separateurCreated with Sketch.

Milioner z branży kosmetycznej zostaje księdzem

Screenshot

Scott-Vincent Borba in 2011

whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Cerith Gardiner - publikacja 13.05.26
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Scott Borba pomagał budować jedną z najbardziej rozpoznawalnych marek kosmetycznych na świecie, zanim odpowiedział na nieoczekiwane powołanie do katolickiego kapłaństwa.

Na pierwszy rzut oka historia Scotta Borby brzmi niemal zbyt filmowo, by mogła być prawdziwa. Były model, aktor, przedsiębiorca z branży beauty i współzałożyciel marki e.l.f. Cosmetics przez lata żył w świecie wizerunku, luksusu i sukcesu, zanim porzucił to wszystko, by zostać katolickim księdzem.

Jak podaje diecezja Fresno w mediach społecznościowych, diakon Scott Borba jeszcze w tym miesiącu przyjmie święcenia kapłańskie, po — jak sam mówi — długiej i krętej drodze powrotu do wiary, którą przeczuwał już jako dziecko.

Przez ponad dwie dekady Borba pracował w branży zdrowia i urody, budując firmy i gromadząc majątek. Dziś mówi o tamtym okresie z uderzającą szczerością:

„Żyłem dla samego siebie. Czciłem samego siebie” — przyznaje. „Czciłem wszystko, co wiązało się z luksusem. Byłem chłopcem z plakatu reklamującego luksus”.

To jednak, co nadaje jego historii szczególną siłę, polega na tym, że nie odrzuca samego piękna. Rozumie jego urok. Przez lata pomagał tworzyć produkty zaprojektowane po to, by ludzie czuli się atrakcyjni, pewni siebie, zadbani, pożądani. Gdzieś po drodze odkrył jednak, że pogoń za zewnętrznym pięknem nie potrafi odpowiedzieć na głód ukryty znacznie głębiej.

Lubisz nasze artykuły?

To napięcie wydaje się zaskakująco bliskie również naszym czasom — epoce filtrów, rozbudowanych rytuałów pielęgnacyjnych i starannie wyreżyserowanych życiorysów. Piękno otacza nas bez przerwy, a mimo to wielu ludzi nadal czuje niepokój, wewnętrzny niedosyt. Można dopracować własny wizerunek niemal do perfekcji, zaniedbując po cichu duszę, która kryje się za tym obrazem.

Zmienna twarz piękna

W pewnym momencie Borba wspominał, że miał poczucie, jakby „próbował sprzedać własną duszę”, kiedy coraz mocniej wciągał go hollywoodzki styl życia. Pomimo sukcesu coś pozostawało w nim nierozwiązane.

Borba opowiedział w rozmowie z Angelus News, że po raz pierwszy poczuł powołanie do kapłaństwa jako dziecko, kiedy podczas Mszy Świętej jego matka wskazała mu ołtarz.

„Kimkolwiek był wtedy ten ksiądz, jego szaty lśniły jak brokat” — wspomina. „I wiedziałem, że Bóg wkłada mi do serca pragnienie zostania księdzem”.

To uderzający obraz w przypadku człowieka, który znaczną część dorosłego życia spędził w branży beauty. Brokat należał kiedyś do świata glamour i pozorów. Po latach piękno zdaje się oznaczać dla niego coś zupełnie innego.

Borba przyznał również, że ogromny wpływ na jego decyzję miała jeszcze jedna kobieta:

„Wiem, że Najświętsza Maryja Panna wprowadziła mnie na tę drogę powołania przez swoją miłość do mnie i do swojego Syna. Nigdy wcześniej nie byłem tak szczęśliwy. Nigdy wcześniej nie byłem tak pełen radości”.

Radość z nowego życia wybrzmiewa także w innych jego słowach, gdy wspomina, że przyjęciu powołania do kapłaństwa towarzyszyło porzucenie całego majątku wypracowanego przez lat.

I być może właśnie to nadaje tej historii niezwykłą siłę. Jakiekolwiek dobra materialne, luksus i sukces są tylko powierzchownym odbiciem prawdziwego piękna wynikającego z odkrycia i spełnienia swego powołania.

Newsletter

Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail.