separateurCreated with Sketch.

„Zapal stos. Wejdę po nim do nieba”. 5 rzeczy, których nie wiedziałeś o św. Florianie

Figura św. Floriana w Wambierzycach

Figura św. Floriana w Wambierzycach

whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Dariusz Dudek - publikacja 04.05.26
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Zacznijmy od smutnej wiadomości: Florian, patron strażaków, nigdy w życiu nie ugasił ani jednego pożaru.

Jego wizerunek zdobi setki strażackich remiz, figurki z jego podobizną stoją przy wiejskich drogach, a 4 maja przychodzą do niego z prośbą wszyscy, którym bliskie są wiadra i węże gaśnicze. Ale prawdziwy Florian jest kimś zupełnie innym niż ten spokojny pan z figurki. 

Strażak, który strażakiem nie był

Zacznijmy od smutnej wiadomości: Florian, patron strażaków, nigdy w życiu nie ugasił ani jednego pożaru. Nie nosił hełmu, nie ciągnął węży, nie pędził na sygnale przez nocne miasto. Był rzymskim urzędnikiem wojskowym wysokiego szczebla, oficerem zarządzającym całym okręgiem wojskowym w Norikum, czyli mniej więcej na terenie dzisiejszej Austrii.

Żył na przełomie III i IV wieku, w czasach, gdy cesarz Dioklecjan postanowił raz na zawsze skończyć z tą irytującą nową religią. Floriana schwytano około roku 304. I to wtedy patron, którego wzywamy do ochrony przed ogniem, zginął… w wodzie. Oprawcy przywiązali mu do szyi kamień młyński i wrzucili do rzeki Enns. 

Skąd więc ten ogień? Stąd, że jeszcze przed egzekucją Florianowi zaproponowano śmierć na stosie. I właśnie jego odpowiedź na tę propozycję przeszła do historii.

„Stos? Chętnie skorzystam"

Gdy oprawcy zaproponowali mu śmierć w ogniu, miał im odpowiedzieć, jak mówi tradycja: „Zapal stos. Wejdę po nim do nieba”.

Zatrzymajmy się na chwilę. To nie jest pokorna, ascetyczna akceptacja śmierci. To jest rzucenie wyzwania. Tupnięcie nogą. Coś, czego nie spodziewamy się po człowieku skutym łańcuchami, stojącym przed wyrokiem śmierci. Florian patrzy na swoich katów i mówi im w istocie: róbcie swoje, bo wy tu jesteście słabszą stroną.

Obraz Męczeństwo św. Floriana z 1750 roku autorstwa Szymona Czechowicza
Obraz Męczeństwo św. Floriana z 1750 roku autorstwa Szymona Czechowicza

Oprawcy – być może właśnie dlatego, że się przestraszyli tej odpowiedzi – wybrali jednak inną metodę. Kamień młyński i rzeka. Ironicznie, to właśnie te dwa atrybuty – wiadro z wodą i kamień młyński – stały się później znakiem rozpoznawczym świętego na ikonach i obrazach. Wiadro symbolizuje gaszenie pożarów (i ostatecznie wodę, w której zginął), kamień – narzędzie jego egzekucji.

Uparte krakowskie konie

Florian jest świętym szczególnie czczonym w Polsce. Zaczęło się w Krakowie. Legenda mówi, że gdy w 1184 roku sprowadzano relikwie świętego z Rzymu do Polski – dar papieża Lucjusza III dla biskupa krakowskiego Gedki – coś niezwykłego wydarzyło się na przedmieściach miasta.

Konie ciągnące wóz z relikwiami dotarły do Kleparza i… stanęły. Żadne pohukiwanie, żadne zachęty nie pomagały. Zwierzęta stały jak wryte i ani drgnęły w stronę Wawelu. Odebrano to jako znak – i zbudowano tam kościół pod wezwaniem Floriana, który stoi do dziś przy ulicy Floriańskiej, zaledwie krok od słynnej Bramy Floriańskiej.

Ale to nie jedyny krakowski dowód szczególnej opieki świętego. W 1528 roku szalejący pożar pochłonął znaczną część Kleparza. Ogień trawił kamienicę po kamienicy, zbliżał się do kościoła – i zatrzymał. Świątynia ocalała jako jedna z nielicznych. Krakowianie nie mieli wątpliwości, kto interweniował.

Kościół pw. św. Floriana w Krakowie widziany z Placu Matejki
Kościół pw. św. Floriana w Krakowie widziany z Placu Matejki

Dziś kościół św. Floriana w Krakowie jest miejscem wyjątkowym także z innego powodu – to tutaj, jako młody ksiądz, pierwszą mszę prymicyjną odprawił Karol Wojtyła.

Patron na nasze czasy

Łatwo byłoby zamknąć Floriana w gablotce z napisem „patron strażaków" i odwiedzać go raz w roku, składając kwiaty i wieńce. Ale byłoby to wobec niego – i wobec nas – nieuczciwe.

Bo Florian to przede wszystkim patron odwagi cywilnej. Człowiek, który miał ciepłą posadę, ustabilizowane życie, był kimś w strukturach wielkiego imperium – i wybrał inaczej. Który stając przed władzą gotową do morderstwa, nie wybełkotał przeprosin, nie wyrzekł się tego, w co wierzył, nie pokiwał głową ze strachu. Który nawet w obliczu stosu powiedział: nie wy decydujecie, co się ze mną stanie.

Szczęść Boże wszystkim strażakom w dniu ich święta – i wszystkim, którzy każdego dnia gaszą pożary, których nikt nie widzi.

Newsletter

Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail.