separateurCreated with Sketch.

Dostał jeden dzień na decyzję o wyjeździe do Ziemi Świętej. Zaryzykował wszystko – i nie żałuje. [wywiad]

whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Iwona Flisikowska - publikacja 12.04.26
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
O swoim powołaniu i 43 latach posługi w Ziemi Świętej i na Cyprze opowiada franciszkanin, ojciec Jerzy Kraj OFM.


Miał jeden dzień na decyzję. Zostawić dziewięcioro rodzeństwa i rodziców, powiedzieć Bogu „tak”. Dziś, po ponad czterech dekadach w Ziemi Świętej, nie ma wątpliwości, że to była prawdziwa odpowiedź na powołanie.

Aleteia: Jak zaczęła się ojca droga powołania?

o. Jerzy Kraj OFM: Moje powołanie kapłańskie i zakonne zrodziło się w Złotej, rodzinnej miejscowości w diecezji tarnowskiej. Już jako młody chłopak myślałem, aby zostać księdzem. Moja droga do realizacji życiowego powołania zaczęła się w wieku 15 lat, kiedy wstąpiłem do niższego seminarium Braci Mniejszych i zacząłem odkrywać duchowość franciszkańską. Do dzisiaj pamiętam słowa rektora naszego niższego seminarium w Wieliczce, który później przez kilkanaście lat był też w Ziemi Świętej: Wstępując do zakonu, stajecie się obywatelami świata. Słowa te mnie naprawdę poruszyły i pomyślałem, że zakon franciszkański, to rzeczywiście wielka rodzina w różnych miejscach na całym świecie.

Jak wyglądała decyzja o wyjeździe do Ziemi Świętej?

Pierwszy etap zakonnej formacji zakończyłem wstąpieniem do nowicjatu franciszkańskiej Prowincji Matki Bożej Anielskiej w Krakowie. Przełomowy był dla mnie rok 1983, kiedy to nasz prowincjał zaproponował mnie oraz koledze, dokończenie studiów teologicznych w międzynarodowym seminarium w Jerozolimie (Studium Theologicum Jerosolimitanum). Przyznam, że była to dla mnie zaskakująca propozycja.

archiwum własne o. Jerzy Kraj OFM

Na podjęcie decyzji, czyli powiedzieć tak czy też nie, miałem zaledwie jeden dzień. Zaznaczę, że pochodzę z wielodzietnej rodziny. Byłem najstarszy z 9 rodzeństwa i miałem wtedy 23 lata, a najmłodszy mój brat miał zaledwie 1,5 roku. Więc decyzja o „zostawieniu” rodziców i rodzeństwa była dla mnie wymownym znakiem, że w moim powołaniu chcę wypełniać wolę Pana. To dało mi siłę oraz odwagę, aby powiedzieć Bogu: Tak i pojechać na misje do Ziemi Świętej.

Do dzisiaj jestem przekonany, że jest to dar Opatrzności Bożej, z której czerpię siłę i energię do wieloletniej pracy misyjnej. Po 3 latach studiów, zostałem wyświęcony w Jerozolimie. Dokładnie 29 czerwca w 1986 roku. Więc w tym roku obchodzę 40 lecie kapłaństwa.

Co ojciec pamięta z pierwszego spotkania z Jerozolimą?

Kiedy po raz pierwszy przyjechałem do Jerozolimy, współbrat zaprowadził mnie do Bazyliki Bożego Grobu (przez Greków prawosławnych i Ormian, bazylika jest nazywana „Anastasis”, czyli Bazylika Zmartwychwstania).

Do dzisiaj pamiętam to niezwykłe wzruszenie jakie mi towarzyszyło. Doświadczenie Miejsc świętych, związanych z życiem Pana Jezusa budowało przez lata moją tożsamość kapłańską i franciszkańską.

Jak wyglądały ojca dalsze losy w Ziemi Świętej?

Po studiach zakończonych doktoratem z teologii moralnej na Akademii Alfonsjańskiej w Rzymie, rozpocząłem pracę naukowo – dydaktyczną. Byłem wykładowcą teologii dla studentów w naszym międzynarodowym seminarium Kustodii Ziemi Świętej w Jerozolimie.

W czasie mojej misji powierzano mi również wiele posług w klasztorach w Ziemi Świętej i na Cyprze.

I to jest historia, która dalej się toczy i do dzisiaj jest moją największą radością i darem, z którym chcę się dzielić z innymi. Dawać siebie jak najwięcej, chociażby przyjmując pielgrzymów z całego świata.

