separateurCreated with Sketch.

Stworzyli „wirtualnego Jezusa”. Czy AI zastąpi naszą duchowość?

Serce Jezusa w telefonie
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Dariusz Dudek - publikacja 18.04.26
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Firma Just Like Me oferuje aplikację opartą na sztucznej inteligencji, która umożliwia rozmowy z rozmaitymi specjalistami, w tym... z samym Jezusem! 

Twórcy aplikacji Just Like Me oferuja „istotne, przypominające ludzkie interakcje z cyfrowymi mentorami, ekspertami i towarzyszami”. Niedawno do grona wirtualnych autorytetów dołączył Jezus Chrystus.

Tęsknimy za szybką pociechą

Rozumiem chęć skonsultowania się z wirtualnym ekspertem, na przykład w kwestii rozwoju firmy. Kto nie chciałby porozmawiać z Elonem Muskiem o tym, jak zarobić miliony na swoich pomysłach? Wydaje się, że wystarczy wydać sztucznej inteligencji (AI) polecenie: „Rozmawiaj ze mną i dziel się wiedzą tak, jak robiłby to Elon Musk”, by uzyskać sprawdzone informacje.

Ktoś, kto przechodzi kryzys duchowy lub czyje życie religijne utknęło w martwym punkcie, z pewnością chętnie porozmawiałby z Jezusem, aby otrzymać odrobinę wsparcia i troski. Wpisanie kilku zdań w oknie czatu i otrzymanie natychmiastowej, kojącej odpowiedzi brzmi niezwykle kusząco. W końcu rozwiązanie mamy „od ręki”. Zresztą sami twórcy aplikacji podkreślają, że „wirtualny Jezus ma oferować współczującą obecność, która zachęca do miłości, uzdrowienia i zrozumienia”. To atrakcyjna, szybko działająca „pastylka na ranę” – nawet jeśli mamy świadomość, że AI nie jest ani Muskiem, ani tym bardziej Bogiem.

Problem polega na tym, że AI nie ma dostępu do głowy Muska, jego biznesplanów czy gospodarczej intuicji. Nie wydaje się zatem, że czatbox ma bezpośrednie połączenie z Sercem Boga!

Nic nowego!

Mimo wszystko potrzeba natychmiastowego pocieszenia nie jest nowym zjawiskiem, charakterystycznym wyłącznie dla ery algorytmów. Dowód?

Kojarzycie losowanie cytatów z Pisma Świętego lub otwieranie Biblii na chybił trafił w poszukiwaniu życiowego drogowskazu? To niemal identyczny mechanizm: szukamy rozwiązania problemów duchowych tu i teraz, posługując się uproszczonym narzędziem.

Podobny schemat widać w bezrefleksyjnym skupianiu się na objawieniach prywatnych (lub ich wyrwanych z kontekstu fragmentach) w nadziei, że jedna konkretna praktyka zapewni nam zbawienie. Przyznajmy szczerze: ilu z nas, praktykujących pierwsze piątki czy soboty miesiąca, zna głębszą treść i sens związany z tymi objawieniami?

Zwyczajna droga: skuteczna, choć trudniejsza

To naturalne, że jako wierzący pragniemy kontaktu z Chrystusem. Ten codzienny nie będzie jednak tak spektakularny, jak wpisanie zapytania do czatu i otrzymanie natychmiastowej odpowiedzi. Zwyczajna droga chrześcijanina opiera się na czterech filarach: modlitwie, rozeznawaniu, wspólnocie i sakramentach.

  • Modlitwa: Jej fundamentem powinno być Pismo Święte, ale traktowane jako całość. Uważajmy na pojedyncze wersety wyrwane z kontekstu. Orygenes porównywał Biblię do orzecha. Wierzchnia, zielona warstwa to sens historyczny: język, kultura, opowieści. Twarda skorupa to warstwa moralna, ucząca nas, jak żyć. Sercem orzecha jest zaś to, co dotyka nas osobiście – ale by się tam dostać, musimy przejść przez pozostałe warstwy. A to wymaga czasu.
  • Rozeznawanie: Decydowanie o tym, co robić, a czego unikać, odbywa się poprzez modlitwę, słuchanie Słowa i własnego sumienia oraz obserwowanie owoców naszych wyborów. Tego procesu również nie da się przyspieszyć.
  • Wspólnota: Nasza relacja z Bogiem buduje się wśród ludzi. Czasami reprezentuje ich spowiednik czy kierownik duchowy, innym razem rodzina lub grupa parafialna. Wzrastanie w środowisku, w którym nasze wyobrażenia o Bogu są weryfikowane i oczyszczane, to długotrwały proces.
  • Sakramenty: To w nich spotykamy Jezusa, który nie jest wirtualny, lecz żywy i prawdziwy.
Newsletter

Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail.