Najpierw armatnie salwy, królewski ceremoniał i politycy wszystkich stron. Potem spotkanie z migrantami i osobami bezdomnymi w ośrodku Caritas. Leon XIV rozpoczął wizytę w Hiszpanii od mocnego znaku.
Papież Leon XIV rozpoczął wizytę w Madrycie od spotkania z królem Filipem VI i królową Letizią. Tego samego dnia odwiedził ośrodek Caritas dla osób bezdomnych.

Królewskie powitanie w Madrycie
Papież Leon XIV wylądował w Madrycie w sobotę 6 czerwca przed południem. Już pierwsze godziny jego wizyty pokazały Hiszpanię pełną kontrastów. Najpierw czekało go powitanie w iście królewskim stylu — dosłownie, bo przyjęli go król Filip VI i królowa Letizia. Później papież udał się do ośrodka pomocy osobom bezdomnym. Od pałacowego ceremoniału po spotkanie z ludźmi na życiowym zakręcie — taki był pierwszy dzień Leona XIV w Madrycie.
Do Pałacu Królewskiego papież przybył wśród salw armatnich, dźwięku dzwonów pobliskiej katedry Almudena i wojskowej muzyki. Eskortowali go konni gwardziści. Policyjne zabezpieczenia na sąsiednich ulicach robiły równie wielkie wrażenie jak sam ceremoniał przygotowany na powitanie głowy Kościoła katolickiego.
„Nigdy nie widziałem tak ogromnego pałacu” — przyznał jeden z doświadczonych watykanistów, choć przecież niejedną papieską podróż już relacjonował i niejedno państwo widział, gdy wyciągało całą swoją reprezentacyjną zastawę na przyjęcie papieża.
Inny dziennikarz zauważył, że nawet Gwardia Szwajcarska i watykańskie korytarze wypadają skromnie przy postawie pałacowych gwardzistów w galowych mundurach i przy rozmachu madryckiej rezydencji. „Kiedy przechodzi się przez te wszystkie schody i niekończące się korytarze, człowiek rozumie, dlaczego królowa Letizia jest tak szczupła” — żartowali zdyszani dziennikarze, z ironią balansującą na granicy obrazy majestatu.

Monarchia jako znak stabilności
W Hiszpanii, kraju naznaczonym traumą wojny domowej i separatystycznej przemocy, monarchia jest dla wielu przede wszystkim symbolem stabilności i bezpieczeństwa. Antymonarchiczne nastroje obecne po lewej stronie sceny politycznej nie przeszkodziły premierowi Pedro Sánchezowi, szefowi socjalistycznego rządu, w pełnym szacunku udziale w ceremonii powitania papieża w Pałacu Królewskim.
W Sali Kolumnowej, gdzie papież wygłosił przemówienie do przedstawicieli władz, obecni byli reprezentanci wszystkich najważniejszych sił politycznych. W obecnym klimacie silnej polaryzacji uderzający był widok dawnych prawicowych premierów José Maríi Aznara i Mariano Rajoya, byłego szefa rządu Felipe Gonzáleza — socjalisty, który rządził Hiszpanią w latach 1982–1996 i wprowadził ją do Unii Europejskiej — a także Santiago Abascala, lidera prawicowej partii Vox. Jego pojawienie się wywołało wśród obecnych pewne poruszenie.

Papież ostrzega przed zamknięciem w tożsamościach
W swoim przemówieniu Leon XIV zachęcał, by „uciekać od podejść tożsamościowych”. Był to apel o Hiszpanię otwartą na świat i jego złożoność. Papież mówił o Kościele, który ma przemieniać społeczeństwo, a nie karmić się nostalgią za jednolitym światem z przeszłości. Taka nostalgia łatwo prowadzi do autorytaryzmu i wykluczenia.

Król dziękuje Kościołowi za pracę społeczną
Król Filip VI w swoim przemówieniu zwrócił uwagę na „ogromną pracę społeczną Kościoła katolickiego”. Wymienił zaangażowanie zakonników, zakonnic, księży, diakonów, młodych ludzi działających w parafiach oraz wolontariuszy pomagających w domach opieki i ośrodkach wsparcia.
W ten sposób, zwracając się do Leona XIV, król wyraził wdzięczność narodu hiszpańskiego wobec „wszystkich tych mężczyzn i kobiet”. Mówił też o swoim „szczególnym podziwie” dla hiszpańskich misjonarzy pracujących w najodleglejszych zakątkach świata.

Z pałacu do ośrodka dla bezdomnych
Pod koniec popołudnia papież odwiedził Cedia 24 horas, ośrodek Caritas pomagający między innymi osobom bezdomnym. Tam zderzył się z inną twarzą Hiszpanii — z trudną, konkretną rzeczywistością ludzi, którzy stracili dom, bezpieczeństwo albo możliwość spokojnego życia we własnym kraju.
Mieszkańcy ubogiej dzielnicy przyjęli go z wielką radością. Leon XIV wysłuchał świadectw osób, które otrzymały pomoc od Caritas. Była wśród nich kubańska prawniczka, która uciekła z ojczyzny w ubiegłym roku, będąc w ciąży z bliźniętami. Był też migrant z Senegalu, który przybył do Hiszpanii w 2020 roku, w samym środku pandemii.
W krótkim wystąpieniu papież powiedział, że czuje się w tym miejscu „jak w wielkiej i wspaniałej rodzinie, w której — jak w każdej rodzinie — zdarzają się cuda miłości”. Nie krył też radości ze spotkania z Peruwiańczykami, czyli swoimi rodakami.
„Dziś wchodzi Ksiądz Papież do Madrytu przez szczególne drzwi: z pozoru małe, ale ogromne przez miłosierdzie” — powiedział kard. José Cobo Cano, arcybiskup Madrytu, witając Leona XIV.

Dwie twarze Madrytu, jeden papieski gest
Ktoś mógłby powiedzieć: dwa miejsca, dwa światy. Z jednej strony Pałac Królewski, wojskowy ceremoniał, król, królowa i politycy. Z drugiej — ośrodek Caritas, migranci, osoby bezdomne i ludzie, którzy próbują stanąć na nogi.
Ale pierwszy dzień papieża Leona XIV w Madrycie nie polegał na przeciwstawieniu tych światów. Raczej na pokazaniu, że Kościół ma być obecny w obu: tam, gdzie rozstrzyga się stabilność instytucji, i tam, gdzie waży się los najsłabszych.
Leon XIV od początku swojej wizyty w Hiszpanii wystąpił więc jako pontifex — ten, który buduje mosty. Między pałacem a ulicą. Między polityką a miłosierdziem. Między odpowiedzialnością państwa a troską o najmniejszych.











