Maszyna może imitować styl świętych obrazów, ale nigdy nie stworzy ich naprawdę. Problemem nie są tylko błędy w generowanym obrazie, to coś znacznie głębszego.
Ikona śliczna, ale…
– Mamo, mogę sobie to wydrukować do pokoju? – moja córka podsunęła mi laptop.
Na ekranie była ikona. A przynajmniej coś, co miało ją przypominać. Maryja z Dzieciątkiem, złote tło, ciemne oczy, charakterystyczne wydłużone twarze. Na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało „bardzo cerkiewnie”. Ale im dłużej patrzyłam, tym bardziej czułam dziwny niepokój.
Napisy były przekręcone. Litery udawały starocerkiewny zapis, ale całość pozbawiona sensu.
Dzieciątko miało nienaturalnie wykręconą dłoń. Symbolika dziwaczna – fragmenty różnych tradycji wymieszane razem. Coś jak sen człowieka, który skompilował tysiąc ikon naraz. Dla niewprawnego oka - całkiem udana kompozycja. Dla historyka sztuki koszmar.
– Skąd to masz? – zapytałam.
– Z internetu. Ludzie pisali, że AI robi przepiękne ikony.
Od kilku miesięcy słyszę to coraz częściej. Ludzie wysyłają mi „święte obrazki” wygenerowane przez sztuczną inteligencję i pytają: „Ale właściwie co w tym złego?”. Przecież są ładne. Czasem nawet wzruszające. Czasem bardziej „mistyczne” niż współczesna sztuka religijna produkowana seryjnie w sklepach z dewocjonaliami.
Co w tym złego?
„Maszyna nie potrafi się modlić”
Bardzo mocno wybrzmiało to w wykładzie ojca Paula Truebenbacha, prawosławnego duchownego, który odpowiedział na pytanie: „Czy ikony stworzone przez AI są OK?”.
Jego odpowiedź była krótka: „Absolutnie nie”.
I co ciekawe – nie chodziło mu o estetykę.
Ojciec Paul zaczyna od rzeczy najprostszej: maszyna nie potrafi się modlić. A skoro nie potrafi się modlić, nie może tworzyć ikon.
Żeby zrozumieć jego argument, trzeba najpierw zrozumieć, czym w chrześcijaństwie wschodnim naprawdę jest ikona. Dla wielu współczesnych ludzi to po prostu religijny styl malarski. Charakterystyczne twarze, złote tła, określona kolorystyka.
Tyle że w tradycji prawosławnej ikona nigdy nie była zwykłą ilustracją religijną.
Ikonę się „pisze”, a nie „maluje”, bo jest ona formą modlitwy i świadectwa wiary. Ikonopisarz przygotowuje się do pracy duchowo: modli się, pości, zachowuje skupienie. Ikona ma być owocem życia duchowego człowieka, a nie wyłącznie jego talentu plastycznego.
I tutaj pojawia się zasadniczy problem z AI.
Sztuczna inteligencja nie ma życia duchowego.
Nie ma świadomości. Nie ma sumienia. Nie ma doświadczenia modlitwy. Nie posiada rozumu zdolnego do kontemplacji Boga.
AI jedynie analizuje miliony istniejących obrazów i tworzy nową kompozycję na podstawie statystycznych zależności.
Dlaczego AI tak często „psuje” święte obrazy
To bardzo ważne rozróżnienie. AI nie tworzy w takim sensie, w jakim tworzy człowiek. Ono nie rozumie znaczenia symboli, których używa. Nie wie, kim jest Chrystus. Nie wie, czym jest świętość. Nie wie nawet, czym jest twarz.
Dlatego tak często w obrazach generowanych przez sztuczną inteligencję pojawia się coś niepokojącego. Dłonie wykrzywione w sprzeczny ze sztuką sposób. Litery udające święte napisy. Symbole zestawione przypadkowo. Twarze wyglądające jednocześnie pięknie i martwo.
AI nauczyło się imitować styl ikony. Ale nie oddaje jej sensu.
Wiara nie opiera się na indywidualnym "widzimisię"
Ojciec Paul zwraca uwagę jeszcze na coś głębszego. Według niego problem nie zaczyna się od technologii, ale od naszego podejścia do duchowości. Coraz częściej chcemy „tworzyć własne wersje” religii, modlitwy, symboli. Nie umiemy przyjąć tradycji jako czegoś przekazanego i większego od nas.
„Mam pomysł na nową ikonę” – mówią ludzie.
I wrzucają opis do generatora obrazów.
Dla ojca Paula to bardzo niebezpieczny kierunek, bo w chrześcijaństwie ikona nie jest przestrzenią nieograniczonej kreatywności. Ma wyrażać prawdę wiary przekazywaną przez pokolenia, a nie indywidualne wizje użytkownika Internetu.
– Mamo, mamo, a ta jest w ogóle śliczna. Zobacz. Ze słonecznikiem, uwielbiam słoneczniki – wyrwała mnie z rozmyślań córka, pokazując kolejny obrazek.

Prawie zemdlalam. Ze słonecznikiem. Przy całym bogactwie symboli i znaczeń kwietnych w sztuce maryjnej wsadzić w ikonę słonecznik. Nawet nie wiedziałam jak jej to wytłumaczyć.
To nie chodzi o to, że to ładne. To niewłaściwe. Jak pójście w sukni balowej na Mszę Świętą. To sztuczne. Jak wsadzenie plastikowego kwiatka w środek pięknego, żywego bukietu. To zgrzytające w duszy, jak disco polo podczas pogrzebu. To skręcające wewnętrznie – jak lody truskawkowe z kaszanką.
– No tak, nie jadłabym kaszankowych lodów – zrozumiała w końcu córka.
Granica, której nie powinniśmy przekraczać
Sama staję często przed dylematem – na ile możemy wykorzystywać AI w sztuce sakralnej. Wydaje się, że w bardzo ograniczonym zakresie. Na przykład do poprawiania jakości starych zdjęć ikon, sakralnych dzieł sztuki albo oczyszczania fotografii fresków. Ale nawet tutaj potrzeba ogromnej ostrożności, bo AI potrafi jednocześnie „naprawić” fragment obrazu i zniekształcić inny.
Osobiście uwielbiam w sztuce sakralnej jej wielowarstwowość, symbole czytelne dla wtajemniczonych. A jeśli w obrazie Maryi wygenerowanym przez AI zastąpimy na przykład róże goździkami, kompletnie zmienia się jego znaczenie.
Ktoś może powiedzieć: "oj tam, drobiazgi, ważne że ładne".
Czuję się w tym bezradna.
Czy naprawdę chodzi nam tylko o to, że coś ładne i wzbudza pozytywne emocje?
– Córuś, mam lepszy pomysł – powiedziałam w końcu córeczce. – Pójdziemy na kurs pisania ikon. Napiszesz własną, pewnie na początek prostą, ale będzie Twoja, przemodlona.
– Naprawdę będę miała własny, złoty święty obrazek, namalowany przeze mnie samą? – Zapiszczała z zachwytu. Już nie poprawiałam, że napisany, nie namalowany.
AI rzeczywiście coś nam dało – zainspirowało do działania, ale w inny sposób niż podejrzewalibyśmy.










