Przejdz do tresci glownej

Rodzeni bracia przyjmują chrzest: lęki, sakramenty i błogosławieństwo

11 min czytania
Jan in Urban Korenjak

Autor: Kristina Knez | Aleteia

Bracia Jan i Urban wkroczyli na drogę wiary w czasie studiów. Opowiadają o tym, jak odnaleźli swoje źródło wody żywej.

TODO MESSAGE :

Braterska miłość to niezwykle ciekawa rzecz i rzadko spotyka się rodzeństwo, które jest ze sobą naprawdę blisko i żyje w szczerej przyjaźni. Jan i Urban Korenjak są żywym przykładem takiej relacji – idąc ramię w ramię, poznają również Boga. W tym roku, podczas Wigilii Paschalnej, przyjęli sakramenty wtajemniczenia chrześcijańskiego: chrzest święty, bierzmowanie i Eucharystię. Jan to 23-letni student psychologii, a Urban to 21-letni student mechaniki i budowy maszyn. Interesują się sportem i lubią spędzać czas ze znajomymi. Rozmawiają z nimi o wszystkim – także o głębokich, życiowych pytaniach. Większość ludzi wysysa wiarę z mlekiem matki, a mało kto poznaje ją dopiero w dorosłości. Właśnie dlatego dla nich jest ona inna: żywa, mocna i może stać się inspiracją również dla nas.

Opium dla ludu

Aleteia: Jak opisalibyście swoją drogę do wiary? Czy pojawił się jakiś kluczowy moment, który sprawił, że zdecydowaliście się na wstąpienie do katechumenatu?

Urban: W moim bracie zawsze widziałem mentora. Chciałem iść w jego ślady i być do niego podobnym. W szkole średniej zacząłem sięgać po książki Jordana Petersona i pod wpływem jego idei stawałem się coraz bardziej otwarty na wiarę. W czwartej klasie, w ramach pracy semestralnej z filozofii, pisałem o dowodach na istnienie Boga, a później – z polecenia brata – zacząłem chodzić na akademickie Msze Święte, które odbywały się na uczelni w środy. Byłem na to wszystko wystawiony i coraz częściej zadawałem sobie pytania o wiarę. Skorzystałem z zaproszenia brata i zapisałem się na katechumenat. Potem to już po prostu samo rosło.

Jan: Dla mnie punktem wyjścia również był Jordan Peterson. Wcześniej byłem raczej zamknięty na religię: jako nastolatek uważałem, że to opium dla ludu, dla głupich ludzi i dla starszych babć, które nie mają co robić w życiu, więc chodzą do kościoła, żeby spotkać się z innymi babciami. Peterson zaciekawił mnie, ponieważ podchodził do tematów religijnych z perspektywy psychologicznej. Uznałem więc, że to nie są „jakieś tam bajki” i że musi to mieć głębszy sens.

Wkrótce zacząłem otaczać się ludźmi, którzy mieli na mnie pozytywny wpływ i motywowali mnie w tym kierunku. Bardzo ważne były też Msze akademickie, gdzie zobaczyłem, że do kościoła chodzą nie tylko starsze panie, ale również młodzież.

Miałem też taki okres, kiedy wiara wydawała mi się czymś pięknym, ale uważałem, że nie potrzebuję do tego Kościoła. Potem jednak pojawiły się życiowe zakręty, przez które zrozumiałem, że nie dam rady udźwignąć wszystkiego sam i że potrzebuję oparcia we wspólnocie.

Urban: Jesienią 2024 roku wstąpiliśmy do katechumenatu. Ja dość mocno biłem się z myślami o pogłębieniu osobistej wiary i ciągle odkładałem to na czas po kolokwiach i egzaminach, przez co nigdy nie dochodziło to do skutku. Wtedy brat mnie zaprosił – a właściwie powiedział, że tym razem muszę iść z nim – i tak się zaczęło.

Naukowe podejście do wiary

Podeszliście do wiary dość „naukowo” – przez czytanie książek, studiowanie… Jak zareagowali rodzice na wasze zainteresowanie wiarą?

Urban: Nasz tata przyjął sakramenty, ale w domu nie praktykowaliśmy. Z powodu babci – jego mamy – jako dzieci chodziliśmy czasem do kościoła, a przed obiadami u niej odmawialiśmy modlitwę.

Zawsze interesowałem się matematyką, lubiłem racjonalne spojrzenie na świat. To poniekąd blokowało moje dalsze rozumienie wiary. Musiałem najpierw stworzyć sobie ramy, w których to, co uważałem za matematycznie poprawne, nadal zachowywałoby sens. Kiedy poukładałem sobie w głowie relację między wiarą a nauką i zrozumiałem, że one nawzajem się wspierają, stało się to łatwiejsze.

