To najstarsza nadal działająca katolicka strona na facebooku z memami w Polsce. Powstała w 2012 roku i przez długi czas była prowadzona samotnie przez redaktora kryjącego się pod nazwą [b]. Z czasem dołączyli kolejni – jedni odeszli, inni zostali.
Od lat jej twórcy pozostają ukryci za inicjałami i obrazkami, które potrafią rozbawić, zirytować albo rozpocząć wielką dyskusję. Aleteia jako jedyne medium dotarła do aktywnych redaktorów „Katolickich memów” i zapytała ich, czy mem może być czymś więcej niż żartem.
Zapraszamy do rozmowy.
Od żartu do dziesiątek tysięcy fanów. Historia, która wymknęła się spod kontroli redaktora [b]
Aleteia: Dlaczego tworzysz katolickie memy?
[b]: Na początku – w roku 2012 – była to po prostu rozrywka. Istniały wtedy właściwie tylko amerykańskie „Catholic memes”, więc pojawił się w mojej głowie pomysł, żeby zrobić coś analogicznego po polsku. Zasięgi? Na początku 50 osób, a potem – po około roku codziennego publikowania – kilkadziesiąt tysięcy fanów.
Co było trochę deprymujące, bo prowadzę też inne strony z naprawdę wartościowymi treściami. Tam – niewielkie zasięgi. A memy? Wrzucam coś raz na jakiś czas i od razu jest dyskusja. I zasięgi. I żeby było śmieszniej – założenie od samego początku było takie, by na tym nie zarabiać, więc strona nie jest zmonetyzowana.
Teraz katolickie memy traktuję na dwa sposoby. Jeden – gdy znajdę coś, co mnie bawi to wrzucam, żeby rozśmieszyć i innych.
Dwa - jak mnie frustruje to co dzieje się w Kościele, to zwyczajnie sobie odreagowuję i widzę, że obśmianie tego też dla innych jest rodzajem odstresowania. Gdy się z czegoś śmiejemy, mamy poczucie większej kontroli nad rzeczywistością, niż gdybyśmy po prostu nad tym płakali.
Aleteia: Czy memy mogą być formą ewangelizacji?
[b]: Nie wiem. Widzę czasem księży robiących z siebie błaznów na TikToku w imię „ewangelizacji”. Ci, którzy nie pajacują nie mają takich zasięgów.
A jednak mem to inna forma. Myślę, że to nie dotrze do nieprzekonanych. Ale może być wsparciem dla katolików potwierdzając, że pewne rzeczy widzimy podobnie, wbrew światu.
A czasem, gdy jakiś mem staje się wiralem, wiemy, że dociera do ludzi, którzy powinni usłyszeć kilka słów braterskiego upomnienia, ale są otoczeni gronem pochlebców. Co prawda często dostajemy przez to łatkę tradziuchów i reakcję "banuj od razu", ale czasem to spełnia swoją funkcję.
Jest jeszcze drugi rodzaj memów - tych niewinnych, często na poziomie "Dad's joke" albo kompletnego suchara, które są po prostu urocze i na chwilę podnoszące nastrój. I to jest też moja misja, nieść radość, kiedy się da.
Mem - Instrukcja obsługi katolickiego życia w obrazkach, podkreśla redaktor [d]
Aleteia: Dlaczego tworzysz memy? Czy uważasz, że mogą być formą ewangelizacji?
[d]: Mem to obraz i tekst. Nie raz się uzupełniają, nie raz tworzą (celowo!) sprzeczność. Z pewnością zmuszają do myślenia. Czym jest ewangelizacja? Ta "stara ewangelizacja"? Jest głoszeniem Dobrej Nowiny o tym, że dane jest nam zbawienie. Że nie musimy na nie zasłużyć. Ale musimy je przyjąć. Musimy być współpracownikami prawdy. Prawdy o tym, że sam dobroludzizm i altruizm to za mało. Ze potrzeba wiary. Ale nie tej martwej, w wydaniu kacerskim, tylko żywej, podpisanej przez uczynki.
Po to została nam dana Nasza Matka - Kościół katolicki, po to mamy jego personel naziemny (duchowieństwo) i po to dano nam skrzynkę z narzędziami ( sakramenty).
Katolickie memy to taka katolicka, obrazkowa instrukcja obsługi życia. Co robić, czego nie robić, jak robić, czym to grozi... Taki system piktogramów, żeby się nie pogubić na dworcu kolejowym albo nie struć spożyciem wody niezdatnej do picia, nie spaść z ruchomych schodów czy wiedzieć, gdzie i kogo spytać o zgubiony parasol.
Od wielu lat mam problem z neokatolicyzmem, który ze spójnym systemem oznakowania drogi do zbawienia nie ma już wiele wspólnego. Symbole nie trzymają norm, personel udziela sprzecznych wskazówek jak dojść albo mówi: a idź pan w dowolną stronę, i tak dojdziesz pan do celu, a stare narzędzia wyrzucono bo ponoć były zardzewiałe i w ramach zabezpieczenia ich przed korozją wymieniono je na plastikowe atrapy, dzięki czemu ich trwałość (o ile w ogóle działają) obniżyła się drastycznie.

Zamiast piktogramów są wielozdaniowe, bełkotliwe opisy, których nikt już nie czyta, rozkłady jazdy są nieczytelne, słowem: brak jakiejkolwiek jasności i jednoznaczności, dlatego tworzę katolickie memy bo stare oznakowanie działało, działa i działać będzie.
Dobry mem to nie przypadek a ciężka praca, mówi redaktor [t]
Aleteia: Dlaczego tworzysz katolickie memy?
[t]: Tworzenie memów to dla mnie przede wszystkim świetna rozrywka i niemałe wyzwanie intelektualne. Forma jest wyjątkowo wymagająca — wymaga lapidarności i ciętego dowcipu jednocześnie, co zmusza do prawdziwego wysiłku umysłowego. Nie wystarczy wrzucić obrazek z podpisem; trzeba tak skonstruować przekaz, żeby był nie tylko ciekawy i błyskotliwy, ale też miał potencjał do wiralowego wędrowania po świecie. To trochę jak układanie dobrego żartu — niby prosto, ale naprawdę trudno.
Aleteia: Czy memy mogą być formą ewangelizacji?
[t]: Oczywiście, że tak — i to bardzo skuteczną. Większość współczesnych ludzi nie sięgnie po traktat teologiczny ani nie obejrzy godzinnego wykładu. A dobry mem działa jak walnięcie czymś ciężkim w potylicę: wręcz zmusza do refleksji i zajęcia stanowiska. Wobec mocnego mema po prostu nie da się przejść obojętnie. Albo puszcza się go dalej w świat, bo trafia w sedno — albo człowiek oburza się i wylewa żale w komentarzach. I to drugie też ma swój pozytywny efekt, bo dyskusja poszerza zasięgi, a tam gdzie jest zasięg, jest i szansa na to, że ktoś się zatrzyma i pomyśli.
„Chcę wsadzać kij w mrowisko”. Głos z wnętrza Kościoła od redaktora [r]
Aleteia: Dlaczego tworzysz katolickie memy?
[r] Hej. Tu facet po trzydziestce. Diecezja sosnowiecka. Czyż może być co dobrego z diecezji sosnowieckiej? To, co robię w wolnych chwilach, to żywe zainteresowanie Kościołem. Od własnej parafii po samą górę. Nie mam ambicji liderskich, wspólnotowych, co wydaje mi się, że pozwala mi być wolnym od powściągliwości z innych powodów niż ten, że działalność ma przynosić dobro.
Mam trzy motywacje do tworzenia. Chcę żyć Kościołem, odkrywać i dzielić się Jego bogactwem, które często leży częściowo zapomniane i czekające na ponowne odkrycie.
Pragnę sławić słodycz majowego odmawiania litanii loretańskiej i gorzkość Suchych Dni. Memem chcę zachęcić katolików do spożywania słodyczy wina Św. Jana i przedłużania radości Bożego Narodzenia jego smakiem.
Jednym kliknięciem mogę przybliżyć katolikom w całej Polsce bicie bębna z procesji w Wielopolu Skrzyńskim. Tego bębna, który jest zdobycznym na armii tureckiej z Bitwy pod Wiedniem a który od pokoleń bije co roku na Zmartwychwstanie. Bardzo wiele utraciliśmy kulturowo i tracimy, gdy te znaki stają się nam nieznane a z czasem - niezrozumiałe.
Drugą moją motywacją jest odkrywanie echa Ewangelii w popkulturze. Niedawno byłem na filmie "Project Hail Mary". Tekst piosenki śpiewanej w jednej scenie, jak żywo, stał się moim tegorocznym motywem rozważać Modlitwy w Ogrójcu. Zrobiony z tej okazji obrazek, schowałem na przyszły rok, gdy nie będzie on już zdradzeniem fabuły osobom chcącym obejrzeć film.
Uważam, że nie jesteśmy w stanie uciec od motywów biblijnych, które są wplecione w popkulturę tak, że twórca chcący zerwać z nimi, musiałby dokonać rzeczy karkołomnej, porównywalnej do próby usunięcia sobie układu krwionośnego. Nie da się. To jest serce i tętnice naszego sposobu myślenia.
Trzecia motywacja, najbardziej przyziemna i kontrowersyjna, to danie głosu w katonecie. Moje obserwacje skłaniają mnie do stwierdzenia, że Kościół na poziomie szczególnie mediów katolickich i internetu, przypomina amerykańskie dzienniki.
Badania Pew Research Center czy The American Journalist in the Digital Age regularnie pokazują, że identyfikacja bądź poglądy kilkudziesięcioprocentowej części katolików, są reprezentowane przez garstkę dziennikarzy.
Niezależnie od oceny tej czy innej strony naszych sporów, fajnie byłoby się spotkać, skonfrontować. Jeśli mamy być Jedno, nie utrzymamy wielu słoni w pokoju.
Wg. pobieżnie zorganizowanych sond wśród wiernych, 85% parafii zignorowało ostatni list pasterski biskupów. Jeśli komuś się nie podobają te szacunki, innych nie mamy. Jedni ten list bronili, inni krytykowali.
Czy ktoś jednak zapytał o powody takiego stanu rzeczy i osądu przez proboszczów bądź wiernych? Warto byłoby to zrobić choćby z troski o implementację nauczania biskupów.
Powiem więcej: jeśli synodalność czy synody diecezjalne, mają być wiarygodne, powinniśmy umieć konfrontować idee bądź oceny.
Chcę wsadzać kij w mrowisko. Chcę mówić to, czego nie powiedzą a widzą, wierni, czasem zbyt mocno zaplątani w konwenanse bądź ciężar odpowiedzialności za dobre imię wspólnoty w oczach biskupa.
Czasem memy mają boleć. Czasem mają pytać o sens tego bądź tamtego działania. Myślę, że najłatwiejszą drogą jest powiedzieć, że to żarty albo hejt. Zdarzyło się też, że były to słowa upomnienia, gdy wszelkie inne metody i drogi, tradycyjnie przewidziane, zawiodły.
Chcę też, żebyśmy byli takim feedbackiem wewnątrz Kościoła. Widzieliście ostatni znak roku Ruchu Światło-Życie? Niezły. A parę lat temu "hejtowałem" średnio udane projekty, gdy samo środowisko w Ruchu dawało mi znać, że były zasoby, by bardziej się przyłożyć.
Trzeba chwalić, gdy jest dobrze i zwracać uwagę, gdy nie jest dobrze.
Inny przykład "interwencji": pewien ksiądz, wykładowca akademicki, znany rekolekcjonista, który z powodu naszego ciętego humoru, odżegnywał nas od katolickości, dostał niedawno po nosie, gdy okazało się, że nie tylko zwykłe pobożne teksty na tablicy ale i całe listy argumentów w dyskusji generował w AI i puszczał na profilu, nie sprawdzając nawet tego, że AI mu strasznie halucynowało podając fałszywe daty czy nawet nieistniejące treści dokumentów kościelnych. Nie upomniał go przełożony, nie wystarczyły komentarze wiernych, wywołaliśmy go publicznie. Chociaż tyle, że najbardziej rażące błędy usunął z przeklejanych tekstów.
Na koniec tego wątku: bycie miłym nie zastąpi nam Miłości, czyli gorącego pragnienia Zbawienia wszystkich. Nie możemy dać się obecnie powszechnemu dziś, śmiertelnemu deficytowi Miłości. Kochać wszystkich, nikogo nie oszczędzać.
























![Bóg angażuje się w nasze życie [Nowenna przed Zesłaniem]](https://wp.pl.aleteia.org/wp-content/uploads/sites/9/2024/05/NOWENNA-DUCH-1.jpg?resize=75,75&q=25)
![„Gwiezdne wojny”, chrześcijańska strona mocy… [memy]](https://wp.pl.aleteia.org/wp-content/uploads/sites/9/2017/04/wg9tdbby4rgt4rvzbh3etexyidci5ozv3-nyxcjdx9ijqxrwjgmj9h_54rs8em40de-6azy-zzgrcr3xfd_o6whrd7qs480.png?resize=300,150&q=75)
![Poczucie humoru papieża Franciszka [memy]](https://wp.pl.aleteia.org/wp-content/uploads/sites/9/2025/04/franciszek-mem-ksiegi.jpg?resize=300,150&q=75)
![Luce – maskotka, która wywołała burzę w internecie [galeria]](https://wp.pl.aleteia.org/wp-content/uploads/sites/9/2024/10/Lucy-i-Maryja.jpg?resize=300,150&q=75)