separateurCreated with Sketch.

Wakacje bez współmałżonka – nowy trend w związkach?

MAŁŻEŃSTWO W GÓRACH
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Mathilde de Robien - publikacja 28.06.26
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
Coraz więcej par wyjeżdża na wakacje bez współmałżonka. To zjawisko, które wiele mówi o społeczeństwie stawiającym na samorealizację, ale zarazem skłania do refleksji nad kondycją współczesnych związków.

„Miałem pięć dni urlopu, a moja żona nie mogła wziąć wolnego, więc pojechałem z przyjaciółmi na narty”. „Mój mąż uwielbia górskie wędrówki, a ja wolę leniwy wypoczynek nad morzem. Dlatego co roku każde z nas wyjeżdża na tydzień ze swoją paczką znajomych – on w Alpy, ja na południe Francji”.

Czy to efekt rosnącego znaczenia czasu wolnego? Coraz późniejszego wieku, w którym pary decydują się na pierwsze dziecko? A może silnego dziś pragnienia niezależności i samorealizacji? Niezależnie od przyczyn, od kilku lat wśród zachodnich par – zarówno małżeństw, jak i związków nieformalnych – coraz częściej obserwuje się nowy zwyczaj: wyjazdy wakacyjne bez partnera, za to z przyjaciółmi lub w pojedynkę.

Dobrze ilustruje to opublikowany w maju artykuł „New York Timesa” zatytułowany I Love You, but I Don’t Want to Vacation With You („Kocham cię, ale nie chcę z tobą jechać na wakacje”). Autorzy przekonują, że warto znaleźć czas tylko dla siebie, zadbać o własne potrzeby, lepiej poznać samego siebie, a nawet – dzięki rozłące – odświeżyć uczucie po ponownym spotkaniu. Nie chodzi więc o wyjazd spowodowany kryzysem w relacji, lecz o świadomy wybór podejmowany także wtedy, gdy związek ma się dobrze.

Ten trend budzi jednak skrajne opinie.

– Nigdy nawet nie przyszłoby mi to do głowy! – mówi 35-letnia Camille, konsultantka, od trzech lat mężatka, bez dzieci. – Nie dlatego, że mam szczególnie tradycyjne spojrzenie na małżeństwo. Po prostu nie wyobrażam sobie wakacji bez Jérôme’a. To właśnie wtedy jesteśmy naprawdę zrelaksowani, odkrywamy nowe miejsca, ale też wciąż odkrywamy siebie nawzajem.

Zwyczaj, który dzieli

Yasmine, pielęgniarka po czterdziestce i matka dwójki dzieci, od kilku lat pozostaje w remisji po chorobie nowotworowej. Każdego roku wyjeżdża na tydzień z kobietami, które poznała podczas turnusu organizowanego przez stowarzyszenie À chacun son Everest. Program łączy górskie wędrówki z terapią i wsparciem dla kobiet chorujących na raka piersi.

– Nadal utrzymuję kontakt z trzema kobietami. Przeszłyśmy przez to samo doświadczenie, te same lęki, dlatego łączy nas wyjątkowo silna więź – opowiada. – W czasie naszego wspólnego wyjazdu każda troszczy się o pozostałe. Okazujemy sobie wiele życzliwości i pozwalamy innym zadbać o nas. Na co dzień rzadko mam taki luksus. Kiedy wyjeżdżam z rodziną, to ja odpowiadam za organizację, zakupy czy posiłki. Tutaj naprawdę odpoczywam i choć przez tydzień nie noszę na barkach całego ciężaru codzienności.

Podobne doświadczenia ma Christelle, 37-letnia konsultantka z Paryża, również bezdzietna. Ona uwielbia podróże, natomiast jej partner pasjonuje się astrofotografią.

– Raz pojechałam z nim na warsztaty, ale zupełnie mnie to nie porwało – wspomina. – W tym roku spędziłam tydzień w Dublinie na kursie języka angielskiego, a później wyjechałam za granicę z przyjaciółką. Uważam, że nawet będąc w związku, warto nadal rozwijać własne zainteresowania. To oznacza, że nie musimy robić wszystkiego razem, choć równie ważne jest znalezienie równowagi i pielęgnowanie czasu spędzanego we dwoje.