Jan: Kiedy zdecydowaliśmy się na katechumenat, rodzice nie protestowali, choć z pewnością toczyli wewnętrzne bitwy. Włożyli wiele wysiłku w to, aby to zaakceptować. To chyba nie jest łatwe doświadczenie, gdy obaj synowie decydują się na coś takiego, niemniej jednak uważałem swoje otoczenie za bardzo wspierające.

Czy wasze grono znajomych bardzo się zmieniło, odkąd zostaliście katolikami? Czy przyjaciele się wymienili, czy zostali ci sami?

Urban: Osobiście obracam się w towarzystwie, które pochodzi głównie ze środowisk niewierzących. Brat Jan był pierwszym, dla którego wiara znaczyła tak wiele. Przez niego poznałem też jego znajomych, którzy byli bardziej związani z Kościołem.

W czasie poznawania wiary spotkałem też mnóstwo nowych ludzi, którzy motywują mnie do zgłębiania duchowości. Nie skreśliłem jednak żadnego ze starych przyjaciół dlatego, że jest niewierzący. Staram się żyć tak, by przekazywać orędzie Ewangelii swoim stylem życia.

Jan: Miałem wielkie szczęście, że na mojej drodze stanęli ludzie wierzący. To dzięki nim się zmieniałem. Bardzo sobie cenię to, że ze znajomymi i kolegami możemy rozmawiać o fundamentalnych kwestiach życiowych.

Bracia z krwi, bracia z chrztu

Jak jako bracia wpływaliście na siebie nawzajem na tej drodze? Jak pod wpływem wiary zmieniała się wasza relacja?

Urban: Z jednej strony starszy brat był dla mnie wzorem, a z drugiej – kimś, kogo nie chciałem ślepo naśladować i czasem sprzeciwiałem mu się dla samej zasady. Zawsze mnie zachęcał: „Przeczytaj tę książkę, pomyśl o tym…”, często rozmawialiśmy i dzięki niemu umacniałem się w tym wszystkim.

Kiedy myślałem o wstąpieniu do katechumenatu, nagle poczułem między nami ogromny dystans, jakby jego wiara była o wiele większa od mojej. Poczułem barierę i przed samym przyjęciem sakramentów przechodziłem bardzo trudny okres. Jednak im bardziej zawierzałem wszystko Bogu, tym mocniej czułem, że odzyskuję brata.

Jan: Kiedy sam zacząłem odkrywać, że Bóg jest naprawdę źródłem wody żywej, próbowałem pokazać to również bratu, ale miałem problem z tym, jak się do tego zabrać. Nie chciałem go zmuszać, bo wiedziałem, że to nie przyniesie owoców. Nasza babcia była jak święta Monika – cały czas się modliła, ale się nie wtrącała.

Jak wspominacie katechumenat? Co było najpiękniejsze?

Urban: Bardzo podobało mi się to, że było tam sporo naszych rówieśników i że nie był to „klub” starszych osób, które nagle poczuły się zagubione w życiu. Było tam wielu młodych poszukiwaczy, dzięki czemu zyskaliśmy wielu przyjaciół. Wszyscy byliśmy na podobnym etapie, pomagaliśmy sobie nawzajem… Każdy, kto tam trafił, przyszedł z otwartym sercem, dlatego panowała tam naprawdę wspaniała atmosfera. Na wspólnych wyjazdach bawiliśmy się świetnie. To specyficzne grono ludzi – nie potrzebujesz żadnych dodatkowych „używek” do zabawy, wystarczy czysta, dobra energia.

Jan: Trochę się obawiałem, że katechumenat będzie tylko formalnością, którą musimy odhaczyć, żeby dostać sakramenty. Spotkało mnie jednak miłe zaskoczenie, ponieważ na Žalach [dzielnica Lublany] przygotowano to po prostu po mistrzowsku, a program był na bardzo wysokim poziomie.

Ten sam chrzest w różnych kościołach

Podczas tegorocznej Wigilii Paschalnej przyjęliście sakramenty wtajemniczenia chrześcijańskiego, ale w różnych kościołach. Jak to się stało?

Jan: Ja byłem już całkiem dobrze zintegrowany z parafią w Celje, gdzie działam w skautingu. Złapałem też dobry kontakt z proboszczem i już wcześniej umówiłem się z nim, że po zakończeniu katechumenatu przyjmę sakramenty u siebie, w domu.

Urban: Ja z kolei czułem się bardziej częścią grupy ludzi, z którymi przeszedłem tę drogę. Nie lubię być w centrum uwagi, dlatego wolałem przyjąć chrzest razem z innymi i móc skupić się wyłącznie na swoim wnętrzu. W efekcie połowa rodziny przyjechała na mój chrzest, a połowa na chrzest Jana. Świętowaliśmy jednak wspólnie – przy wielkanocnym śniadaniu!

