Prowokacja służb, sfabrykowane procesy i wyroki śmierci – tak wyglądała rzeczywistość Kościoła w komunistycznych Czechach. Ks. Václav Drbola i ks. Jan Bula byli niewinni, a mimo to zginęli na szubienicy. Ich beatyfikacja to wyzwanie dla każdego z nas: jak wyglądałaby moja wierność Ewangelii, gdyby kosztowała aż tak wysoką cenę.
Lubisz nasze artykuły?
Prowokacja w Babicach
W lipcu 1951 roku w morawskiej wsi Babice zamordowano kilku lokalnych urzędników. Sprawcami byli uzbrojeni mężczyźni – jednak bezpieka (StB) od początku wiedziała, że za akcją stoją jej właśni agenci prowokatorzy. Zbrodnia była zaplanowanym pretekstem do uderzenia w Kościół katolicki, który w oczach komunistycznego reżimu pozostawał najgroźniejszą niezależną instytucją w kraju.
Mechanizm był prosty=: sfabrykować połączenie między mordercami a księżmi, za pomocą tortur wymusić zeznania, a procesy uczynić pokazowymi. Kościół miał zostać skompromitowany raz na zawsze.
Ks. Václav Drbola (1912–1951): proboszcza musieli zaciągnąć na szubienicę
Václav Drbola był proboszczem w Babicach – człowiekiem zakorzenionym w swojej wspólnocie, szczególnie oddanym pracy z młodzieżą. Aresztowano go jeszcze przed zbrodnią, której miał rzekomo być inspiratorem.
Podczas wielotygodniowych przesłuchań był torturowany. Metody były na tyle brutalne, że ostatecznie podpisał zeznania, które były od początku do końca fałszywe. Nie można go za to winić. Można tylko zastanowić się, co sami byśmy podpisali po tygodniach takiego „śledztwa".
Wyrok śmierci wykonano 3 sierpnia 1951 roku w Igławie. Na szubienicę musiano go zaciągnąć – był tak wyczerpany, że nie miał siły stać o własnych nogach. Miał 39 lat.
Ks. Jan Bula (1920–1952): pułapka na dobroć
Jan Bula był młody – gdy go aresztowano, miał 31 lat. Ksiądz z Rokytnicy, zdolny, pełen planów. Wpadł w pułapkę StB bo chciał pomóc.
Agenci bezpieki pojawili się z informacją, że arcybiskup Josef Beran ukrywa się i potrzebuje wsparcia. Ks. Bula, kierowany troską o swojego pasterza, odpowiedział na prośbę. To wystarczyło – aresztowany pod zarzutem działalności antypaństwowej. Sąd był formalnością. Wyrok – z góry przesądzony.
Zginął 20 maja 1952 roku. Przed śmiercią napisał do brata i bratowej:
Największą siłą dla mnie jest to, że wiernie służyłem Bogu do końca. Pan Bóg dał mi krótkie życie. Ale wierzę, że nie poszło ono na marne.
Co ta beatyfikacja oznacza dla nas dzisiaj?
Prawda wraca, choćby po siedemdziesięciu latach. Przez dekady obaj figurowali w oficjalnych aktach jako „wrogowie ludu". Ich rodziny żyły z tym ciężarem. 6 czerwca Kościół powie głośno: to była zbrodnia, a oni byli niewinni. Kłamstwo – nawet zinstytucjonalizowane – w końcu się wyczerpuje. Prawda ma więcej cierpliwości niż jej wrogowie.
Lubisz nasze artykuły?
Umierać bez nienawiści – to jest prawdziwa rewolucja. Obaj wiedzieli, kto ich skazuje i dlaczego. A mimo to w zachowanych świadectwach nie ma mowy o zemście ani przekleństwie. W świecie, który coraz sprawniej kultywuje urazy i coraz trudniej rozumie przebaczenie, to świadectwo jest szczególnie potrzebne.
Ich beatyfikacja to wzorzec nie dla wyjątkowych – dla zwykłych. Drbola prowadził parafię i pracował z młodzieżą. Bula chciał pomóc swojemu arcybiskupowi. Robili to, co robił każdy ksiądz – tyle że w czasie, kiedy to kosztowało życie.
Oficjalna strona poświęcona beatyfikacji: www.buladrbola.cz.













