godziny. Jestem bardzo aktywny i często nie znajduję czasu, by zadzwonić. Kiedy to ojciec dzwoni, zwykle trafia na zły moment. Chciałbym go bardziej wspierać – widzę, że rozumie swoje błędy i stara się być lepszy.

Powiedziałem mu, co było dla mnie trudne. I zastanawiam się, czy bez rozwodu doszłoby do tej zmiany. Mimo wszystkich konsekwencji jestem wdzięczny – mam poczucie, że każdy z nas stał się dzięki temu lepszym człowiekiem.

Masz wadę wymowy – jąkanie. Jak ją przyjmujesz?

Z wdzięcznością. Przeze mnie Bóg pokazuje, że płynna mowa nie jest czymś oczywistym. Cieszę się, że wybrał właśnie mnie, bym o tym świadczył. Wierzę, że nie będzie mnie to znacząco ograniczać ani w pracy, ani w życiu. Myślę też, że kiedyś stanie się to częścią mojego świadectwa.

Każdego dnia więcej osób mnie poznaje i widzi, że się jąkam. Jeśli kiedyś przestanę, będzie to mocne świadectwo dla tych ludzi. Modlę się o to, jeśli taka będzie wola Boga.

Podziwiam ludzi, którzy się nie jąkają. Wy po prostu myślicie i mówicie – a słowa płyną. Ja wkładam w mówienie znacznie więcej wysiłku. Jąkanie jest jak gra – wiesz, że czasem się „zatnie”, ale idziesz dalej.

Najtrudniejsze jest to przy poznawaniu nowych osób, bo nie wiem, jak zareagują. Bywa też trudne w pracy z dziećmi – czasem myślą, że żartuję. Pytają: „Dlaczego tak mówisz?”, a ja odpowiadam: „A dlaczego ty nosisz okulary?”.

Co ciekawe, gdy zapowiadam zawody młodych skoczków, nie jąkam się. Sam nie wiem dlaczego. Może dlatego, że zmieniam głos i wchodzę w pewną rolę. Zaczęło się od żartu, a teraz robię to naprawdę – i wciąż mnie to zadziwia.

Matej Vukina

Masz wiele talentów – grasz na gitarze, śpiewasz, uprawiasz sport, działasz jako wolontariusz. Jak to wszystko łączysz ze studiami?

Na propozycje zwykle odpowiadam „tak”. Kiedy mam napięty plan dnia, lepiej wykorzystuję czas na naukę. W pewnym sensie mniej znaczy więcej. Ufam Bogu. Mówię Mu: „Boże, robię dla Ciebie wiele – pokaż mi, czego mam się nauczyć na egzamin”. Pomaga też to, że na uczelni jestem aktywny i siedzę z przodu – dzięki temu szybciej przyswajam materiał.

Dlaczego angażujesz się w wolontariat?

To mój sposób kontaktu z ludźmi. W domu nie jestem aż tak produktywny. Kiedy jestem aktywny, to mnie „ładuje”. Mam pragnienie czynić dobro i pomagać ludziom w doświadczeniu spotkania z Bogiem.

Artykuł stanowi tłumaczenie ze słoweńskiej edycji Aletei.

Newsletter

Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail.