Jeśli jesteś fanem epickich powieści fantasy, zwłaszcza tych z chrześcijańskim przesłaniem, takich jak „Opowieści z Narnii” i „Władca Pierścieni”, przygotuj się na wspaniałą wiadomość.
Nowa seria fantasy o przygodach przejmuje pałeczkę po tych uwielbianych autorach i oferuje świeżą opowieść, którą pokochają fani tych książek.
„Tales from Wakken Wood” to debiutancka powieść E.P. Cowley, emerytowanej matki uczącej dzieci w domu, która mieszka w południowej części Kolumbii Brytyjskiej. Cowley, magister literatury angielskiej z Portland State University, jest mistrzynią słowa, której opowieść wciąga od samego początku, subtelnie przekazując niezapomniane motywy chrześcijańskie.
To spełnienie marzeń każdego czytelnika katolickiej fantastyki.
Najlepsza rekomendacja? Mój 12-letni syn, który przeczytał większość dostępnych serii fantasy, zalicza „Tales from Wakken Wood” do swoich ulubionych książek, stawiając ją na równi z „Opowieściami z Narnii” i „Władcą Pierścieni”.
Jeśli więc jesteś osobą, która uwielbia epickie opowieści przygodowe, nie przegap tej najnowszej publikacji wydawnictwa Ignatius Press. To idealna lektura na lato do wspólnego czytania na głos, a także świetny wybór dla dziecięcego klubu książki!
Aleteia miała okazję porozmawiać z E.P. Cowley o inspiracji do jej opowieści, chrześcijańskich motywach zawartych w książce oraz o tym, jak znalazła czas na jej napisanie.

Co zainspirowało Panią do napisania książki „Wakken Wood”?
Cowley: Chciałam napisać bajkę dla moich dzieci. Oczywiście dla rozrywki, ale wiedziałam też, że bajki zazwyczaj w przenośni poruszają temat życiowych przeciwności losu. Bohater lub bohaterka muszą wyruszyć w długą podróż, aby szukać szczęścia lub naprawić krzywdę wyrządzoną w ich społeczności. Aby pokonać przeszkody na swojej drodze, potrzebują – i przyjmują – pomoc mądrego mężczyzny lub kobiety. Pomoc ta zazwyczaj przybiera formę pozornie dziwnych instrukcji i zakazów, których należy starannie i pokornie przestrzegać.
Miałam nadzieję stworzyć coś, co odzwierciedlałoby konkretne zmagania naszej rodziny, a także wyzwania XXI wieku. Zaczęłam więc pisać, a potem skreślać to, co napisałam, i zaczynać od nowa, aż około 10 lat później miałam pierwszy szkic „Tales From Wakken Wood”.
Wtedy moje dzieci były już oczywiście dorosłe, ale przez wiele lat słyszały różne wersje tej historii; pisały o bohaterach i rysowały ilustracje. Ostatecznie moja córka, Jackie Richard, stworzyła 11 ilustracji, więc postrzegam tę książkę jako jeden z owoców naszego wspólnego życia w ramach edukacji domowej.
Jak wyglądał Pani proces pisania?
Cowley: Kradłam czas na pisanie przed świtem, zanim moje dzieci się budziły i zaczynały się nasze domowe lekcje. Moją pierwszą i najważniejszą pracą było bycie mamą, więc każdy fragment życia pisarskiego traktowałam jako dodatkową pracę. Czasami pisałam jedno zdanie, może akapit. Pracowałam nad tym scena po scenie.
Trzy czwarte „czasu poświęconego na pisanie” upłynęło w mojej głowie, gdy historia się rozwijała. Pomysły przychodziły mi do głowy podczas zmywania naczyń, składania prania, jazdy do sklepu… choć nie polecam łączenia tego rodzaju rozmyślań z robieniem zakupów spożywczych – od czasu do czasu przynosiłam do domu jakieś dziwne rzeczy, których nikt nie chciał zjeść.
Pisałam w starym stylu: długopisem na papierze. Po 10 latach przepisałam to na komputerze i ze zdziwieniem odkryłam, że historia ma 1000 stron! Przez około trzy lata wprowadzałam poprawki i w końcu udało mi się ją skrócić do 500 stron.
Czy pojawią się kolejne książki o tym świecie [pytają z niecierpliwością moje dzieci]?
Cowley: W tej chwili zajmuję się zupełnie innym tematem, ale docierają do mnie strzępki wiadomości z Lasu Wakken, a także dalsze szczegóły dotyczące historii niektórych bohaterów. Poza tym ilustratorka wróciła do lasu. Ciągle przysyła mi szkice przedstawiające ciekawe spotkania z Poinkersami i innymi mieszkańcami wyspy. Tak więc, jest możliwe, że pojawi się kolejna książka o Wakken Wood. Któregoś dnia wsiądę na łódź i wrócę tam, aby przeprowadzić pełne śledztwo i sprawdzić, co porabiają Peter i Pixel.
Jaką rolę odegrała Pani wiara podczas pisania tej książki?
Cowley: Bez wiary i zaufania do Chrystusa szybko straciłabym motywację do ukończenia tej książki. Po co pisać o symbolicznym konflikcie między ludźmi w pewnym sensie dobrymi a ich silniejszymi, złymi wrogami? Jaki byłby tego sens? Widzę i słyszę od świata – a często od innych chrześcijan – zamieszanie dotyczące różnicy między dobrem a złem. O życiu „dobrej” osoby często mówi się jako o czymś płytkim, moralistycznym, przypominającym atrofię.
W tej atmosferze cynizmu uważam za absolutnie konieczne trzymanie się Chrystusa, Jego słów, Jego Kościoła i sakramentów: jak gałązka wszczepiona w Winorośl. On jest fundamentem myśli, rozumu i wyobraźni, a z Jego pomocą pozostaję po stronie Światła w długim i pozornie niekończącym się konflikcie ze złem. Z wielką mocą i siłą Chrystus dzierży ostre ostrze prawdziwego dobra i prawdy.
Jako Jego mały żołnierz, wezwał mnie do wniesienia swojego wkładu w tę walkę, choć dysponuję jedynie tanimi, jednorazowymi długopisami, które kupuję w pudełkach po tuzinie. Mimo to wierzę, że fikcja literacka, napisana pod Jego przewodnictwem, może otworzyć okna w umyśle czytelnika, wpuszczając świeże powietrze i zapach innego świata. Mam nadzieję, że „Wakken Wood” to osiągnie.
O czym chciałaby Pani, żeby ludzie wiedzieli na temat Pani książki i twórczości?
Cowley: Pisanie powieści to w pewnym sensie przekształcanie życia wewnętrznego w fabułę, postacie, wydarzenia i atmosferę. „Tales From Wakken Wood” to owoc modlitwy i ciszy. Pisanie tej książki stało się dla mnie sposobem na rozmowę z Bogiem. W innych opowiadaniach, nad którymi obecnie pracuję, pojawia się to samo poczucie wsłuchiwania się w głos Boga, podążania za Jego podszeptami i oczekiwania na to, czego się nie spodziewam.
Artykuł jest tłumaczeniem z amerykańskiego wydania Aletei.










