separateurCreated with Sketch.

Człowiek, który nie wstydził się Boga. Łukasz Litewka

whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Tomasz Rowiński - publikacja 28.04.26
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Łukasz Litewka był postacią wyłamującą się z ideologicznego schematu, który coraz szczelniej ogarnia polską lewicę. W partii, gdzie światopoglądowa ortodoksja stała się niemal obowiązkiem, ten poseł z Sosnowca szedł własną drogą — wierzący, niezależny w sądach, niepodatny na partyjną dyscyplinę w sprawach sumienia.

Przez jednych ceniony za autentyczność, przez innych krytykowany za niesubordynację, był przede wszystkim sobą. Znany w całym kraju z niezwykłego zaangażowania na rzecz bezdomnych zwierząt i potrzebujących dzieci, zginął tragicznie 23 kwietnia 2026 roku, potrącony przez samochód podczas jazdy na rowerze w Dąbrowie Górniczej. Miał 36 lat. Polska postała wstrząśnięta tą tragedią ponad podziałami.

„Tak mi dopomóż Bóg"

13 listopada 2023 roku, podczas inauguracyjnego posiedzenia Sejmu X kadencji, 460 posłów składało ślubowanie. Większość z lewej strony sceny politycznej wybrała formułę świecką. Łukasz Litewka — jako jedyny spośród posłów Lewicy — zakończył swą przysięgę słowami: „Tak mi dopomóż Bóg".

Był to gest prosty, a jednak znaczący. W realiach polskiej polityki, gdzie światopogląd stał się jednym z najostrzejszych pól bitwy, poseł lewicowy wyznający wiarę publicznie — i nie robiący z tego żadnego spektaklu — był widokiem niezwykłym. Nie szukał poklasku po prawej stronie sceny politycznej. Nie tłumaczył się lewicy. Po prostu powiedział to, co było prawdą o nim samym.

Gdy w mediach społecznościowych pojawiły się komentarze zdziwionych wyborców i dziennikarzy, Litewka odpowiedział bez owijania w bawełnę: „Nie mam w zwyczaju zmieniać swoich poglądów. Wierzę w Boga. Nie będę za to nikogo przepraszał. Lewica według mnie to partia, w której każdy ma prawo wierzyć w to, co chce".

Wiara osobista, pytania instytucjonalne

Litewka był człowiekiem wierzącym — ale jego relacja z Kościołem katolickim była złożona i naznaczona bólem, który zna wielu Polaków jego pokolenia. Jako młody człowiek regularnie uczestniczył we mszy. Z czasem jednak przestał. Powód, który podawał, był daleki od ideologicznej rebelii czy zimnej obojętności — był wyrazem głębokiego rozczarowania.

„Polski Kościół popełnia błędy, a zawsze, gdy ma możliwość je naprawić i wyciągnąć konsekwencje, nie robi tego" — pisał. „Nie dziwcie się, że ludzie odchodzą od Kościoła. Ja sam, gdy byłem młodszy, uczęszczałem na mszę, przestałem. Jeśli potrzebuję porozmawiać z Bogiem, nie potrzebuję do tego drugiego człowieka".

Słowa te nie były manifestem ateizmu — były skargą. Skargą kogoś, kto chciał Kościoła godnego zaufania i nie zawsze go znajdował. Warto je czytać właśnie w ten sposób: nie jako atak, ale jako świadectwo — bolesne, ale mówiące coś ważnego o tym, jak wiele osób w Polsce odchodzi od praktyk nie dlatego, że przestały wierzyć w Boga, lecz dlatego, że doświadczyły zgorszenia.

Wiara Litewki nie była jednak kwestią przeszłości. Widać to było w jego działaniu: w tym, jak troszczył się o słabszych, jak rozmawiał z ludźmi, jak nigdy nie przechodził obojętnie obok czyjejś krzywdy.

Dostrzegł to biskup sosnowiecki Artur Ważny, który po śmierci posła napisał: „Odszedł od nas człowiek o niezwykle pięknej duszy. Łukasz Litewka posiadał rzadki dar słyszenia sercem, dlatego z taką delikatnością pochylał się nad losem najuboższych oraz naszych braci mniejszych". Trudno o bardziej ewangeliczny opis człowieka.

Szacunek ponad podziałami

Śmierć Łukasza Litewki wywołała falę kondolencji, jakiej polska polityka rzadko doświadcza. Politycy niemal wszystkich opcji — od lewicy po prawicę — wyrażali autentyczny żal i wspominali go z ciepło.

Wicemarszałek Sejmu Szymon Hołownia napisał: „Zostawił po sobie tyle dobra, tyle łez zamienił w radość, spokój, nadzieję. Tylu z nas, wspierających jego zbiórki, pomagał stać się choć trochę lepszymi ludźmi". Poseł PiS Jacek Sasin — polityk z zupełnie innego obozu — powiedział o nim: „Mądry, wrażliwy, mocno zaangażowany w sprawy zwierząt, ale też zwyczajnie ludzki i uważny na los innych. Co dziś jest rzadkością, potrafił rozmawiać z szacunkiem i ponad podziałami". Poseł PiS Przemysław Czarnek podkreślił „ponadpartyjny wymiar straty" i jego działalność społeczną. Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski pisał o „ogromnym zaangażowaniu, szczególnie na rzecz potrzebujących zwierząt".

Człowiek, który był sobą

Łukasz Litewka nie był świętym. Sam by się od tego określenia z uśmiechem odżegnał. Miał swoje dylematy, swoje wątpliwości, swoje spory — z własną partią w sprawach aborcji, z Kościołem w sprawach odpowiedzialności, z mediami, które chciały go zaszufladkować. Nie dał się jednak zaszufladkować.

Był człowiekiem wierzącym w Boga — głęboko, ale cicho. Człowiekiem, który niósł pomoc innym nie dla kamer, lecz dlatego, że tak po prostu żył. Człowiekiem, którego wiara wyrażała się przez codzienne pochylanie się nad losem tych, którym było najtrudniej — bezdomnych zwierząt, dzieci z niepełnosprawnościami, ludzi, których nikt inny nie chciał zauważyć.

Uroczystości pogrzebowe Łukasza Litewki odbędą się w środę, 29 kwietnia 2026 roku, w kościele parafialnym pw. św. Joachima w Sosnowcu. Będą miały charakter państwowy — tak zarządziła Kancelaria Sejmu, zgodnie z przysługującym mu jako posłowi prawem. Odszedł polityk który wierzył w Boga i nie wstydził się tego przyznać, ale nie robił z tej wiary polityki.

Łukasz Litewka, ur. 9 maja 1989 w Sosnowcu, zm. 23 kwietnia 2026 w Dąbrowie Górniczej. Poseł na Sejm X kadencji, założyciel fundacji #TeamLitewka, człowiek dobrego serca.

Newsletter

Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail.