Książka Małgorzaty Forysiak „Powrót do Serca” rzuca nowe światło na tajemnicę zranionego Serca Boga, łącząc orędzia dawnych i współczesnych mistyków. Autorka analizuje duchowe znaczenie przebicia boku Chrystusa, wskazując na brak zaufania człowieka jako praźródło Bożej rany.
Lubisz nasze artykuły?
Pisarstwo i „partyzancka” wspólnota
Kim jest Małgorzata Forysiak na co dzień?
Małgorzata Forysiak: Jestem żoną i matką. Z wykształcenia jestem muzykologiem i tym zajmuję się w codziennej pracy – prowadzę zajęcia muzyczno-rytmiczne dla dzieci w różnych placówkach oraz uczę gry na instrumentach klawiszowych. To moja codzienna rzeczywistość zawodowa.
Poza tym formuję się we wspólnotach. Przede wszystkim należę do Odnowy w Duchu Świętym, a od dziesięciu lat współtworzę także małą wspólnotę małżeństw. Śmiejemy się czasem, że to grupa wręcz „partyzancka”, bo zawiązaliśmy ją oddolnie, jako ludzie świeccy, by się wzajemnie wspierać. Czasami towarzyszy nam kapłan, do którego oczywiście zwracamy się w momentach wątpliwości, ale trzonem jest tu świadectwo życia świeckich. Po tej dekadzie widzimy, jak ogromne owoce przynoszą te spotkania.
Skąd w takim razie w życiu muzykologa i animatorki zrodził się pomysł na pisanie książek religijnych? To chyba spora zmiana kierunku?
Zawsze myślałam, że będę robić coś związanego z piórem. Kończąc muzykologię, planowałam zająć się dziennikarstwem muzycznym. Pisałam teksty o kulturze i sztuce do różnych miesięczników, a przez prawie sześć lat na stałe współpracowałam z katolickim miesięcznikiem „Moja Rodzina”. Nie była to jednak praca etatowa.
Ostatecznie moje życie zawodowe poszło w stronę pracy z dziećmi, ale Pan Bóg miał swój plan na to moje „pióro”. Pokierował wszystkim tak, że posłużył się mną jako narzędziem do napisania książek religijnych. Nigdy tego nie planowałam! To była dla mnie samej ogromna niespodzianka. Najpierw powstała pierwsza książka, a potem kolejne. Moja najnowsza publikacja, „Powrót do Serca”, to tak naprawdę domknięcie pewnej trylogii. Tematy, które tam poruszam, drążę od samego początku. Początkowo odkrywałam te tajemnice sama dla siebie, ale potem po prostu poczułam potrzebę, by się nimi podzielić. Z perspektywy czasu widzę, że Pan Bóg zaplanował to już bardzo dawno temu.
Od Maryi do Eucharystii
Wspomniała Pani o trylogii. Jakie były tematy Pani poprzednich książek i co doprowadziło Panią do tego konkretnego miejsca?
Pierwsza książka nosi tytuł „Niosąca Ducha” i jest poświęcona Matce Bożej, przez którą i w której działa Duch Święty. Jej powstanie poprzedziło niezwykłe wydarzenie, które sama nazywam „listem z nieba”. Chciałam bardzo zaprosić moich przyjaciół do Odnowy w Duchu Świętym. Oni w tamtym czasie mocno angażowali się w przygotowania do 100. rocznicy objawień fatimskich. Pomyślałam, że warto połączyć ten ich maryjny entuzjazm z naszą wspólnotą, która akurat przeżywała kryzys personalny. Pojawiły się jednak wątpliwości: czy pobożność maryjną i charyzmatyczną Odnowę w ogóle da się ze sobą połączyć?
Odpowiedź przyszła w moje urodziny, które przypadały dokładnie w 50. rocznicę powstania katolickiej Odnowy w Duchu Świętym. Dostałam wtedy od cioci życzenia i obrazek przedstawiający Pneumatoforę – Matkę Bożą niosącą Ducha Świętego. Gdy na niego spojrzałam, nagle zrozumiałam, że Odnowa nie może istnieć bez Maryi. Zaczęłam zgłębiać ten temat i tak powstała pierwsza książka.
A co było dalej? Jak od tematu maryjnego przeszła Pani do Serca Jezusowego?
Matka Boża miała swoje dalsze plany i zaprowadziła mnie do sanktuarium Najświętszej Krwi Pana Jezusa w Poznaniu. To niemal zapomniane miejsce cudu eucharystycznego z 1299 roku. Tam, podczas Mszy świętej, przeżyłam olśnienie. Przyszły do mnie słowa: „Eucharystia to Serce Jezusa”. Słyszałam je pewnie wcześniej, ale wtedy uderzyły we mnie z ogromną siłą. Niedługo potem pojechałam do Medjugorje i tam, w orędziu do Mirjany, Matka Boża powtórzyła dokładnie to samo zdanie!
Odczytałam to jako osobiste wezwanie. Zaczęłam zbierać materiały i pisać książkę „Tajemnica Jana”, która traktuje właśnie o Sercu ukrytym w Eucharystii. Chronologicznie „Tajemnica Jana” miała być pierwsza, ale poczułam, że muszę najpierw oddać głos Maryi, która mnie do tego Serca doprowadziła. Stąd taki, a nie inny porządek wydawniczy. Kończąc drugą książkę, widziałam już jednak, że odkrywam nowe źródła i fakty. Wiedziałam, że musi powstać trzecia część, która to wszystko domknie. I tą kropką nad „i” jest właśnie „Powrót do Serca”.
Trzy poziomy powrotu
Tytułowy „Powrót do Serca” brzmi bardzo wieloznacznie. O jaki powrót tutaj chodzi?
W książce piszę o powrotach na kilku poziomach. Pierwszy to, oczywiście, ten ostateczny – powrót do nieba, czyli do Serca Boga. Już święty Tomasz z Akwinu pisał, że wyszliśmy od Boga i do Niego wracamy, że całe nasze życie jest drogą powrotną do domu. Drugi poziom dotyczy naszej codzienności: zarówno tych małych powrotów, po każdym upadku w grzech, jak i tych powrotów spektakularnych, po wielu latach bycia daleko od Boga.
Jest jednak i trzeci poziom, który możemy dziś zaobserwować w otaczającym nas świecie. Dzieją się rzeczy, które nas do tego powrotu potężnie motywują. Weźmy na przykład to, co dzieje się obecnie we Francji. Obserwujemy tam masowe chrzty, powroty do Kościoła – zjawisko z ludzkiego punktu widzenia wręcz niewytłumaczalne. To ewidentne działanie Ducha Świętego. W tamtejszych kinach ogromną popularnością cieszył się ostatnio film „Najświętsze Serce”. Choć planowano go początkowo dla mniejszych sal kinowych, zainteresowanie przerosło wszelkie oczekiwania. Ten film przypomina Francuzom o ich korzeniach i o tym, że to właśnie do nich Jezus mówił o swoim Sercu w wielkich objawieniach św. Małgorzaty Marii Alacoque. Podobne poruszenie widzimy dziś w Polsce, gdzie coraz prężniej działa ruch zawierzenia się Sercu Jezusa przez ręce Maryi. Bóg mówi nam też mocnym głosem o swoim Sercu poprzez fenomeny licznych w naszych czasach cudów eucharystycznych, które można dziś naukowo zbadać.To wszystko pokazuje, że Bóg związał ze swoim Sercem pewien tajemniczy plan dla ludzkości, a powrót do niego jest jedynym sensem i celem naszego istnienia.
Lubisz nasze artykuły?
Rana w raju
Przejdźmy do podtytułu książki, który mówi o zranionym Sercu Boga w przesłaniach mistyków. Jak ten temat rozwija się w Pani publikacji?
Zaczęłam szukać u współczesnych teologów i egzegetów odpowiedzi na pytanie, jak interpretować motyw zranionego Serca. Do tej pory kojarzył mi się on wyłącznie z przebitym bokiem Jezusa na krzyżu. Tymczasem natrafiłam na przesłania żyjącej w czasach siostry Faustyny polskiej mistyczki, służebnicy bożej siostry Leonii Nastał. Usłyszała ona od Boga niezwykłe słowa: grzech pierworodny popełniony przez Adama i Ewę w raju był dla Boga ciosem zadanym prosto w Serce. Ta rana krwawiła przez wieki, a w mistyczny, niesamowity sposób zabliźniła ją dopiero... rana, którą ukrzyżowanemu Jezusowi zadała włócznia rzymskiego żołnierza.
To temat intrygujący, ale zarazem dość skomplikowany. W książce starałam się rozwikłać związane z nim zagadki. Lektura tekstów mistycznych chwilami przypominała pasjonujące dochodzenie. Zaczęłam szukać głębiej w historii Kościoła, u Ojców Kościoła i u mistyczek z Helfty – św. Gertrudy i św. Mechtyldy. Okazało się, że temat przebicia Serca na Golgocie jest w literaturze traktowany nieco po macoszemu. Może dlatego, że Jezus został przebity już po śmierci, więc fizycznie nie czuł już wtedy bólu. Tradycyjna Droga Krzyżowa w żadnej z 14 stacji tego faktu nie uwzględnia. A tymczasem, jak mówią mistycy, to przebicie boku było momentem kulminacyjnym wydarzeń na Golgocie.
Co w takim razie łączy ranę z raju z raną z Golgoty? Co było tym mistycznym ciosem w Serce Boga?
Gdy zaczęłam wchodzić w to głębiej, zrozumiałam, że tym najstraszniejszym ciosem był brak zaufania. Zwykle mówimy o grzechu pierworodnym w kontekście pychy czy nieposłuszeństwa. To prawda, ale u podłoża leżał brak zaufania. Człowiek wolał zaufać szatanowi, od którego nie dostał nic i nie miał podstaw, by mu wierzyć, niż Bogu, od którego otrzymał wszystko.
To niesamowite, bo rzuca zupełnie nowe światło na późniejsze objawienia św. Faustyny. Dlaczego sztandarowym hasłem orędzia o Bożym Miłosierdziu są słowa: „Jezu, ufam Tobie”? Bo mamy na nowo Bogu zaufać! Musimy uleczyć tę pierwotną ranę zdrady i braku zaufania. Ten temat przewijał się już w „Tajemnicy Jana”, ale w „Powrocie do Serca” jest on absolutnym centrum. To było jedno z moich największych osobistych odkryć podczas pisania tej książki.
Język mistyków
Objawienia prywatne bywają trudne w odbiorze. Mistycy żyli w różnych epokach, używali specyficznego języka, pojęć kulturowych, które dziś mogą wydawać się niezrozumiałe, a czasem wręcz niepoprawne w świetle współczesnej teologii. Jak udało się Pani przebrnąć przez te bariery językowe?
To prawda, że mistycy zawsze mówią językiem swojej epoki. Pan Bóg jest jednak genialnym Pedagogiem – uwzględnia kontekst historyczny, obyczajowy i mentalność ludzi, do których się zwraca, aby ułatwić im zrozumienie przekazu. Z drugiej strony, ten Boży głos jest zawsze filtrowany przez osobowość, wrażliwość i temperament danego mistyka. Kiedy czytamy pamiętnik św. Małgorzaty Marii Alacoque, „Dzienniczek” św. Faustyny czy zapiski Alicji Lenczewskiej, widzimy olbrzymie różnice w stylu.
A jednak, pomimo tych barier, bez trudu wyczuwa się, że Autor tych słów jest dokładnie ten sam! To podobieństwo tkwi w sposobie budowania relacji. Jezus zawsze stawia na niesamowitą bliskość, na relację miłości. On żyje każdym drobiazgiem z życia swoich „Oblubienic” – jak sam je nazywa. Nie ma dla Niego rzeczy nieistotnych. Jest ich czułym kierownikiem duchowym, który nigdy się nie narzuca i do niczego nie zmusza. Za słowami z różnych epok kryje się ta sama, kochająca Osoba.
Wspomniała Pani o Alicji Lenczewskiej. Jej zapiski duchowe przeżywają obecnie w Polsce prawdziwy renesans popularności. Dlaczego akurat ona tak mocno do nas dzisiaj przemawia?
Myślę, że rekordy popularności„Świadectwa” Alicji Lenczewskiej wynikają zarówno z faktu, że Jezus mówi tu językiem nam współczesnym, jak i z tego, że te dialogi są tak mocno osadzone w naszych realiach.
Jezus rozmawia z Alicją o wszystkich jej problemach, które tak naprawdę są problemami nas wszystkich żyjących w dwudziestym pierwszym wieku.
Dzięki temu każdy z nas, czytając te zapiski, może postawić siebie w miejscu Alicji. Możemy utożsamić się z nią i wejść w osobisty, bezpośredni dialog z Panem Jezusem. Zresztą sam Chrystus powiedział Alicji, że słowa kierowane do niej są tak naprawdę przeznaczone dla wszystkich ludzi. Każdy z nas jest ich adresatem.
Lubisz nasze artykuły?
Wiem, że język mistyków bywa barierą. Znam osoby, które odkładały „Dzienniczek” siostry Faustyny, mówiąc, że to dla nich zbyt trudne. Ja osobiście takiego problemu nie miałam, ale rozumiem te obawy. Myślę, że ostatecznym filtrem i przewodnikiem w tej lekturze jest Duch Święty. To On pomaga nam te teksty ze sobą zestawić, porównać i przyjąć sercem to, co Bóg chce nam przez nie dzisiaj powiedzieć.
Książkę Małgorzaty Forysiak, „Powrót do serca” możesz nabyć TUTAJ.