A jak teraz, jako studenci, żyjecie wiarą na co dzień?

Urban: W niedziele i środy chodzimy na Mszę Świętą, w pobliskiej miejscowości uczęszczam na Kurs Alfa dla młodzieży, a w parafii w Celje należę też do męskiej grupy… Chcę otaczać się ludźmi, którzy myślą podobnie, dużo czytać i rozważać te sprawy.

Jan: Staram się żyć według przykazań, próbuję żyć jako chrześcijanin wielkanocny – kiedy nosisz to w sercu, widać to również na zewnątrz. Ważne jest dla mnie także życie sakramentalne oraz aktywność we wspólnotach, gdzie to, co sam otrzymałeś, możesz przekazywać dalej.

Czy zdarzają się wam chwile zwątpienia?

Urban: Kilka razy zastanawiałem się, co by się stało, gdyby mój brat nagle zmienił zdanie. Czy moja wiara byłaby na tyle silna, by to przetrwać? Poczułem, że odpowiedź brzmi: tak.

Jan: Pytania się pojawiają, ale jeśli wychodzę z założenia, że Bóg jest drogą, prawdą i życiem, to idę naprzód. „Kto szuka, ten znajdzie”. Pamiętam moment z katechumenatu, kiedy ksiądz objaśniał nam fragment, w którym Jan Chrzciciel – mój patron z chrztu – siedzi w więzieniu i zastanawia się, czy Jezus naprawdę jest Mesjaszem. Podkreślił wtedy, że Jan Chrzciciel nie zamknął się w wewnętrznym monologu pełnym wątpliwości, ale otworzył się i zadał pytanie – poszedł do źródła, do Jezusa. Wątpiąc, nie mogę zamykać się w sobie.

Urban: To uwalniające uczucie, kiedy uświadamiasz sobie, że masz wręcz obowiązek otwarcie pytać o to wszystko. Prawda nie boi się moich pytań. Pytanie brzmi: czy ja boję się prawdy?

Co dla was oznacza być chrześcijaninem? Po czym inni ludzie powinni go rozpoznać?

Jan: Prowadzący nasz katechumenat powiedział kiedyś, że z pewnością przyjdą sytuacje, w których zareagujemy po staremu – zezłościmy się na kogoś lub go zranimy – a ten ktoś powie nam: „A ty nie jesteś teraz przypadkiem chrześcijaninem?”. Wtedy musimy odpowiedzieć: „To prawda, masz rację” i spróbować się poprawić.

Urban: Moim celem jest żyć tak, aby ludzie zaczęli się zastanawiać: „O co chodzi z tym człowiekiem?”. To musi być widoczne w każdym momencie, wiarą trzeba promieniować.

Jan: Zupełnie jak w Dziejach Apostolskich, kiedy zstąpił Duch Święty, a ludzie zastanawiali się, czy apostołowie nie upili się młodym winem.

Otworzyć serce

Czy macie jakąś postać biblijną, która szczególnie do was przemawia?

Urban: Właśnie czytam powieść o apostole Pawle i jego działalności ewangelizacyjnej. Dużo rozmyślałem o tym, jak ja sam mogę dotrzeć do moich przyjaciół, jak przekazać wiarę innym. W tej książce było napisane, że w momencie, gdy Paweł zdecydował się całkowicie poświęcić swoje życie Bogu, wszystko stało się prostsze. Jeśli robisz rzeczy na pół gwizdka, to tylko się męczysz. Najskuteczniej przekazuje się wiarę wtedy, gdy się nią po prostu żyje.

Jan: Mnie bliski jest święty Józef – opiekun rodziny, ojciec, robotnik, wzór czystości. Jest pokorny i słucha tego, co mówi do niego Bóg.

Co powiedzielibyście młodym ludziom, dla których wiara jest czymś odległym lub bez znaczenia?

Urban: Otwórzcie swoje serca.

Jan: Trudno powiedzieć cokolwiek. Jeśli ktoś chce być ateistą, niech nim będzie, ale niech będzie nim naprawdę. Niech zgłębi wszystko, co oferuje wiara – Pismo Święte, żywoty świętych, naukę Kościoła – a potem niech znajdzie kontrargumenty.

Urban: Jedną z ważnych zasad (również dla mnie) jest: Odłóż telefon. Telefon potrafi tak mocno zająć uwagę, że człowiek nie musi myśleć o tym, co naprawdę istotne. Kiedy odkładasz telefon, zyskujesz przestrzeń i czas na refleksję.

Jan: Wszyscy mamy w sobie pustkę, którą może zapełnić tylko Bóg, choć próbujemy nasycić ją wieloma innymi rzeczami.

Tłumaczenie ze słoweńskiej edycji Aletei.