Rok po roku sunął na zachód: w 1454 roku pokonał Serbów, zajął południową połowę ich królestwa oraz historyczne ziemie Kosowa. Europa drżała.
Kolejnym celem był Nándorfehérvár — twierdza strzegąca miejsca, gdzie rzeki Sawa i Dunaj łączą swoje wody. Kto trzymał tę fortecę, trzymał klucz do Węgier, Wołoszczyzny i Siedmiogrodu. Dziś to miasto nosi nazwę Belgrad.
Królestwo Węgier miało w tym czasie wybitnego stratega — Janosa Hunyadiego. Ten wywodzący się z wołoskiej szlachty wojskowy wzniósł się dzięki swym zdolnościom aż do godności regenta królestwa, sprawując władzę w czasie małoletności Władysława V. Hunyadi doskonale rozumiał, że następny atak osmański uderzy właśnie w te ziemie, toteż niestrudzenie naprawiał fortyfikacje i gromadził wojska — wbrew oporowi wielkich rodów węgierskich, zawsze niechętnych finansowaniu czegokolwiek, co nie służyło ich prywatnym interesom.
Wsparcie od papieża
Regent szukał wsparcia dyplomatycznego i znalazł je w Rzymie. Papież Kalikst III — z urodzenia Alfonso de Borgia, stryj przyszłego papieża Aleksandra VI — doskonale pojmował zagrożenie, jakie stanowił ekspansywny Mehmed II. Do Hunyadiego wysłał swego najlepszego dyplomatę, kardynała Jana de Carvajala, a do ludowej wyobraźni przemawiał stary, płomienny franciszkanin — Jan Kapistran, który ognistymi kazaniami ściągnął pod Belgrad między 30 a 40 tysięcy krzyżowców. Byli niekarni i słabo uzbrojeni, ale pełni zapału.
Mehmed II ruszył w czerwcu 1456 roku na czele około 60 tysięcy żołnierzy, 300 dział i około 200 okrętów kontrolujących Sawę i Dunaj. Artyleria osmańska była wówczas najlepsza na świecie — te same działa, które trzy lata wcześniej rozbiły mury Konstantynopola, od 4 lipca pruły fortyfikacje Belgradu. Twierdza pękała.
14 lipca chrześcijańska flota zaatakowała i rozbiła turecką blokadę rzeczną. Był to sukces kluczowy — do twierdzy dotarła odsiecz, Hunyadi odzyskał kontrolę nad rzekami. Tydzień później, 21 lipca, janczarowie ruszyli na wielki szturm. Wdarli się przez wyłomy w murach i parli ku cytadeli, lecz tuż przed nią napotkali mur ognia. Hunyadi przeszedł do kontrataku — żaden napastnik nie wyszedł żywy z Belgradu.
Niespodziewany tryumf
Gdy bitwa zdawała się dobiegać końca, Jan Kapistran poprowadził spontaniczny, ryzykowny wypad krzyżowców wprost na środek obozu osmańskiego. Hunyadi, zaskoczony, zrozumiał, że albo wykorzysta tę inicjatywę, albo straci całą siłę pomocniczą zgromadzoną przez franciszkanina. Rzucił się do walki z wszystkim, co miał. Dołączyła załoga Belgradu i każdy zdolny do noszenia broni mieszkaniec miasta.
Mehmed II osobiście stanął w ogniu — trzykrotnie jego miecz zabarwił się krwią — ale obóz był stracony, a spójność armii rozerwana. Sułtan utracił skarb, artylerię i zaopatrzenie, a sam odniósł ranę od strzały w biodro. Osmanie uciekli.
Belgrad dowiódł, że Turcy nie są niepokonalni. Moralnie było to zwycięstwo przełomowe, strategicznie — chwilowe zatamowanie tureckiego pochodu. Lecz triumf kosztował niezmiernie. Kilka miesięcy po oblężeniu Janos Hunyadi i Jan Kapistran odeszli — jeden z wyczerpania, drugi na zarazę.
Zwycięstwo zostawiło jednak po sobie trwalszy ślad niż mogiły. Jeszcze w trakcie oblężenia papież Kalikst III wydał dekret nakazujący, aby we wszystkich kościołach chrześcijańskiego świata w południe biły dzwony i aby wierni wznosili wtedy modlitwę do Matki Bożej w intencji obrońców Belgradu. Praktyka ta zakorzeniła się i rozeszła po całej Europie. Stała się tym, co znamy jako Anioł Pański — modlitwa odmawiana przy biciu dzwonów o dwunastej w południe.
Tak oto odgłos dzwonów kościelnych, który do dziś słyszymy w polskich miastach i wsiach, niesie w sobie echo tamtego lata roku 1456, kiedy pod murami Belgradu zdecydowały się losy Europy.