Nie powinniście umieć wytrzymać bez siebie choćby jednej nocy – chyba że zmuszają was do tego naprawdę wyjątkowe okoliczności albo obowiązki zawodowe.

Takiego spojrzenia nie podzielał zmarły 20 maja ks. François Potez, od lat zaangażowany w przygotowanie narzeczonych do małżeństwa i znany z bezkompromisowych opinii.

W swojej ostatniej książce dla narzeczonych Puisque vous avez décidé de vous aimer pisał:

„Od pewnego czasu obserwuję, że wiele młodych małżeństw nie zawsze spędza wakacje razem. Powiem to wprost: jest to dla mnie nie do pomyślenia. Chyba że zdarza się naprawdę wyjątkowo. Nie powinniście umieć wytrzymać bez siebie choćby jednej nocy – chyba że zmuszają was do tego poważne okoliczności lub obowiązki zawodowe”.

Chęć zaczerpnięcia oddechu czy oddalenia się od siebie?

Taki sposób spędzania wakacji skłania przede wszystkim do postawienia sobie pytania o kondycję własnego związku. Co właściwie oznacza pragnienie wyjazdu bez współmałżonka? Czy jest próbą ucieczki od relacji? A może po prostu chęcią realizowania swoich pasji?

Innymi słowy: czy chodzi jedynie o to, by odetchnąć, czy raczej o to, by się od siebie oddalić?

Jeśli wyjazd jest formą ucieczki od problemów, tygodniowa rozłąka ich nie rozwiąże. Przeciwnie – może jeszcze bardziej osłabić więź. Małżeństwo przeżywające kryzys potrzebuje raczej czasu spędzonego razem: szczerej rozmowy o wzajemnych oczekiwaniach, frustracjach i niezaspokojonych potrzebach, które stopniowo niszczą relację. Niekiedy potrzebna jest także pomoc z zewnątrz.

W pierwszym roku małżeństwa najważniejsze jest umacnianie więzi małżeńskiej.

Adélaïde i Michel Sion, którzy od sześciu lat przygotowują narzeczonych do ślubu w ramach programu Bâtir sa maison sur le roc („Budować dom na skale”), zwracają uwagę szczególnie na początek wspólnego życia.

– W pierwszym roku małżeństwa priorytetem jest umocnienie więzi między małżonkami. A więź buduje się, żyjąc razem i wspólnie przeżywając codzienność – podkreślają. – Najważniejsze jest stworzenie nowej rzeczywistości, jaką jest małżeństwo, zbudowanie czegoś trwałego – najlepiej na skale.

Ich zdaniem dążenie do samorealizacji poza małżeństwem bywa wyrazem zbyt wąskiego i negatywnego spojrzenia na związek.

– Przecież można realizować się także we dwoje – przekonują.

Wskazują również, że część młodych ludzi postrzega dziś małżeństwo jako „jeden z wielu projektów”, stawiając je na równi z planowaną podróżą czy innymi życiowymi celami – niczym kolejne pozycje do odhaczenia na liście. Tymczasem małżeństwo obejmuje całe życie i jest powołaniem do budowania wspólnej przyszłości.

Ostrożnie z długą rozłąką

Na koniec ks. François Potez przestrzega przed jeszcze jednym zagrożeniem – geograficznym oddaleniem małżonków.

„Wystrzegajcie się życia na odległość i wszelkiej długotrwałej rozłąki. Powinniście godzić się na nią tylko wtedy, gdy naprawdę nie ma innego wyjścia. Widziałem wiele małżeństw osłabionych, a nawet rozbitych przez zbyt długie okresy życia osobno. Wydawało im się, że są silniejsi, niż byli w rzeczywistości, i że takie trudności ich nie dotyczą”.

Pozostaje więc czerpać przykład z Fryderyka i Amelii Ozanamów. Latem 1842 roku byli zmuszeni spędzić kilka tygodni osobno z powodu stanu zdrowia Amelii i obowiązków zawodowych Fryderyka. Mimo dzielącej ich odległości potrafili zachować głęboką jedność. Świadczą o tym słowa Fryderyka z listu z 26 września 1842 roku:

„Nieobecność może nas rozdzielić, ale nigdy nie zdoła nas poróżnić ani rozłączyć”.

Newsletter

Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail.

Wakacje bez współmałżonka – nowy trend w związkach?