Wiele słoweńskich rodzin dźwiga krzyż choroby. Szczególnie ciężkie są te związane z chorymi dziećmi. Takie życie spotkało również Sabinę Remović Resnik i jej męża, gdyż ich pierworodny syn Leonid miał problemy zdrowotne praktycznie od momentu przyjścia na świat – trzy tygodnie przed terminem. Czekał go inkubator i prognozy lekarzy dotyczące serii zabiegów. Oto opowieść Sabiny o zaufaniu do Maryi i jej pomocy.
Trzy lata, cztery operacje
„Nasz syn Leonid urodził się z wadą wrodzoną, która wymagała serii operacji. Przed nami były lata niepewności, odwołanych operacji z powodu chorób i długich miesięcy oczekiwania”. W ciągu trzech lat Leonid przeszedł aż cztery operacje.
„W sierpniu 2024 roku, w święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, po raz pierwszy z całego serca zwróciłam się do Matki Bożej. Kiedy mój mąż znalazł w szpitalu w Linzu w Austrii ostatnią kartkę z wizerunkiem Matki Bożej Pomocnej z Brezij, wiedziałam – nie jesteśmy sami”.
Znak przed kaplicą
Jak to się stało? „Kiedy dotarliśmy do szpitala, mój mąż sam poszedł pomodlić się do tamtejszej kaplicy. Ja zostałam z synem w sali, ponieważ badali go lekarze i pielęgniarki. Tego lata planowaliśmy z mężem wyjazd do Brezje, ale nam się to nie udało. Przed wejściem do kaplicy stoi szafka, w której dostępne są obrazki i woda święcona. Tam mąż znalazł obrazek Matki Bożej Pomocnej z Brezje. Przyniósł mi go do pokoju, bo wiedział, że mnie to ucieszy. Powiedział mi, że to była ostatnia kartka i że wszystkie inne się skończyły. Postanowiliśmy więc, że następnym razem, gdy wrócimy do szpitala, przyniesiemy je ze sobą. I tak zrobiliśmy: z zamiarem, by pomogły jeszcze komuś i napełniły serce wiarą i nadzieją.

Serce mi pękało
Najtrudniejsza próba dotknęła naszą rodzinę zeszłego lata: „Zaledwie dziesięć dni przed czwartą, kluczową operacją, cała rodzina zachorowała na grypę. Kiedy w nocy słuchałam ciężkiego, świszczącego oddechu syna, serce mi pękało. Całe lato spędzone w izolacji wydawało się daremne. Dziecko musi być całkowicie zdrowe. A operacja zbliżała się wielkimi krokami. Wtedy, w rozpaczy i łzach, w duchu ponownie uklękłam przed Maryją: „Matko, pomóż mu wyzdrowieć, aby operacja się powiodła. W podziękowaniu zlecę namalowanie obrazu, który wszystkim będzie świadczył o Twoim pięknie i dobroci”.”
Gdyby zrezygnowali z operacji, musieliby czekać na nowy termin przez rok, co oznaczałoby, że Sabina musiałaby już wrócić do pracy. Nie mogłaby jednak wziąć kilku miesięcy wolnego, aby być przy synu w okresie rekonwalescencji. Poza tym syn dorastał, zaczynały się dokuczania rówieśników i tym podobne sprawy. Znalazła się w trudnej sytuacji.
Przypomniała sobie obietnicę prababci
W chwilach bezsilności i łez Sabina przypomniała sobie opowieść mamy o swojej babci (czyli prababci Sabiny). Ta obiecała, że postawi kapliczkę, jeśli mąż wróci z frontu żywy. Tak się stało, w przeciwieństwie do większości jego towarzyszy, którzy nie mieli tego szczęścia. Prababcia dotrzymała obietnicy. „Powiedziałam sobie, że jeśli coś się wydarzy, ja też zrobię coś podobnego. Tydzień przed operacją przypomniałam sobie te słowa”.
Kilka dni później nastąpiła chwila, która na zawsze pozostanie w pamięci Sabiny. Była na zewnątrz razem z synem. Przenosili krowy z jednego pastwiska na drugie na ich gospodarstwie. „Nagle znikąd przyleciały białe i żółte motyle. Bez strachu usiadły na nim – na jego rękach, szyi i głowie. Kiedy dotknęły też mnie, cały strach zniknął, i to w jednej chwili! Ogarnął mnie spokój, którego nie potrafię opisać słowami. Nic mnie już nie martwiło, poczułam wielką ulgę. Wiedziałam: moje modlitwy zostały wysłuchane”.

„Nawet gdy drzwi są zamknięte, a ból jest nie do zniesienia, Maryja trzyma nas za rękę”
Następnego dnia syn przestał kaszleć. Lekarze w Linzu potwierdzili, że płuca są czyste. Operacja zakończyła się sukcesem. „Pokój Boży, który przewyższa wszelki rozum, będzie strzegł waszych serc i myśli” – to słowa z Listu św. Pawła do Filipian, które przychodzą Sabinie na myśl, gdy wspomina to wydarzenie.
Mistrz malarski, którego znalazła w Słowenii, przedstawił Maryję z rozpostartymi ramionami, co symbolizuje jej pomoc dla ludzi: „Dzisiaj wizerunek Maryi na naszym domu zdobi drogę przechodniom. Stoi zaledwie kilka metrów od miejsca, gdzie odwiedzili nas niebiańscy posłańcy – motyle. Niech ten obraz będzie przypomnieniem dla wszystkich, którzy przechodzą obok: nie traćcie nadziei. Nawet gdy drzwi są zamknięte, a ból jest zbyt wielki, Maryja trzyma nas za rękę. Dziękuję Ci, Maryjo, za zdrowie mojego syna i za spokój w moim sercu” – mówi Sabina, wdzięczna za wysłuchanie jej żarliwej prośby.
Lubisz nasze artykuły?
Artykuł jest tłumaczeniem ze słoweńskiego wydania Aletei.











