Kończysz dzień pracy: nowy projekt, kontakt z wieloma ludźmi. Jesteś zmęczona, ale usatysfakcjonowana – zrobiłaś dobrą robotę. W domu czeka cię zabawa z dziećmi i pomoc w lekcjach. Jest intensywnie, mają sporo do zrobienia, momentami czujesz już narastające podenerwowanie, ale koniec końców zamykacie ten dzień radosną zabawą. Masz chwilę dla siebie i męża. Rozmawiacie, dzielicie się tym, co przyniósł dzień. Potem jeszcze ćwiczenia na kręgosłup: męczą cię, ale wiesz, że bez nich nie przetrwałabyś kolejnych ośmiu godzin przy biurku.
Lubisz nasze artykuły?
A potem wraca do ciebie zdanie z niedzielnej homilii: życie duchowe to nieustanna walka, która wymaga wyrzeczeń, umartwień i zaparcia się siebie. I nagle uświadamiasz sobie, że nie masz ochoty nawet na krótką modlitwę. W gruncie rzeczy ten wysiłek nie różniłby się przecież od energii włożonej w pracę, relację z mężem i dziećmi czy gimnastykę, a jednak to połączenie – „nieustanna walka” i relacja z kochającym Bogiem – jakoś do siebie nie pasuje.
Czy życie duchowe to walka?
Tak. Życie duchowe – budowanie więzi z Bogiem, praktykowanie cnót i odrzucanie grzechu – bywa jak duchowe starcie. Pismo Święte mówi o tym jasno. Alegorycznie opowiada o tym Księga Jozuego, a sam Jezus również przedstawia życie u Jego boku jako zmaganie:
„Gdy mocarz uzbrojony strzeże swego dworu, bezpieczne jest jego mienie. Lecz gdy mocniejszy od niego nadejdzie i pokona go, zabierze całą broń jego, na której polegał, i łupy jego rozda. Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie; a kto nie zbiera ze Mną, rozprasza” (Łk 11, 21-23).
Św. Paweł z kolei przypomina o konieczności przywdziania duchowej zbroi do walki ze złem:
„Obleczcie pełną zbroję Bożą, byście mogli się ostać wobec podstępnych zakusów diabła. Nie toczymy bowiem walki przeciw krwi i ciału, lecz przeciw Zwierzchnościom, przeciw Władzom, przeciw rządcom świata tych ciemności, przeciw pierwiastkom duchowym zła na wyżynach niebieskich” (Ef 6, 11-12).
Ale to przecież niejedyny obraz życia wewnętrznego!
Życie duchowe to nie tylko walka!
Życie duchowe, czyli relacja z kochającym nas Bogiem, który pierwszy wychodzi nam naprzeciw, trudno zamknąć w jednym schemacie. W Biblii znajdziemy ich mnóstwo. Jezus porównuje Królestwo Niebieskie – czyli panowanie Boga w naszych sercach – na przykład do drzewa figowego, które trzeba pielęgnować, by przyniosło owoc będący Bożym darem (Łk 13, 6-9). Innym razem mówi o życiu duchowym jak o szukaniu drogocennych pereł lub skarbu ukrytego w roli (Mt 13, 44-46).
Św. Paweł Apostoł sięga też po metafory sportowe:
„Czyż nie wiecie, że gdy zawodnicy biegną na stadionie, wszyscy wprawdzie biegną, lecz jeden tylko otrzymuje nagrodę? Przeto tak biegnijcie, abyście ją otrzymali. Każdy, który staje do zapasów, wszystkiego sobie odmawia; oni, aby zdobyć przemijającą nagrodę, my zaś nieprzemijającą” (1 Kor 9, 24-25).
W końcu życie duchowe bywa porównywane do relacji zakochanych – tak przecież możemy interpretować Pieśń nad Pieśniami. Jakiegokolwiek obrazu nie użylibyśmy do opisania wiary, zawsze wiąże się on z jakimś procesem, wysiłkiem i emocjami: zarówno tymi trudnymi, jak i kojącymi.
Dlaczego zatem obraz walki?
Wróćmy jednak do tej walki. Jest to obraz bez wątpienia wyrazisty. Często jego użycie łączy się z tezą, że dzisiejszy świat stawia na wygodę i unikanie trudu, a my, chrześcijanie, „wiemy lepiej”: życie to bój, znój i cierpienie, a nie „luzactwo” i wieczne wakacje.
Z tą generalizacją głęboko się nie zgadzam!
Wystarczy chwilę poscrollować Instagrama, by – obok czystej rozrywki – natknąć się na posty dotyczące samorozwoju, zmiany mentalności czy sportu. To nie są naiwne treści. Każda zmiana na lepsze wiąże się z wysiłkiem, ale niekoniecznie musimy opisywać ten trud przez pryzmat „krwi, potu i łez”, które poza owocami przynoszą głównie ból.
Nie dla walki duchowej?
Nie twierdzę, że powinniśmy rezygnować z metafory walki. Dla wielu z nas będzie ona najbardziej mobilizująca do działania i ufności Bogu. Warto jednak szukać takiego obrazu, który pchnie nas ku radosnej współpracy z łaską.
Wielu z nas szuka dyscypliny sportu, która nie tylko poprawi kondycję, ale po prostu sprawi frajdę. Podejmujemy wysiłek, wyrzeczenia, wylewamy siódme poty, a jednocześnie czujemy z tego powodu autentyczną radość.
Podobnie może być w sferze ducha. Szukajmy takich form pobożności i relacji z Bogiem, które – mimo włożonego w nie trudu – będą nas cieszyć. Jeśli pomaga ci w tym obraz walki duchowej – świetnie! Jeśli bardziej przemawia do ciebie wizja uprawy ogrodu lub randki z Ukochanym – to równie wspaniale. Pismo Święte ma słowa skrojone na miarę każdego z nas.
Lubisz nasze artykuły?











