separateurCreated with Sketch.

Prima Aprilis. Dzień Judasza

Zdrada Judasza, fragment fresków Giotta w kaplicy Scrovegnich w Padwie.

whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Redakcja - publikacja 01.04.26
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Dlaczego 1 kwietnia od wieków kojarzy się z żartem, a czasem nawet z czymś niepokojącym? Za tym zwyczajem stoi historia, w której spotykają się… astronomia, Kościół i ludzkie przyzwyczajenia.

Choć wielu historyków łączy Prima Aprilis, czyli dosłownie Pierwszy Kwietnia z tradycjami pogańskimi, jest w tym wszystkim i katolicki akcent.

Rok, w którym Kościół poprawił czas

Mało kto dziś o tym myśli, ale data Wielkanocy nie jest przypadkowa. Od wieków wyznacza się ją według precyzyjnego schematu: to pierwsza niedziela po pełni księżyca przypadającej po równonocy wiosennej. Brzmi jak astronomia? Bo nią jest.

Problem w tym, że przez stulecia używany w Europie kalendarz juliański coraz bardziej „rozjeżdżał się” z rzeczywistością. Różnica urosła do około dziesięciu dni. W efekcie wyliczenia świąt – w tym najważniejszego dla chrześcijan – przestawały odpowiadać faktycznemu rytmowi natury.

W XVI wieku papież Grzegorz XIII zdecydował się to uporządkować. W 1582 roku wprowadzono kalendarz gregoriański. W niektórych krajach po prostu… skreślono z kalendarza kilka dni października, by wszystko wróciło na właściwe miejsce.

Brzmi jak drobna korekta. W praktyce był to przewrót w codziennym życiu.

Zegar w Pradze
Niezwykły zegar praski, z kalendarzem

Nowy Rok w styczniu? Nie wszyscy się połapali

Zmiana kalendarza oznaczała coś jeszcze: przesunięcie początku roku. W wielu miejscach Europy przez wieki Nowy Rok świętowano nie 1 stycznia, lecz 1 kwietnia.

Nagle trzeba było zmienić przyzwyczajenia. A te, jak wiadomo, nie zmieniają się z dnia na dzień.

Niektórzy historycy przypuszczają, że właśnie stąd wziął się zwyczaj prima aprilis. Ci, którzy dalej obchodzili Nowy Rok „po staremu” albo dali się wprowadzić w błąd, stawali się obiektem żartów. Nazywano ich „kwietniowymi głupcami”.

Francuski zwyczaj - przypinania wizerunku ryby na plecach z okazji Prima Aprilis

We Francji szczególnie upodobano sobie tę formę zabawy. Do dziś funkcjonuje tam zwyczaj przyklejania papierowej ryby na plecach niczego nieświadomej osoby – poisson d’avril. Ryba, łatwa do złapania, symbolizowała naiwność.

Trudno o bardziej ludzką historię: wielka reforma spotyka się z codziennym zamieszaniem i odrobiną złośliwego humoru.

Tultepec, Meksyk. 15.04.2022 Wielkoformatowe rzeźby z papier-mâché wykonane na konkurs artystycznych figur „Judasza”. Figury te zostały następnie spalone przy użyciu materiałów pirotechnicznych.

A gdzie w tym wszystkim Judasz?

Jest jednak i drugi trop – mniej oczywisty, bardziej mroczny.

W niektórych europejskich podaniach ludowych 1 kwietnia kojarzono z pechem. Pojawia się nawet przekonanie, że tego dnia miał urodzić się Judasz Iskariota. Gdzie indziej mówiono, że to dzień, w którym się powiesił. Nie chodziło o historyczną pewność, raczej o symboliczne skojarzenie.

Dlatego w tradycjach francuskich, niemieckich czy polskich prima aprilis bywał czasem „rozrachunku sumienia”. Dniem, w którym przypominano sobie o zdradzie, słabości i konsekwencjach złych wyborów.

Motyw ten zresztą łączył się z inną tradycją – palenia kukły Judasza w Wielki Czwartek, lub Wielki Piątek. Tak czy inaczej, Judasz w przewrotny sposób jest związany z tą datą, co dla wielu z nas może być zaskoczeniem.

Oczywiście, co trzeba podkreślić, powyższe teorie co do pochodzenia Prima Aprilis są tylko teoriami, jednak interesującymi.

Newsletter

Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail.