separateurCreated with Sketch.

Kryzys w Kościele? Nie wiesz, kogo słuchać? W XV w. było jeszcze gorzej!

Zaskoczony i zdruzgotany mężczyzna
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Dariusz Dudek - publikacja 22.04.26
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Wyobraź sobie, że budzisz się pewnego ranka i słyszysz, że Kościół ma trzech papieży jednocześnie. Każdy z nich twierdzi, że jest tym prawdziwym. Każdy wyklinał pozostałych. Każdy miał swoich biskupów, swoją kurię, swoich wiernych – i swoje racje.

W XV w. w Europie urzędowało… trzech papieży! Chaos był niewyobrażalny. W końcu Cesarz Zygmunt Luksemburski zwołał sobór do Konstancji, by zakończyć spory. Nie wszystko poszło dobrze… Ale to, że Kościół trwa to jakiś dowód na Bożą opatrzność.

Lubisz nasze artykuły?

Trzej papieże

Był rok 1409. Europa stała w rozkroku. Jeden papież urzędował w Rzymie (Grzegorz XII), drugi w Awinionie we Francji (Benedykt XIII), a po soborze w Pizie – żeby „naprawić" schizmę – pojawił się trzeci (Jan XXIII). Potrójny chaos!

Wierni nie wiedzieli, komu się spowiadać. Biskupi nie wiedzieli, czyje bulle uznawać. Teolodzy pisali traktaty, jeden grubszy od drugiego, i każdy dochodził do innych wniosków. Pytania nurtowały wiernych: Gdzie jest prawdziwy Kościół? Kto zapewnia środki do zbawienia, skoro jedna „głowa Kościoła” wyklinała drugą? Czy jesteśmy bezpieczni w Kościele?

A przecież wśród tego kościelno-politycznego chaosu żył zwykły katolik: chodził na mszę, modlił się… Sumienie mówiło mu jedno, władza kościelna mówiła coś innego. 

Gdy czytamy o współczesnych sporach, niepokojach i dyskusjach w Kościele, możemy pomyśleć: o, mamy podobnie!

Sobór w Konstancji – ostatnia szansa

Cesarz Zygmunt Luksemburski wiedział, że tak dalej być nie może. Zwołał sobór do Konstancji – dziś spokojnego miasteczka nad jeziorem w południowych Niemczech. Zjechało się tam kilka tysięcy uczestników: biskupi, teolodzy, posłowie królów. Obradowali przez trzy lata.

Sobór podjął decyzje. Zdetronizował wszystkich trzech pretendentów do tronu Piotrowego. Jeden abdykował, dwóch zostało usuniętych. W 1417 roku wybrano nowego papieża – Marcina V. Schizma Zachodnia oficjalnie się skończyła.

Wydawać by się mogło, że zwyciężył dialog, wola kompromisu, ale w duchu prawdy. 

Ale przy okazji wydarzyło się coś, o czym mówi się mniej.

Do Konstancji przybył Jan Hus – czeski reformator, kaznodzieja, człowiek głębokiej wiary, który postulował Kościół ubogi, skupiony na ewangelizacji i nie wikłający się w politykę. Miał list żelazny od cesarza gwarantujący bezpieczny przejazd. Chciał bronić swoich poglądów, chciał dyskutować. Sobór go wysłuchał, a potem spalił na stosie w lipcu 1415 roku. 

Jan Hus na soborze w Konstancji (obraz Václava Brožíka, 1883)
Jan Hus na soborze w Konstancji (obraz Václava Brožíka, 1883)

Efektem tej decyzji było powstanie nieuznającego Rzymu Kościoła husyckiego (czego Jan Hus nie planował) i wojny husyckie, które pociągnęły za sobą tysiące ofiar.

Świętość i grzech, odnowa i przemoc, jedność i niesprawiedliwość – wszystko w jednym miejscu, w jednym czasie. Tak wyglądało chrześcijaństwo XV wieku. Mówi się, że historia jest nauczycielką życia, zatem przyglądnijmy się jej lekcjom.

Lekcja pierwsza: Kryzys nie jest dowodem nieobecności Boga

Kiedy słyszymy dziś o kolejnym skandalu, o podziale, o odpływie ludzi z Kościoła – pierwsza pokusa jest prosta: uznać, że „coś się skończyło". Że tym razem jest inaczej. Że teraz jest już naprawdę źle.

Popatrzmy na XV w. w Kościele: naprawdę myślisz, że wtedy było lepiej?

Trzech papieży, sobór który zabija chronionego prawem człowieka, biskupi kłócący się o politykę – i mimo to z tego czasu wyszli święci. Tomasz à Kempis pisał właśnie wtedy „O naśladowaniu Chrystusa" – jedną z najpiękniejszych książek duchowych w historii. Św. Katarzyna ze Sieny korespondowała z papieżem, upominając go bez ogródek. Ludzie się modlili, przystępowali do sakramentów, szukali Boga – w środku instytucjonalnego chaosu.

Lekcja druga:Sumienie i jedność

Jan Hus był przekonany, że ma rację. Sobór był przekonany, że ma rację. Obaj mieli za sobą Pismo, tradycję, argumenty teologiczne.

Historia pokazała, że Hus w wielu kwestiach dotknął czegoś prawdziwego: ciągle słyszymy przecież wołanie o Kościół autentycznie ubogi i stroniący od układów politycznych. Ale historia pokazała też, że jednostka może się mylić, a w efekcie doprowadzić do zniszczeń.

Napięcie między sumieniem a wspólnotą to nie jest problem do rozwiązania. To jest warunek życia duchowego.

Kiedy twoje sumienie mówi ci „nie" tam, gdzie Kościół mówi „tak" – co z tym robisz? Czy uciekasz, czy zostajesz i znosisz tarcie? Czy szukasz rozmowy, czy szukasz jedynie potwierdzenia?

Lekcja trzecia: Złudzenie złotego wieku

Jest taka pokusa – szczególnie gdy przytłacza nas zmęczenie i rozczarowanie – żeby cofnąć się myślami do jakiegoś „prawdziwego Kościoła". Do epoki, kiedy wszystko było jasne, święte i nieskażone. Kiedy wierni byli wierni, biskupi mądrzy, a papieże niekwestionowani.

Ta epoka nie istniała.

Nie w I wieku, kiedy Paweł publicznie upominał Piotra. Nie w IV wieku, kiedy arianie i ortodoksi wzajemnie się ekskomunikowali. Nie w XIII wieku Borgiów. Nie w XV wieku trzech papieży. Nie w XX wieku konkordatów z dyktatorami.

Tęsknota za złotym wiekiem jest zrozumiała – to tęsknota za czymś czystym, za Bogiem bez ludzkich skaz. Ale szukanie jej w przeszłości to szukanie czegoś, czego tam nie ma

Lubisz nasze artykuły?

Newsletter

Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail.