„Strażnik kluczy” Watykanu
Na Watykanie tym, który nosi klucze, nie zawsze jest święty Piotr, któremu — jak mówi Ewangelia — Jezus powierzył „klucze Królestwa Niebieskiego”. Clavigero — dosłownie „nosiciel kluczy” czyli klucznik — to bowiem oficjalna funkcja, obecnie sprawowana przez Włocha Gianniego Creę. Pracownik Muzeów Watykańskich posiada pęk 3 tysięcy kluczy otwierających drzwi wszystkich pomieszczeń najmniejszego państwa świata, w tym Kaplicy Sykstyńskiej.
Dziś jego zadania ograniczają się głównie do nadzoru nad Muzeami Watykańskimi, ale sama funkcja ma bardzo stare korzenie — wywodzi się z urzędu marszałka konklawe. Od XIII wieku był to człowiek odpowiedzialny za pilnowanie kluczy do sali, w której kardynałowie zbierali się, by wybrać papieża — obecnie Kaplicy Sykstyńskiej. W średniowieczu zdarzało się nawet, że marszałek nakazywał zamurowanie wejść do sali, aby uniemożliwić jakąkolwiek ingerencję z zewnątrz.
Po zakończeniu Soboru Watykańskiego II urząd ten przestał istnieć. Dziś przed rozpoczęciem konklawe Żandarmeria Watykańska odbiera od clavigero klucz do Kaplicy Sykstyńskiej — klucz, który nie ma żadnej kopii. W czasie wyboru papieża, gdy drzwi zostają zamknięte, przechowywany jest pod ścisłą ochroną aż do chwili ukazania się białego dymu.

Dwa oblicza Scriptor Latinus
Do 1878 roku i ogłoszenia przez Leona XIII konstytucji apostolskiej Immutabili Dei consilio znaczna część dokumentów papieskich była sporządzana przez scriptores — sekretarzy wyspecjalizowanych w pisaniu łaciny gotyckim pismem na pergaminie.
Włoski papież rozpoczął modernizację administracji, wprowadzając klasyczne pismo łacińskie oraz druk. Spadkobiercy dawnych mistrzów bolletica — sztuki pisania bulli papieskich — przez wiele lat nadal jednak pracowali w „Sekretariacie listów łacińskich i brewe do książąt”, choć już zajmowali się także tekstem drukowanym. W tym czasie rozpoczęło się wprowadzanie na Watykanie języka włoskiego, jednak — co należy podkreślić, wyłącznie w sprawach administracyjnych. Łacina nadal pozostała jedynym językiem stosowanym do zapisów dokumentów kościelnych. Taki stan rzeczy trwał do końca lat 60 XX wieku. Choć Sobór Watykański II kojarzy się wszystkim z modernizmem — zarówno jego dokumenty były przygotowane po łacinie, a same obrady soborowe odbywały się w języku łacińskim.
Po Soborze scriptores nie zniknęli, mimo że większe znaczenie zaczęły mieć biura języków „żywych” w Sekretariacie Stanu. Biuro Języka Łacińskiego ma nadal kluczowe, choć niedoceniane znaczenie. Wszystkie istotne oficjalne dokumenty są formułowane w języku łacińskim. Jest to istotne, ponieważ łacina, jako język martwy nie ulega zmianom, jakim podlegają języki żywe. Jest zatem językiem precyzyjnym. I właśnie dlatego tekst łaciński ma ostateczną moc prawną w przypadku sporów dotyczących tłumaczeń.
Dokumenty w języku łacińskim można przeczytać w Acta Apostolicae Sedis — oficjalnym dzienniku Stolicy Apostolskiej.
Rzemieślniczy wymiar funkcji, z czasów pergaminów i gotyckich liter, przetrwał także w Bibliotece Apostolskiej Watykańskiej. Tam scriptor latinus to zaszczytny tytuł badacza specjalizującego się w paleografii i kodykologii — nauce o rękopisach i kodeksach. Odpowiada on między innymi za naukowe katalogowanie tysięcy starożytnych dzieł znajdujących się w bibliotece papieży. Niedawno na to stanowisko Leon XIV mianował włoską badaczkę Andreinę Ritę. Istnieją również stanowiska scriptor graecus i scriptor orientalis, odpowiedzialne za manuskrypty powstałe poza łacińskim kręgiem kulturowym.
Sediariusze i sedia gestatoria

W swojej bardzo antyklerykalnej powieści Rzym, opublikowanej w 1896 roku, Émile Zola opisuje przepych papieskiej procesji w bazylice św. Piotra:
„Na sedia gestatoria, osłonięty flabellami — wysokimi wachlarzami triumfalnymi z piór — uniesiony ponad tłumem przez tragarzy w czerwonych tunikach haftowanych jedwabiem, ukazał się Papież, ubrany w szaty liturgiczne, które przywdział w kaplicy Najświętszego Sakramentu”.
Pisarz szczególnie podkreśla obecność ruchomego tronu — symbolicznego odpowiednika tronu św. Piotra — którego papieże używali prawdopodobnie już od upadku Cesarstwa Rzymskiego podczas publicznych wystąpień. Owi tragarze w czerwonych tunikach to właśnie sediari — sediariusze — honorowy korpus należący do Domu Papieskiego, którego początki sięgają XVI wieku.

Byli to ludzie zaufani, dobierani z niezwykłą starannością. Przetrwali nawet likwidację dworu papieskiego przez Pawła VI, lecz niedługo później odebrano im ich najważniejsze zadanie. Po ostatnim przejeździe Jana Pawła I po placu św. Piotra — zaledwie dzień przed jego śmiercią — Jan Paweł II zrezygnował z używania sedia gestatoria na rzecz papamobile, a wszystkie lektyki trafiły do Muzeów Watykańskich.
Od tej pory sediariusze stali się służącymi Apartamentu Papieskiego, odpowiedzialnymi za przyjmowanie gości papieża i obsługę audiencji generalnych.
„Nawet jeśli papiescy tragarze — zarówno stali, jak i zastępczy — nie noszą już krzesła na ramionach, nie znaczy to, że nie pozostała pewna ‘mistyka krzesła’. Tragarze papiescy mają codzienny kontakt z Ojcem Świętym. Tworzy to swoistą cognatio spiritualis, rodzaj duchowego pokrewieństwa” — mówił w 2012 roku dla Radia Watykańskiego regent Domu Papieskiego, arcybiskup Paolo De Nicolo.
Sediariusze zachowali jednak jeszcze jedną okazję do niesienia papieża na ramionach: dzień jego pogrzebu. Co istotne, kwestia rezygnacji z sedia gestatoria jest po prostu kwestią osobistej decyzji kolejnych papieży, co oznacza, że w przyszłości ta zaszczytna funkcja może zostać przywrócona.

Dżentelmeni Jego Świątobliwości
W tym samym Domu Papieskim, do którego należą sediariusze, znajdują się również dżentelmeni Jego Świątobliwości — spadkobiercy dawnej arystokracji papieskiej otaczającej papieży aż do reform Pawła VI z 1968 roku, który usunął z niej charakter stricte arystokratyczny.
Rekrutowani spośród świeckich elit noszą czarne fraki oraz złoty łańcuch z krzyżem św. Piotra. Współpracują z sediariuszami i urzędnikami przedpokojów papieskich (addetti di anticamera), odpowiedzialnymi za przyjmowanie gości oraz utrzymanie porządku podczas audiencji i uroczystości.
Podobnie jak sediariusze, dżentelmeni mianowani są dożywotnio. Przyjmując ich w lutym tego roku, papież Leon XIV chwalił „powściągliwe piękno” papieskiego ceremoniału, którego są współtwórcami. Podkreślał także „staranność gestów powitania i pozdrowienia — szlachetnych, lecz nie afektowanych, eleganckich, lecz nie przesadnie wyrafinowanych — aby każdy mógł doświadczyć życzliwości”.

Ludzie świętego Piotra
Na ulicach centrum Rzymu ciemne kostki z wulkanicznego kamienia nazywane są sanpietrini. Nazwa pochodzi od placu św. Piotra — pierwszego miejsca, gdzie ułożono je w XVI wieku po tym, jak powóz papieża Klemensa VII omal się tam nie przewrócił. Ale słowo to oznacza także prestiżową funkcję w Watykanie.
Sanpietrini to bowiem również mistrzowie rzemiosła pracujący w Fabryce św. Piotra. Są wśród nich mozaicyści, kamieniarze, marmurnicy, stolarze, cieśle, kowale, brązownicy i murarze odpowiedzialni za utrzymanie bazyliki św. Piotra.
Najczęściej wspomina się dziś o dawnym niebezpieczeństwie ich pracy — zwłaszcza wtedy, gdy zawieszeni na linach przy kopule zapalali tysiące pochodni podczas największych uroczystości liturgicznych.
Uważani za światowy autorytet w dziedzinie konserwacji zabytków, sanpietrini są elitarnymi rzemieślnikami, którzy strzegą swego fachu i przekazują go z pokolenia na pokolenie.