Dlatego Ziemia Święta jest nazywana „Piątą Ewangelią”. Wielokrotnie przez te wszystkie lata oprowadzałem pielgrzymów śladami obecności Jezusa, szczególnie w Jerozolimie, gdzie właśnie Chrystus przypieczętował swoją miłość do nas przez swoją Mękę i Zmartwychwstanie. W Jerozolimie „kończy się” Jego ziemska misja, ale też zaczyna nowa, sakramentalna, która jest w Kościele od ponad 2 tysięcy lat.

Co z prowadzonych pielgrzymek po Ziemi Świętej najbardziej ojcu utkwiło w pamięci?

Myślę, że każdy pielgrzym przybywający tutaj patrzy na swoją wiarę przez pryzmat Nazaretu, czyli miejsca Zwiastowania, Betlejem - miejsca Narodzin Jezusa oraz Jego nauczania, śmierci i Zmartwychwstania w Jerozolimie.

Wciąż pozostaje mi w sercu niezatarty widok pątników, nawiedzających te niezwykłe miejsca z Biblią w ręku i modlitwą na kolanach. Są także osoby, które mają tylko przysłowiową „iskierkę wiary”, która nie jest jeszcze rozpalona. Ale u niektórych dokonuje się przemiana przez osobiste dotknięcie miejsc obecności Jezusa.

Przybywają też do Ziemi Świętej turyści, czasami zagubieni, poszukujący, którzy nie odkryli jeszcze daru jakim jest wiara. Wciąż mimo tych długich lat misji, odkrywam tętniące życie duchowe, które jest tu przekazywane z pokolenia na pokolenie. Ponieważ we wszystkich sanktuariach żyje tajemnica obecności Boga. I na tę rzeczywistość się otwieram.

Jak wyglądała ojca posługa poza Jerozolimą?

W mojej 40 letniej drodze kapłaństwa, miałem również przez 9 lat bogate doświadczenie misji na Cyprze. Byłem wikariuszem patriarchalnym, ponieważ ta wyspa również należy do Ziemi Świętej – przypomnijmy, że na Cypr dotarli Apostołowie z Antiochii, czyli św. Barnaba i św. Paweł. W Nikozji najważniejsze dla mnie było posługiwanie duszpasterskie: spowiedź, udzielanie sakramentów świętych, tworzenie wspólnoty. To doświadczenie i służba była dopełnieniem mojej wieloletniej misji na Bliskim Wschodzie.

Czy były momenty szczególne, które zapadły ojcu w pamięć?

W ciągu tych lat mojej franciszkańskiej drogi, wielkim darem było dla mnie uczestniczenie w historycznej apostolskiej podróży św. Jana Pawła II do Ziemi Świętej w Jubileuszowym 2000 roku. Doniosłe wydarzenia duchowe dla całej naszej społeczności. Radością i wyzwaniem było dla mnie relacjonowanie podróży świętego Jana Pawła dla polskiej telewizji.

Mam żywo w pamięci moment, kiedy Ojciec Święty wychodząc po wspólnej eucharystii z bazyliki Bożego Grobu uścisnął mi dłoń i udzielił osobistego błogosławieństwa. Później jako gwardian klasztoru w Betlejem miałem szczęście przyjmować papieża Benedykta XVI w 2009 roku. Kolejną radością było organizowanie i towarzyszenie papieżowi Franciszkowi w jego wizycie w 2021 roku na Cyprze.

Co dziś jest dla ojca najważniejsze w tej drodze?

Kiedy przypominam sobie te niecodzienne wydarzenia, to widzę, że naprawdę należę do wielkiej rodziny franciszkańskiej i jestem „obywatelem świata”. Ale najważniejsze jest to, że wszystko co miałem i mam, mogłem ofiarować wiernym i pielgrzymom spotkanym w Ziemi Świętej. Mogę dzielić się żywą wiarą płynącą z miłości i zaufania do Jezusa, ucząc się pokory od świętego Jana Chrzciciela w Ain Karem, gdzie obecnie pełnię posługę gwardiana.

Gdyby miał ojciec podsumować swoją drogę jednym zdaniem…

Moje TAK, wypowiedziane Panu Bogu na Jego plan wobec mojego życia. Moje „tak” dla opuszczenia ojczyzny i wyruszenie - można powiedzieć, że „w nieznaną drogę” - to wszystko okazało się najpiękniejsza podróżą. Niezwykłą misją powierzoną mi przez Bożą Opatrzność i za to jestem wdzięczny każdego dnia.

Newsletter

Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail.