Chcę nieco poszerzyć nasze spojrzenie na św. Józefa Rzemieślnika, którego czcimy 1 maja. W polskich tłumaczeniach Biblii czytamy zazwyczaj, że Józef był cieślą. Jednak greckie słowo tekton (gr. τέκτων) kryje w sobie znacznie więcej znaczeń.
Józef rzemieślnik i Jezus rzemieślnik
Święty Józef określany jest w Ewangelii właśnie jako tekton. Choć zazwyczaj tłumaczymy to jako „cieśla”, w starożytnej grece termin ten oznaczał po prostu wykwalifikowanego pracownika budowlanego. Kogoś, kto obrabia nie tylko drewno, ale też kamień czy żelazo. Taki typowy „złota rączka”: budowlaniec, który i ścianę postawi, i kanalizację podłączy, i płytki w kuchni równo ułoży. Za taką interpretacją przemawia fakt, że okolice Nazaretu nie były zbyt zasobne w drewno, więc ubogiemu Józefowi mogło być po prostu trudno o surowiec.
Istnieje teoria, że Józef oraz Jezus – którego ojciec przyuczał do zawodu – pracowali przy rozbudowie Seforis. Miasto to, spalone i niszczone, było z rozmachem odbudowywane przez Heroda Antypasa. Znajdowało się rzut kamieniem od Nazaretu, jest więc bardzo prawdopodobne, że Józef znalazł tam zatrudnienie.
Sam Jezus również bywa nazywany rzemieślnikiem: „Czy nie jest to cieśla (tekton), syn Maryi?” (Mk 6, 3). W swoich przypowieściach często sięgał po obrazy budowlane, jak choćby w tej o domu na skale (Mt 7, 24-27). Z drugiej strony, być może pracował też jako pasterz lub rolnik, bo to właśnie metafor związanych z rolą jest w Jego nauczaniu najwięcej.
Praca to część naszej wiary
Jakiś czas temu wpadł mi w oko wpis o. Dariusza Piórkowskiego na Facebooku. Opisywał w nim sytuację podczas gotowania rosołu:
– Ale zapach! – mówi pewna Pani.
– Gotuję rosół, a potem będzie wywar do innej zupy – odpowiadam.
– Ksiądz? A nie ma gosposi? – pyta zdziwiona.
– Nie ma i nie będzie. Po co dla jednej osoby? Proboszcz też sobie gotuje. I ja też gotuję.
Pani odeszła nieco oniemiała. A ja sobie kolejny raz pomyślałem, jak dziwnie to urządziliśmy w Kościele, że ludzie dziwią się normalności. Ksiądz gotować? Nie, no przecież ksiądz nie jest od tego.
Zresztą zupełnie podobnie myśli się o Bogu i sprawach religijnych. One są wciąż dla wielu katolików poza gotowaniem, sprzątaniem, praniem, w tzw. "sacrum". Ksiądz zajmuje się "sacrum", to nie powinien zajmować się „trywalizmami” życia codziennego. Jest przecież powołany do wyższych spraw:) Wtedy też trudno się modlić gdy się gotuje, pierze, wynosi śmieci, robi zakupy, rozwiesza pranie, myje się naczynia...itd
A przecież wiara – i idące za nią praktykowanie – nie dzieje się obok życia. Nasza praca, która pochłania nam większość dnia, nie musi (a wręcz nie może!) być oddzielona od relacji z Bogiem.
Potrzebujemy sacrum w profanum i profanum w sacrum
Dla ożywienia wiary potrzebujemy „oficjalnego” sacrum: uroczystej Eucharystii, głębokich nabożeństw czy rekolekcji. Ale potrzebujemy też tego sacrum w naszym codziennym profanum: w pracy, w zabawie z dzieckiem, w prasowaniu koszul. Wszystko może stać się Boże, jeśli Mu to oddamy. Możesz Go zaprosić nawet na majówkowego grilla!
Z drugiej strony potrzebujemy też – nazwijmy to tak – „profanum w sacrum”. Chodzi o to, by mówić do Boga naszym codziennym, ludzkim językiem, a nie tylko wzniosłymi formułami. Czasem wystarczy machnąć Mu przed oczami termometrem z wysoką gorączką dziecka i powiedzieć po prostu: „Zrób coś z tym, proszę”.
Bóg zna trud pracy – pracował w polu lub na budowie. Przecież „odpoczął dnia siódmego po całym swym trudzie, jaki podjął” (Rdz 2, 2). Gdyby Księgę Rodzaju redagowano dziś w Polsce, pewnie dopisano by, że siódmego dnia Bóg po prostu... odpalił grilla.









![Rycerz, chłopiec i mysia cywilizacja. Opowieść o świecie, który nie wstydzi się sacrum [wywiad]](https://wp.pl.aleteia.org/wp-content/uploads/sites/9/2026/01/jakub-bednarz-cesarstwo-myszy.jpg?resize=300,150&q=75)

