Kolejny Wielki Post i znów to samo pytanie – jak opowiedzieć dziecku o śmierci Chrystusa? Z każdym z moich dzieci było inaczej, inna wrażliwość, inne doświadczenia. Ale teraz najmłodsza, wyjątkowo emocjonalna, jest już na tyle duża, że zaraz przyjdzie, usiądzie obok i zacznie pytać. Tak zwyczajnie, po swojemu: „A dlaczego Jezus musiał umrzeć?”, „Czy bardzo cierpiał?” , „Czy Bóg go nie kochał, że na to pozwolił ?”
I nagle poczułam coś zupełnie nieoczekiwanego – bezradność.
Bo jak o tym mówić? Bez eufemizmów, które rozmywają sens. Bez omijania tego, co naprawdę boli. I jednocześnie tak, żeby dziecko nie zostało z ciężarem, którego nie uniesie.

Zabrakło mi słow, ale je odnalazłam w książce
Przeglądałam różne książki. Ładne, kolorowe, poprawne. I wciąż miałam wrażenie, że coś się w tym wszystkim rozjeżdża. Albo było zbyt gładko, jakby ktoś chciał ochronić dzieci przed samą treścią. Albo przeciwnie – zbyt dosłownie, zbyt ciężko, bez tej delikatności, która jest przecież równie potrzebna.
I wtedy trafiłam na „Małe opowieści na wielkie dni”. Bez większych oczekiwań. I może właśnie dlatego tak mnie zaskoczyła.
Opowieść bez infantylności
Już od pierwszych stron książka ujęła mnie prostotą języka i opowieścią. To szczególny styl, taki, który metaforycznie bierze dziecko za rękę i prowadzi przez kolejne dni Wielkiego Tygodnia.
Wszystko wyrasta z bardzo konkretnych pytań, które dzieci zadają spontanicznie:
„A dlaczego dzisiaj niesiemy palmy?”
„Dlaczego ksiądz umywa komuś nogi?”
„Dlaczego Krzyż jest znakiem naszej wiary?”
„Dlaczego ta noc jest inna niż wszystkie?”
I nagle okazuje się, że można odpowiedzieć spokojnie, bez unikania prawdy. Bez infantylizowania. Dla starszych dzieci i dla nas dorosłych są teksty Ewangelii i krótkie komentarze. Dla młodszych – opowieści.
Rysunki z ciszą w środku
Patrzę na tę książkę także jako historyk sztuki. I wiem, jak łatwo ilustracją wszystko zepsuć. Tutaj dzieje się coś odwrotnego. Rysunki są proste, chwilami wręcz dziecięce. I właśnie dlatego działają.
Są bezpieczne. Nie ma męki Chrystusa na krzyżu. Jest za to adoracja Krzyża w kościele. Córka patrzyła na nie długo. I zadała pytanie, które naprawdę poruszyło moje serce: "A czy ja też mogę namalować Pana Jezusa?"
Tamten wieczór wraca do mnie do dziś
Najbardziej zostało mi jednak coś innego.
Jeden zwykły wieczór Niedzieli Palmowej. Najstarsza córka czytała tę książkę najmłodszej. Siedziały razem na łóżku, światło było już przygaszone.
Czytała spokojnie. Pewnie. I nagle na chwilę się zatrzymała, spoważniała. Zapatrzyła w dal. Jakby coś ją poruszyło. Nie skomentowała. Po chwili czytała dalej.
A ja siedziałam obok i miałam wrażenie, że dzieje się coś bardzo cichego, ale ważnego. I wtedy dotarło do mnie coś prostego: to książka dla całej rodziny, nie tylko dla małych dzieci. Starsi też to przeżywają, uczą się. I przekazują młodszym.
Więcej niż książka dla dzieci
Kinga Rybarczyk napisała o niej bardzo prosto:
„Zaczęło się od mojego pomysłu, by napisać książkę, której na rynku książki dla dzieci brakowało – o Triduum Paschalnym i Wielkanocy – prosto, ale głęboko i bez infantylizacji. Tylko tyle chciałam i aż tyle.”
I rzeczywiście – to „tylko tyle” okazuje się najtrudniejsze. Bo powiedzieć o najważniejszych sprawach tak, żeby niczego nie spłycić i jednocześnie nikogo nie przytłoczyć… to naprawdę rzadko się udaje.
Tutaj się udało. I właśnie dlatego ją polecam.








![Rycerz, chłopiec i mysia cywilizacja. Opowieść o świecie, który nie wstydzi się sacrum [wywiad]](https://wp.pl.aleteia.org/wp-content/uploads/sites/9/2026/01/jakub-bednarz-cesarstwo-myszy.jpg?resize=300,150&q=75)
![Tworzy książki dla dzieci o Maryi – bez kiczu i banału [wywiad]](https://wp.pl.aleteia.org/wp-content/uploads/sites/9/2024/10/Projekt-bez-nazwy-4.jpg?resize=300,150&q=75)
