„Malabo – Mongomo – Bata – Malabo”. Plan lotu Leona XIV zeszłej środy (22 kwietnia 2026 r.) mogła przyprawić o zawrót głowy. Pomiędzy kolejnymi wystąpieniami na kontynentalnej części kraju, na następcę świętego Piotra czekała długa lista lotnisk, pasów startowych i samolotów. Można powiedzieć, że Biskup Rzymu „przeczesał” kraj wzdłuż i wszerz, a przynajmniej zrobił to z lotu ptaka.
Dzień rozpoczął się od godzinnego przelotu. Papież opuścił „prezydencką wyspę”, by udać się na kontynent, do położonego na samym wschodzie kraju miasta Mongomo, pokonując 322 km ponad chmurami. Następnie przejechał samochodem około 40 kilometrów pustą autostradą, przecinającą bujną, intensywnie zieloną roślinność, by poczuć się – w czym tkwiła szczypta dziejowej ironii – niemal „jak w domu”. Stanął bowiem przed bazyliką zaprojektowaną jako miniatura rzymskiej Bazyliki św. Piotra.

To największa budowla sakralna w Afryce Środkowej i druga co do wielkości bazylika na kontynencie. Kościół pw. Niepokalanego Poczęcia zdumiewa kopułą inspirowaną tą watykańską oraz swoimi monumentalnymi proporcjami. Blisko 100 tysięcy osób powitało papamobile z wielką pompą: nad bramami płonęły gigantyczne ognie bengalskie, w górę wystrzelił festiwal kolorowych balonów, a przede wszystkim rozległy się euforyczne owacje, które nie milkły nawet podczas uroczystej procesji wejścia.

W tym niewielkim, liczącym zaledwie 7 tysięcy mieszkańców „naftowym miasteczku” – miejscu narodzin prezydenta Teodoro Obianga Nguemy, który rządzi krajem twardą ręką od 1979 roku – Papież wygłosił pierwsze tego dnia przesłania. Mówił o godności ludzkiej i równości społecznej. Apelował również o lepsze traktowanie więźniów, co było dyskretną aluzją do planowanej na później wizyty w zakładzie karnym w Bacie.
Po uroczystym przecięciu wstęgi w instytucie technologicznym nazwanym imieniem jego poprzednika, Franciszka, oraz po obiedzie w arcybiskupstwie Mongomo, 267. papież ponownie wsiadł do samolotu. Tym razem udał się do nadmorskiej Baty, na przeciwległy, zachodni kraniec kontynentalnej Gwinei. To kolejne 140 kilometrów i 40 minut lotu. Następnie nowy samochód przewiózł go 16 kilometrów dalej – z krótkim przystankiem na modlitwę w katedrze – prosto do więzienia.

Dla Papieża nie było chwili wytchnienia. Tuż po wizycie u więźniów udał się na krótkie upamiętnienie ofiar tragicznej eksplozji z 7 marca 2021 roku, kiedy to wybuchł skład broni w dzielnicy Nkoantoma. W katastrofie zginęło około stu osób, a kilkaset zostało rannych.
Wjazd w strugach deszczu niczym triumf
Później na następcę św. Piotra czekały aż „dwa” papamobile, którymi wjechał na rozgrzany do czerwoności stadion w Bacie. Tuż przed jego przybyciem rozpętała się ulewa, która zmusiła większość tłumu do ucieczki na zadaszone trybuny. Tylko najwytrwalsi zostali na płycie, śpiewając i tańcząc w deszczu. Leon XIV pojawił się na bieżni najpierw w zamkniętym białym aucie. Okrzyki euforii przybrały na sile, gdy przesiadł się do półotwartego papamobile. Na stadionie, który dosłownie drżał z emocji, zapanowało bezgraniczne poruszenie. Ludzie biegali w kałużach, zderzając się parasolami, byle tylko jak najdłużej towarzyszyć przejazdowi kolumny.

Podczas czuwania, urozmaiconego żywiołowymi tańcami plemiennymi, Papież zwrócił się do rodzin i młodzieży. Wzywał ich do „budowania lepszego świata, opartego na szacunku dla życia, które się rodzi i rośnie, oraz na poczuciu odpowiedzialności za najmłodszych”. Przestrzegał przed „uprzedzeniami i stereotypami, które próbują umniejszać wartość rodziny” i apelował o jej ochronę. Głos papieża, pełen pasji i mocy, porwał zgromadzonych, gdy zapewniał: „Rodzina, która potrafi przyjmować i kochać, jest światłem i ciepłem”.
W trakcie tego maratonu papież dotknął także realiów wykraczających poza granice Gwinei Równikowej. Odwiedzając Mongomo, znalazł się niemal o krok od Gabonu, sąsiada oddalonego o zaledwie kilka kilometrów. Około 800 Gabończyków przyjechało specjalnie, by wziąć udział w papieskiej celebracji, dumnie zajmując miejsca w pierwszych rzędach na placu. „Gwinea Równikowa i Gabon są jak bracia!” – podkreślała uczestniczka, Marie-Laure.
Po zakończeniu tego napiętego programu, Papieżowi pozostało jeszcze 240 km – czyli 50 minut lotu – by wrócić do Malabo na ostatnią noc swojej długiej afrykańskiej pielgrzymki. Tak intensywne tempo nie jest jednak w historii papiestwa nowością. Poza Janem Pawłem II, który w początkach pontyfikatu narzucał sobie wręcz „atletyczny” rytm podróży, również papież Franciszek w 2019 roku podczas wizyty w Japonii skorzystał z trzech samolotów jednego dnia na trasie „Tokio – Nagasaki – Hiroszima – Tokio”. Dla papieży nie ma rzeczy niemożliwych, gdy stawką jest głoszenie Dobrej Nowiny.
Tłumaczenie z języka francuskiego.










