separateurCreated with Sketch.

Chwytając za stopy — dlaczego sztuka (i Pismo Święte) tak często powracają do tego osobliwego symbolu

Screenshot
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Michael Rennier - publikacja 11.05.26
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
To osobliwy, a zarazem niezwykle sugestywny obraz symboliczny — i właśnie dlatego tak często przyciąga naszą uwagę.

W okresie, gdy obchodzimy Wniebowstąpienie Pańskie, zawsze wraca do mnie słynny szkic Peter Paul Rubens przedstawiający Chrystusa unoszącego się ku niebu, podczas gdy Jego stopy pozostają jeszcze widoczne poniżej. Cała kompozycja została ujęta w dramatycznym skrócie perspektywicznym: głowa niemal znika w górze, a najbardziej wyeksponowanym elementem stają się właśnie stopy. Szkic był przygotowaniem do fragmentu znacznie większego malowidła, które Rubens wykonał na sklepieniu kościoła w Antwerpia. Obraz powstał w 1620 roku, lecz świątynia spłonęła w pożarze w 1718. Sam szkic przetrwał — dziś znajduje się w Akademii Sztuk Pięknych w Wiedeń — i nawet w swojej niedokończonej formie pozostaje tak fascynujący, że często pojawia się w zbiorach dzieł poświęconych Wniebowstąpieniu.

The Ascension by Peter-Paul Rubens Flemish

Perspektywa została skrócona w sposób niemal teatralny. Zastanawiam się czasem, jak wyglądało oglądanie tego obrazu w pierwotnym wnętrzu kościoła — stojąc pod sklepieniem i zadzierając głowę ku górze. Malowidło zostało stworzone tak, by widz miał wrażenie, że naprawdę stoi bezpośrednio pod unoszącym się Chrystusem. Dlatego właśnie najbardziej rzucają się w oczy Jego stopy.

Te „oddalające się stopy” są zresztą motywem od dawna obecnym w sztuce sakralnej. Niezliczone przedstawienia Wniebowstąpienia ukazują zdumionych uczniów spoglądających ku niebu, podczas gdy Chrystus niemal całkowicie znika poza kadrem. Widz dostrzega już tylko Jego stopy. Wniebowstąpienie wyraźnie zaskoczyło uczniów — nie mają już nic, czego mogliby się uchwycić.

Kiedy myślę o wzniosłej atmosferze duchowej kontemplacji, rzadko wyobrażam ją sobie wypełnioną obrazem bosych stóp. A jednak właśnie taki obraz przekazuje nam tradycja sztuki chrześcijańskiej. Co jest w tych odchodzących stopach, że domagają się naszej uwagi?

Osobliwe i uderzające

Biblia pełna jest odniesień do stóp. „Jak piękne są stopy tych, którzy zwiastują dobrą nowinę”. Maria Magdalena rozbija alabastrowy flakon olejku i obmywa stopy Chrystusa. Później On sam obmywa stopy swoim pierwszym kapłanom w Wielki Czwartek — i mówi wyraźnie, że jeśli Mu na to nie pozwolą, nie będą mieli z Nim udziału.

Lubię symbole i poetyckie obrazy, które są nieoczywiste. Niektóre metafory tak mocno zakorzeniły się w naszej kulturze, że stały się niemal przezroczyste: róże są piękne, fiołki niebieskie. Ale stopy są dziwne — nieforemne, zwyczajne, wręcz trochę niezręczne. Właśnie dlatego ich uporczywa obecność w sztuce i literaturze tak przykuwa uwagę.

W Ewangelii św. Jana jest chwila pełna niepewności po Zmartwychwstaniu, gdy Maria Magdalena spotyka Zmartwychwstałego w ogrodzie przy grobie. Początkowo Go nie rozpoznaje, lecz gdy już wie, kim jest, upada do Jego stóp i obejmuje je ramionami. „Nie zatrzymuj Mnie” — mówi Jezus — „bo jeszcze nie wstąpiłem do Ojca”. Delikatnie uwalnia się z jej objęcia. Te boskie stopy nie są już przeznaczone do chodzenia po ziemi.

Zmartwychwstały Chrystus kroczy przez świat niczym olbrzym. Wychodzi poza ramy obrazu, a Jego chwała rozlewa się na niebo i obłoki, na chleb i wino, na ciebie i na mnie. Góruje nad stworzeniem jak wschodzące słońce. My pozostajemy na dole, z zadartymi głowami, patrząc, jak znika. Jego głowa jest już pośród chmur. My chwytamy jeszcze tylko Jego stopy — lecz On daje do zrozumienia, że w pewnym momencie trzeba pozwolić Mu odejść.

We Wniebowstąpieniu ukryty jest smutek. Chrystus musi odejść. Nie będzie już przemierzał dróg ze swoimi przyjaciółmi, dzielił z nimi posiłków ani prowadził rozmów. Ostatni raz łowił z nimi ryby. Ostatni raz spożyli razem Paschę. Nie będą już mogli iść z Nim i rozmawiać jak dawniej.

Przypomina mi się dzień, kiedy moi rodzice odprowadzali mnie do akademika na pierwszy rok studiów. Moja mama płakała. Cieszyła się, że robię kolejny krok ku dorosłości, ale jednocześnie bolało ją wypuszczenie kolejnego syna z domu. Lata spędzone razem jako rodzina są bezcenne — lecz nie zostały nam dane na zawsze.

Aż nadejdzie dzień

Obraz Rubensa znakomicie oddaje dynamikę tej straty. Choć scena pozostaje nieruchoma, czuje się, jak Chrystus wymyka się z pola widzenia. Teraz, gdy sam mam dzieci — jedno przygotowuje się do ślubu, drugie do wyjazdu na studia — noszę w sobie podobne doświadczenie utraty. Zastanawiam się czasem, czy przez resztę życia nie będę próbował dogonić swoich dzieci, które opuściły rodzinne gniazdo, odzyskać czegoś z tamtych dni, gdy były jeszcze małe, gdy wszystkie zasypiały razem na jednym materacu nie dlatego, że brakowało im własnych łóżek, ale dlatego, że chciały być blisko siebie.

Dlatego tak cenię obecny czas z moimi dziećmi, które dorastają i wkrótce pójdą własną drogą. Nigdy nie uznam za coś oczywistego choćby naszych porannych „bitew” o ekspres do kawy.

Nie możemy jednak stać się więźniami przeszłości. Te dobre i naturalne przemiany — dorastanie dzieci, zakładanie przez nie własnych domów, nowe miejsca, do których prowadzi nas życie, a nawet nasze podążanie za odchodzącym Chrystusem — wszystkie one niosą rozłąkę. A jednak drogi, którymi idziemy, wyznaczają trwałe linie więzi. To miłość daje nam siłę, by pozwolić sobie odejść, i to ona ostatecznie znowu nas połączy.

Chrystus zapewniał uczniów, że choć na jakiś czas będą rozdzieleni, samo poszukiwanie siebie nawzajem uczyni ich więź jeszcze mocniejszą. Jeśli odchodził, to nie dlatego, że Jego miłość osłabła, lecz dlatego, że przygotowywał swoim przyjaciołom trwały dom.

Nawet jeśli życie jest pasmem pożegnań i — jak uczniowie — opłakujemy nieobecność tych, których kochamy, pozostaje obietnica, że stopy podążają za głową. Dlatego idziemy dalej swoją drogą, kochając najlepiej, jak potrafimy. Stawiamy krok za krokiem i ufamy, że pewnego dnia każde odejście stanie się powrotem.

Newsletter

Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail.