W wywiadzie dla włoskiego kwartalnika „Dialoghi”, opublikowanym 7 kwietnia, watykański sekretarz stanu, kardynał Pietro Parolin, przedstawia trzeźwą ocenę współczesnej sytuacji na świecie: dyplomacja słabnie, multilateralizm znajduje się pod presją, a logika siły zyskuje na nowo na znaczeniu. Jego główna obawa jest jasna — świat traci zarówno nawyk, jak i wolę poszukiwania pokoju poprzez dialog.
Kardynał nie zaprzecza, że siła zawsze kształtowała relacje międzynarodowe. To, co go niepokoi, to rosnąca rezygnacja wobec tego faktu. Wojna, jak zauważa, coraz częściej przedstawiana jest jako konieczne rozwiązanie, niemal nieuniknione, podczas gdy dyplomacja wydaje się niezdecydowana i nieskuteczna. Jednocześnie prawo międzynarodowe zbyt często stosowane jest wybiórczo — w jednych przypadkach bronione, w innych ignorowane.
Na rozdrożu
Ta erozja, jak twierdzi, leży u podstaw kryzysu multilateralizmu, czyli zasady współudziału trzech lub więcej stron. Problem nie polega jedynie na osłabieniu instytucji, lecz także na wyłanianiu się nowego rodzaju porządku wielobiegunowego — takiego, który kieruje się mniej współpracą, a bardziej rywalizacją i dominacją. Państwa działają w celu zachowania własnych korzyści, odwołując się do wspólnych zasad tylko wtedy, gdy jest to dla nich wygodne. Rezultatem jest rozdrobniony świat, mniej zdolny do reagowania na wspólne wyzwania.
W kwestii pokoju kardynał Parolin jest jednoznaczny. Przekonanie, że broń może zagwarantować stabilność, jest — jego zdaniem — złudzeniem. Szczególnie wskazuje na broń nuklearną, podkreślając, że rozbrojenie jest zarówno obowiązkiem moralnym, jak i praktyczną koniecznością. Nawiązując do papieża Franciszka, przypomina, że nawet samo posiadanie takiej broni zostało uznane za niemoralne. Ponowne zbrojenie, często przedstawiane jako realizm, grozi pogłębieniem niepewności zamiast jej rozwiązania.
Europa również stoi na rozdrożu. Nadzieje, które pojawiły się po zakończeniu zimnej wojny — bardziej zjednoczony kontynent oparty na solidarności — nie zostały spełnione. Zamiast tego pojawiły się nowe napięcia, a wojna w Ukrainie pozostaje głęboką raną. Kardynał Parolin podkreśla ludzki koszt tego konfliktu i wzywa do odnowienia poczucia odpowiedzialności. Zbyt często jednak, jak zauważa, odpowiedź ogranicza się do dalszej militaryzacji.
Proroczy głos papieża
Przedstawiciel Watykanu podkreśla, że dyplomacja musi wychodzić od rzeczywistości takiej, jaka jest, a nie takiej, jaką chcielibyśmy ją widzieć. Wymaga to zarówno dalekowzroczności, jak i realizmu: zdolności do uwzględniania długofalowych konsekwencji oraz dyscypliny w dążeniu do osiągalnych kroków na rzecz pokoju.
Ten sam realizm kształtuje jego spojrzenie na instytucje międzynarodowe. Pomimo swoich ograniczeń Organizacja Narodów Zjednoczonych pozostaje dla Stolicy Apostolskiej niezbędnym forum. Jej porzucenie oznaczałoby akceptację świata rządzonego nie przez prawo, lecz przez siłę.
W centrum refleksji kardynała Parolina znajduje się rola papiestwa. Papież — jak mówi — przemawia głosem proroczym, zakorzenionym w moralnej jasności i realistycznym spojrzeniu na rzeczywistość. Biskup Rzymu, który zrzekł się władzy doczesnej, sprawuje dziś innego rodzaju autorytet — odwołujący się do sumienia, a nie do przymusu. Jednak ten głos, choć wyraźny, nie działa sam z siebie.
„Nie możemy zasłonić słońca palcem” — powiedział kardynał Parolin w rozmowie z „Dialoghi”. „Głos papieży ma charakter proroczy i cechuje się realizmem, o którym mówiłem wcześniej. Biskup Rzymu jest autorytetem moralnym, którego znaczenie wzrosło od czasu utraty władzy doczesnej. Jednak pozostaje to głos wołającego na pustyni, jeśli nie zostanie wsparty i nie otrzyma konkretnej pomocy”. Sama historia dostarcza przykładów: papieskie apele miały znaczenie, gdy współgrały z szerszą wolą polityczną, i były ignorowane, gdy podważały dominujące interesy.
Dla sekretarza stanu wniosek nie jest powodem do rozpaczy, lecz do odpowiedzialności. Pokój wymaga czegoś więcej niż deklaracji. Wymaga spójności, odwagi i konkretnych zobowiązań. Przede wszystkim zaś potrzebuje więcej głosów — nie tylko ze strony Kościoła, lecz także przywódców politycznych i społeczeństwa obywatelskiego — gotowych sprzeciwić się logice siły i wybrać trudniejszą drogę dialogu.










