separateurCreated with Sketch.

Kamerun: by przyśpieszyć pokój, Leon XIV przeistacza się w obrońcę ludu

pope-leo-xiv-bamenda-saint-joseph's-cathedral-bamenda-africa
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Redakcja - publikacja 17.04.26
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
„Cały ból, który zalał waszą wspólnotę, sprawia, że ta pewność staje się dziś jeszcze silniejsza: Bóg nigdy nas nie opuścił!” – mówił papież w Kamerunie.

Od czasu swego wyboru Leon XIV dał się poznać jako człowiek raczej powściągliwy, momentami nieco zdystansowany, a najczęściej niewzruszony. Jednak w ten czwartek, 16 kwietnia, udając się do Bamendy w północnym Kamerunie – regionu nękanego przemocą ruchów separatystycznych – 267. papież wywarł na wszystkich ogromne wrażenie swoim żarliwym tonem. Deklamował każde słowo, jak gdyby w nadziei, że głęboko wyryje swoje przesłanie w tej ziemi.

Niecierpliwość mieszkańców Kamerunu

Cały ból, który zalał waszą wspólnotę, sprawia, że ta pewność staje się dziś jeszcze silniejsza: Bóg nigdy nas nie opuścił!

Mieszkańcy Bamendy czekali na papieża Leona XIV z niecierpliwością, a już przy jego pierwszych słowach w katedrze wybuchły owacje. Trzeba przyznać, że amerykańsko-peruwiański pontifex nadał swoim słowom odpowiednią wagę: akcentując każdą sylabę w języku angielskim, wygłaszał orędzie z niezwykłą determinacją. 

„Jestem tu, by głosić pokój, lecz od razu dostrzegam, że to wy głosicie go całemu światu i mnie” – zapewnił papież, kontynuując swoją płomienną przemowę, podczas gdy oczy wszystkich zgromadzonych w ławach katedry pozostawały w niego utkwione. Improwizując z determinacją kolejne wezwania, starał się porwać Kameruńczyków: „Obyśmy wszyscy dalej kroczyli drogą dobra, która prowadzi do pokoju” – życzył Ojciec Święty, podkreślając, że świadectwo dialogu międzyreligijnego w Bamendzie może stać się „wzorem” dla całej planety.

W tym regionie o ochrowej ziemi i wzgórzach porośniętych soczystą zielenią lasów, zwierzchnik Kościoła katolickiego powierzył ludziom całe swoje przekonanie, wygłaszając mowę z wigorem niespotykanym od początku pontyfikatu. Bamenda odwdzięczyła mu się z nawiązką: na ulicach, już od samego lotniska i wzdłuż trzynastokilometrowej trasy do katedry, nieprzerwany tłum czekał na niego w słońcu i upale, wiwatując radośnie na widok papieskiego samochodu. 

Mieszkańcy Kamerunku liczą na zmianę

pope-leo-xiv-bamenda-saint-joseph's-cathedral-bamenda-africa

W geście wzruszającej gorliwości, jeszcze na chwilę przed wejściem papieża na czerwony dywan, pospiesznie zamiatano progi katedry. Wszędzie tam, gdzie padał cień Ojca Świętego, witały go okrzyki radości. „Bamendo, jesteś dziś miastem na górze, jaśniejącym w oczach wszystkich!” – odpowiedział na tę euforię papież, jak gdyby chcąc unieść dusze słuchaczy. Stojąc przed ołtarzem, następca Piotra nie przebierał w słowach, potępiając „panów wojny” i piętnując „świat postawiony na głowie, perwersję Bożego stworzenia, którą każde uczciwe sumienie musi potępić i odrzucić”.

To jest moment, by dokonać zmiany, by przekształcić historię tego kraju. Dzisiaj, nie jutro; teraz, nie w przyszłości.

W trakcie swego wystąpienia Leon XIV kreślił wizję przyszłości: „Nie traćcie swego smaku w nadchodzących latach” – ostrzegał, zachęcając „miliardy” spragnionych pokoju do podjęcia „cichej rewolucji”, która zniweczy plany „nielicznych ciemiężców” niszczących świat. Postawił kropkę nad i kilka godzin później podczas mszy, tuż przed odlotem do Jaunde: „To jest moment, by dokonać zmiany, by przekształcić historię tego kraju. Dzisiaj, nie jutro; teraz, nie w przyszłości”. Odpowiedziały mu gromkie brawa całego ludu, który czekał z nadzieją – tak jak Jeannette, która w tłumie wyznała: „Jeśli w Bamendzie nic się nie zmieni, dla naszych dzieci nie będzie przyszłości”.

Tłumaczenie z języka francuskiego.

Newsletter

Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail.