separateurCreated with Sketch.

Lekarz wyjaśnia, dlaczego cotygodniowa Msza pomaga ci żyć dłużej

Woman church
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Cerith Gardiner - publikacja 03.05.26
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Niedzielna Msza święta może czynić dla ciała i duszy znacznie więcej, niż wielu z nas przypuszcza.

Większość katolików nie idzie raczej na niedzielną Mszę Świętą z myślą: „Świetnie, to powinno zmniejszyć ryzyko przedwczesnej śmierci”.

Idą, ponieważ chcą w ten sposób oddać Bogu cześć, bo jest niedziela, ponieważ tak zostali wychowani, ponieważ potrzebują Eucharystii, ponieważ starają się być wierni. Myśl, że siedzenie podczas czytań, wstawanie, klękanie, śpiewanie połowy pieśni i próba, by nie myśleć o obiedzie, mogłyby jednocześnie, po cichu, wpływać korzystnie na zdrowie, zazwyczaj nie pojawia się jako pierwsza. O ile w ogóle!

Zaskakujące wnioski z badań

A jednak, według lekarza chorób wewnętrznych, dr. José Jorge Mayi, regularne uczestnictwo we Mszy Świętej może właśnie taki efekt przynosić. Choć jego pierwotny wpis powstał w języku hiszpańskim, portal Church Pop przetłumaczył jego najważniejsze ustalenia:

Odwołując się do rosnącej liczby badań obserwacyjnych, dr Maya wskazuje, że osoby uczestniczące w nabożeństwach religijnych co najmniej raz w tygodniu wykazują średnio o 21% niższe ryzyko zachorowania na nowotwory, o 29% mniejsze prawdopodobieństwo palenia, o 34% niższe ryzyko nadużywania alkoholu, o 33% niższe ryzyko depresji, a — co być może najbardziej uderzające — o 27% niższe ryzyko śmierci z jakiejkolwiek przyczyny.

Jak dodaje, wśród nastolatków obserwuje się również niższe wskaźniki ryzykownych zachowań seksualnych oraz nadużywania substancji psychoaktywnych.

Co ciekawe - to ostatnie potwierdzają też polskie badania Instytutu Profilaktyki Zintegrowanej.

Lubisz nasze artykuły?

Piękna więź między Mszą Świętą a zdrowym życiem

Zanim jednak ktoś zacznie traktować biuletyn parafialny jako substytut ubezpieczenia zdrowotnego, dr Maya podkreśla, że nie chodzi tu o żadną magię ani o ukryty „przepis na zdrowie” zapisany w mszale. Wyjaśnienie jest znacznie prostsze — i zarazem głębsze: osoby regularnie uczestniczące we Mszy zwykle gdzieś przynależą.

Może to brzmieć zwyczajnie, ale ma ogromne znaczenie. Tydzień po tygodniu wchodzą do wspólnoty, w której są znane, witane, obejmowane modlitwą i włączane w coś większego niż one same. W czasach, gdy samotność stała się jednym z poważniejszych, choć często niewidocznych kryzysów zdrowotnych, taka trwała przynależność nie jest czymś błahym.

Aleteia już wcześniej zwracała uwagę na podobne ustalenia, pokazując, że regularne uczestnictwo we Mszy przynosi nie tylko łaskę sakramentalną, lecz także stabilizujący wpływ rytuału, powtarzalności i wspólnego życia.

Cisza, która porządkuje układ nerwowy

Dochodzi do tego jeszcze kwestia stresu. Niezależnie od tego, z jakim rozproszeniem ktoś przychodzi, jest coś w godzinie spędzonej poza nieustannymi wymaganiami produktywności, napływem informacji, ekranami i skupieniem na sobie, co w naturalny sposób wycisza i porządkuje układ nerwowy.

Kościół, w swojej cichej mądrości, od wieków proponuje ciszę, refleksję, skruchę, wdzięczność i nadzieję — na długo zanim ktokolwiek zaczął mierzyć poziom kortyzolu.

Sam dr Maya ujął to prosto: „Nigdy nie widziałem, by ktoś poszedł do kościoła lub na Mszę i wyszedł w gorszym stanie, niż przyszedł” — i trudno się z tym nie zgodzić.

Nawet gdy nie wszystko jest idealne

Nawet w te niedziele, gdy homilia się dłuży, małe dziecko krzyczy, a wybór pieśni zdaje się wystawiać na próbę cierpliwość, większość ludzi wychodzi z czymś subtelnie zmienionym. Są spokojniejsi, lżejsi, mniej zamknięci w sobie.

Dr Maya przyznaje, że sam tego doświadcza, mówiąc, że ilekroć idzie na Mszę, wychodzi „znacznie spokojniejszy, znacznie lżejszy i — co najważniejsze — z przesłaniem od Boga dla swojego życia”.

Poczucie sensu

Jest jeszcze jeden element, którego współczesnemu życiu często brakuje: sens. Msza Święta przerywa złudzenie, że nasz tydzień składa się wyłącznie z obowiązków, terminów, spraw do załatwienia i skrzynki odbiorczej. Przypomina — choćby na chwilę — że życie zmierza ku czemuś więcej niż tylko podtrzymywanie codzienności.

Ludzie zazwyczaj funkcjonują lepiej — psychicznie i fizycznie — gdy wierzą, że ich życie ma znaczenie, a wiara daje taką perspektywę w sposób, którego niewiele innych cotygodniowych praktyk potrafi podtrzymać.

Nie oznacza to oczywiście, że katolicy powinni uczestniczyć we Mszy Świętej głownie po to, by obniżyć ciśnienie krwi i wydłużyć życie. Byłoby to wyraźnym niezrozumieniem jej sensu. Warto jednak zauważyć, że to, czego Bóg od nas oczekuje, rzadko bywa przypadkowe. To, co karmi duszę, często — w sposób widzialny i ukryty — porządkuje także resztę naszego życia.

Eucharystia pozostaje nieskończenie czymś więcej niż elementem zdrowotnej rutyny. Sprowadzenie niedzielnej Mszy do tygodniowego „triku na zdrowie” całkowicie rozmijałoby się z jej istotą. A jednak pokrzepiająca jest świadomość, że gdy Kościół zaprasza nas co tydzień, może — niejako przy okazji — ofiarowywać jedno z najbardziej sprzyjających zdrowiu spotkań w naszym kalendarzu.

Artykuł pochodzi z amerykańskiej edycji Aletei.

Newsletter

Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail.