separateurCreated with Sketch.

Dom Chłopaków w Broniszewicach: 75 lat opieki pod znakiem zapytania

whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Tomasz Rowiński - publikacja 22.04.26
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Ministerstwo Rodziny planuje zmiany, które mogą oznaczać koniec przyjmowania nowych podopiecznych do jednej z nielicznych placówek w Polsce zapewniających całodobową opiekę chłopcom z najcięższymi niepełnosprawnościami. Siostry dominikanki biją na alarm. Ministerstwo odpowiada. Ale odpowiedź nie uspokaja.

W Broniszewicach, w prowadzonym przez siostry dominikanki Domu Chłopaków, mieszka ponad 60 chłopców i młodych mężczyzn z czterokończynowym porażeniem, głębokim autyzmem i wadami genetycznymi. Wielu z nich nigdy nie wróci do rodzin — nie dlatego, że rodziny o nich zapomniały, lecz dlatego, że skala niepełnosprawności jest ponad możliwości jednej rodziny. To nie jest placówka. To jest dom. I właśnie ten dom może wkrótce przestać przyjmować nowych podopiecznych.

Według informacji opublikowanych przez siostry, wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej Katarzyna Nowakowska z Polski 2050 przedstawiła wizję, w której domy tego rodzaju nie będą już w stanie przyjmować nowych dzieci. W ich miejsce mają powstać „ośrodki terapeutyczne" — kolejne instytucje, które w ocenie sióstr będą „dużo uboższe we wspieraniu rozwoju" tych, którym rzeczywistość nie oferuje cudownych uzdrowień.

Lubisz nasze artykuły?

„Może rzeczywiście Dzieci z czterokończynowym porażeniem zaczną biegać, mówić i założą swoje rodziny dzięki Ośrodkom Terapeutycznym. Byłoby super. Ale każdy, kto miał do czynienia z Dziećmi z głębokimi niepełnosprawnościami, wie, że to wizja oderwana od realiów — że mówimy o codziennym wsparciu, godności, bezpieczeństwie i jakości życia, a nie o cudownych przemianach."— piszą siostry dominikanki z Dom Chłopaków w Broniszewicach.

Ministerstwo nazywa te zmiany deinstytucjonalizacją. Krytycy widzą w tym słowie co innego: prywatyzację opieki nad najsłabszymi, realizowaną pod unijne wskaźniki i reformatorską retorykę, której koszt poniosą ci, którzy nie mają głosu w debacie publicznej. Co znamienne, w obronie Domu Chłopaków głos zabrali parlamentarzyści z różnych stron sceny politycznej — zarówno posłanka PiS Katarzyna Sójka, jak i niezrzeszony poseł Tomasz Zimoch. Sprawa wykracza zatem poza typowe podziały.

Co odpowiada ministerstwo

Wiceministra Nowakowska odpowiedziała publicznie na apel sióstr. Jej stanowisko jest jednoznaczne: nikt nie planuje przenosić obecnych podopiecznych ani zamykać istniejących placówek. Dzieci, które już mieszkają w Broniszewicach, mają być bezpieczne.

„Zaznaczę, że nikt nie ma planów czy zamiarów przenosić dzieci do innych miejsc, zamykać domu czy jakkolwiek inaczej zagrażać bezpieczeństwu dzieci, które w Domu Chłopaków mieszkają. Istotą zmian jest to, by wszystkie dzieci miały te same szanse i tak samo dobre wsparcie — priorytetowo w rodzinie, ale gdy jest taka konieczność — w instytucji. Zmiana będzie długofalowym procesem, w którego centrum będzie dobro dziecka."— mówi Katarzyna Nowakowska, wiceministra rodziny, pracy i polityki społecznej.

Lubisz nasze artykuły?

Dlaczego siostry uważają tę odpowiedź za niewystarczającą

Siostry nie kwestionują zapewnień dotyczących obecnych podopiecznych. Ich sprzeciw dotyczy czegoś innego: przyszłości. Nowelizacja ustawy ma wprowadzić zapis uniemożliwiający kierowanie nowych dzieci do takich domów jak ten w Broniszewicach. W praktyce oznacza to powolne wygaszanie placówki — nie przez nagłe zamknięcie, lecz przez naturalny ubytek podopiecznych, bez możliwości przyjęcia kolejnych.

To, co ministerstwo nazywa „długofalowym procesem", siostry nazywają wprost: zamykaniem domu w białych rękawiczkach. Oficjalna narracja jest łagodna, ale skutek — w ich ocenie — jest nieuchronny.

Jest też drugi, pomijany w komunikatach ministerstwa wymiar sprawy. Większość podopiecznych Domu Chłopaków przebywa tu od dzieciństwa i — ze względu na głębokość niepełnosprawności — pozostanie tu do końca życia. Planowane ośrodki terapeutyczne są projektowane z myślą o dzieciach i młodzieży. Co jednak stanie się z wychowankiem, który skończy 18 lat, a nowy system nie przewiduje dla niego miejsca? Siostry alarmują, że może on trafić do domu pomocy społecznej przeznaczonego dla osób starszych — zupełnie obcego środowiska, po latach spędzonych w jednym, bezpiecznym, dobrze mu znanym domu.

Jest jeszcze kwestia, której żaden komunikat ministerstwa nie adresuje: kapitału relacyjnego i instytucjonalnego, który buduje się przez dekady. Siostry dominikanki zebrały samodzielnie blisko 7 milionów złotych i wybudowały od podstaw nowy budynek dla swoich podopiecznych — bez dotacji, z prywatnych zbiórek ze wsparciem darczyńców.

Reforma potrzebna, ale z głową

Idea deinstytucjonalizacji ma swoje uzasadnienie: dla osób, które mogą funkcjonować w środowisku lokalnym z odpowiednim wsparciem, praca środowiskowa bywa skuteczniejsza niż pobyt w dużej placówce. Jednak specjaliści zajmujący się głębokimi niepełnosprawnościami wielokrotnie zwracają uwagę, że reforma stosowana bez zróżnicowania uderza właśnie w tych, którym potrzeba stałości, przewidywalnego otoczenia i całodobowej wykwalifikowanej opieki.

To nie jest spór o jeden dom w Broniszewicach. To pytanie o to, jak Polska traktuje tych, których niepełnosprawność jest zbyt duża, by zmieścić się w optymistycznej narracji o integracji i niezależności. Dziecko z najcięższą niepełnosprawnością nie jest „przypadkiem terapeutycznym". Jest człowiekiem, który potrzebuje domu, stabilności i miłości — i który zasługuje na to, żeby ktoś zapytał go o zdanie, zanim politycy podpiszą ustawę.

Apelujemy o przeprowadzenie przez Ministerstwo Rodziny rzeczywistych konsultacji z placówkami takimi jak Dom Chłopaków — nie po fakcie, lecz zanim zapisy ustawy wejdą w życie. Siedemdziesiąt pięć lat doświadczenia to wiedza, której żaden formularz nie zastąpi.

Lubisz nasze artykuły?

Newsletter

Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail.