W wielu wspólnotach zakonnych wciąż praktykuje się tzw. rekreację. To wyznaczony czas na wspólny odpoczynek i budowanie więzi. Choć samo słowo może brzmieć dla nas nieco staroświecko, jego głębokie znaczenie odkrywa przed nami siostra Catherine – pustelniczka, która przez ćwierć wieku mieszkała samotnie w Alpach Południowych, bez prądu i bieżącej wody. Jej doświadczenie rzuca zupełnie nowe światło na to, jak my – żyjący w ciągłym biegu – powinniśmy rozumieć regenerację sił.
Rozrywka a rekreacja
Odpoczynek często kojarzy nam się z rozrywką. Czy jednak zakonna rekreacja polega właśnie na tym, by się „rozerwać”? Siostra Catherine w swojej książce „Opowieść górskiej eremitki” patrzy na to zupełnie inaczej:
Różnica między pustą rozrywką a prawdziwym, koniecznym wytchnieniem polega zaś na tym, że ono nadaje nową dynamikę, przywraca siły oraz pozwala wrócić do swoich zadań i obowiązków z większą werwą, motywacją i świadomością; tymczasem rozrywka od nich oddala i odwraca. Prawdziwy odpoczynek inspiruje, podczas gdy rozrywka jedynie wzmaga chęć do dalszej zabawy.
Rozrywka jest dla niej czymś, co ma oderwać nasze myśli od „tu i teraz”, często będąc formą ucieczki. Rekreacja natomiast ma nam dać siłę do tego, by z odnowionym zapałem podejmować codzienne trudy. Autorka przypomina etymologię tego słowa:
Zwrócono mi uwagę, że słowo to pochodzi od łacińskiego czasownika re-cre-are – „stworzyć na nowo, przywrócić do życia” – który nabiera pełnego znaczenia w kontekście religijnym. Chodzi zatem o odzyskanie pierwotnego zapału i poddanie się przemianie w duchu rozwoju.

Jak pokonać monotonię?
Życie pustelnicy, pozbawione technologii, może wydawać się sielankowe i spokojne. Nic bardziej mylnego. Siostra Catherine zauważa, że brak wygód wcale nie daje „nadmiaru czasu”. Przeciwnie – wymaga on poświęcenia wielu godzin na czynności, o których w mieście zapominamy: mozolne czyszczenie świeczników czy czterdziestominutowe oczekiwanie z butelką przy niemal wyschniętym źródle.
Jej codzienność wypełniała monotonna, fizyczna praca. Aby nie upaść na duchu i znaleźć wytchnienie w tej powtarzalności, praktykowała prostą metodę: świadome wychodzenie z rutyny poprzez zmianę kolejności działań.
Jeżeli kolejno zajmuję się wodą, praniem i noszeniem, to ulegam wyczerpaniu; jeżeli natomiast zamieniam i przeplatam te trudy z szyciem, pisaniem listów lub czyszczeniem lamp, pod koniec dnia nie ogarnia mnie zmęczenie.
Odpoczynek w cieniu przepaści
Pustelnia siostry Catherine położona była w surowym, niebezpiecznym terenie, tuż przy urwisku. Życie tam wymagało ciągłej uważności – szczególnie we mgle, gdy jeden fałszywy krok mógł skończyć się tragicznie. Czy w takim napięciu w ogóle można odpocząć?
Eremitka wspomina dzień, gdy wracała do domu w gęstym, mlecznym oparze. Idąc „na pamięć”, poczuła nagły niepokój – intuicja podpowiadała jej, że powinna się wspinać, a droga prowadziła w dół. Zatrzymała się. Gdy mgła nieco opadła, zobaczyła, że stoi krok od przepaści. To doświadczenie nauczyło jej, że nawet do niebezpieczeństwa można przywyknąć, jeśli lęk zastąpi się ufnością.
Otóż chatka stoi na krawędzi urwiska, grota wisi nad urwiskiem, krótko mówiąc – wszędzie jest jakieś urwisko. Fakt ten należy do mojej codzienności i całkowicie do niego przywykłam.
Dla siostry Catherine strach i niepokój zostają ukojone przez zawierzenie Bożej mocy. To właśnie ta ufność przynosi najgłębszy odpoczynek.
Przyroda w służbie duszy
Mimo trudu fizycznego i braku mediów, siostra Catherine zachowała niezwykłą witalność. Kluczem okazała się otaczająca ją przyroda, choć nie zawsze była ona łaskawa. Zimy były paraliżujące, wiosny zdradliwe, a lata upalne i suche. Dopiero jesień przynosiła upragnione wytchnienie. W każdym z tych okresów pustelnica dostrzegała jednak dar:
Całe to piękno pomaga człowiekowi odnaleźć sens egzystencji ofiarowanej Bogu, ilekroć ogarnia go nadmierne znużenie.

Przyroda stała się dla niej duchowym wsparciem w chwilach przygnębienia wywołanego samotnością czy ciężarem intencji modlitewnych, które powierzali jej ludzie.
Wracając do piękna przyrody: ono z pewnością pomaga, przede wszystkim jednak moralnie, wewnętrznie. (...) Pomaga ono zwrócić się ponownie ku pięknu Boga, ku wspaniałości Jego zamysłów. Na końcu to Jego piękno pochłonie wszelką szpetotę i grozę, a Jego miłość zatryumfuje.
Źródło pokoju: Miłość
Najważniejszym elementem, który przynosił siostrze Catherine pokój, nie były jednak góry, lecz kontemplacja miłości Trójcy Świętej. To ona jest ostatecznym „oceanem odpocznienia”.
Miłość Boga Ojca do człowieka, miłość Jezusa Chrystusa do braci, uświęcająca miłość Ducha Świętego: każda z nich to miłość święta. Nic nie pozwala lepiej odpocząć niż miłość kryształowo czysta, mocna i łagodna, wiekuiście wierna i wciąż nowa, głęboka i bezinteresowna.
To przesłanie dla każdego z nas: prawdziwa regeneracja sił jest możliwa nawet w środku życiowej burzy, o ile potrafimy zakotwiczyć się w tej Miłości.
Możemy odnawiać swoje siły pomimo najdotkliwszych cierpień lub przeciwności, wgłębiając się w tę wspólnotę miłości, którą stanowi Trójca Przenajświętsza. Ten ocean odpocznienia w środku burzy pozwala spokojnie utrzymywać kurs, nawet jeżeli nasze ciało i psychika doznają wstrząsów.

Cytaty z książki s. Catherine, „Opowieść górskiej eremitki”, wyd. W Drodze, tłum. Paweł Borkowski.











