Czasami wydaje nam się, że historie sukcesu składają się z wielkich planów, odważnych decyzji i precyzyjnie wytyczonych celów. Jednak rozmawiając z Simonem i Anją Plemenitaš, można odnieść zupełnie inne wrażenie.
Ich historia nie zaczęła się od ambitnego biznesplanu. Zaczęła się od muzyki. Od dwojga młodych ludzi, którzy grali każdy w swoim zespole. Od jednego nagrania telewizyjnego. I od wytrwałości.
„Wtedy jeszcze go nie zauważyłam” – śmieje się dziś Anja, opowiadając o ich pierwszym spotkaniu. Simon zauważył ją w programie telewizji TV Celje, a ona jego nieco później. Od tamtej pory minęło 14 lat.
Dzisiaj są małżeństwem, rodzicami dwóch dziewczynek i współtwórcami szkoły muzycznej, do której co roku uczęszcza wiele dzieci. Ale jeśli zapytasz ich, co jest ich największym sukcesem, nie będą mówić o liczbach. Będą mówić o relacjach.
„Najpierw byliśmy tylko my dwoje i tak musi pozostać”
W czasach, gdy wielu rodziców kręci się między pracą, dziećmi i obowiązkami, ich odpowiedź jest zaskakująco prosta. Każdy piątek wieczorem należy wyłącznie do nich. „Od pięciu lat na pewno mamy każdy piątek wieczorem tylko dla siebie” – mówi Anja. Szkoła muzyczna to ich rodzina, ale ważne jest, by umieli się od niej odłączyć i znaleźć czas tylko dla siebie.
Ich córki wyjeżdżają do babci i dziadka, a oni poświęcają czas sobie. Na rozmowę. Na kolację. Na rzeczy, na które w ciągu tygodnia brakuje im czasu. Podkreślają, że zdają sobie sprawę, iż kluczowe znaczenie ma ich silna więź: „Najpierw byliśmy my i zdajemy sobie sprawę, że musimy pozostać tylko my”. Simon dodaje zdanie, które bez problemu można by powiesić na ścianie w wielu domach: „Dzieci są szczęśliwe, gdy my jesteśmy szczęśliwi”.
Lubisz nasze artykuły?
„Na początku nasze obowiązki rozkładały się tak, że ja pracowałam rano w szkole, a Simon miał zajęcia z uczniami po południu. Zauważyliśmy, że im mniej czasu spędzaliśmy razem, tym mniej mieliśmy sobie do powiedzenia. Dlatego przez ostatnie pięć lat jest nam o wiele łatwiej. Wciąż pracuję w ramach opieki pozaszkolnej, ale mimo to spędzamy ze sobą dużo czasu”.
Właśnie dlatego, pomimo wszystkich obowiązków, starają się nie być tylko organizatorami życia rodzinnego, ale pozostać mężem i żoną.
Kiedy praca i rodzina się nie wykluczają
Wielu uznałoby, że łączenie małżeństwa, rodziny i wspólnej pracy jest ryzykowne. W przypadku rodziny Plemenitaševów stało się dokładnie odwrotnie. Ich szkoła muzyczna nie jest czymś, co istnieje obok życia rodzinnego. Stała się jego częścią.
„Szkoła muzyczna jest dla nas tym samym, co rodzina” – mówi Anja. „Nie mogłoby się to lepiej zazębiać”. Kiedy się poznali, Simon samodzielnie prowadził swoją szkołę muzyczną, liczba uczniów rosła i wkrótce zdał sobie sprawę, że sam nie da już rady wszystkiego ogarnąć. „Przekazał” Anji uczniów gry na gitarze; w tamtym roku zaczęła od sześciu uczniów, a zakończyła rok z ponad czterdziestoma.

Obecnie liczba uczniów przekracza 200, a oprócz nich w szkole muzycznej pracuje jeszcze pięciu nauczycieli.
Zeszyt ze szkoły podstawowej, który zapowiadał przyszłość
Podczas rozmowy Simon wspomina ciekawą historię. Już jako uczeń szkoły podstawowej zapisał w swoim zeszycie swój wymarzony plan zajęć. W zeszycie zapisywał, jak pewnego dnia będzie uczył gry na akordeonie, ilu będzie miał uczniów i jak będzie wyglądał jego tydzień pracy.
Były to dziecięce marzenia, ale kilka lat temu, podczas porządkowania garażu, natknął się na ten sam zeszyt. „Otworzyłem zeszyt i zobaczyłem, że napisałem, iż będę miał 100 uczniów. W chwili, gdy znalazłem ten zeszyt, miałem ich 98”. Czy to zbieg okoliczności, czy nie, ta anegdota pięknie opisuje człowieka, który już bardzo wcześnie wiedział, co sprawia mu radość i jakie są jego cele.
„Każdy musi odkryć, w czym jest dobry”
Wystarczy kilka minut rozmowy z Simonem i Anją, by szybko zdać sobie sprawę, że dla nich muzyka nigdy nie była tylko muzyką. To przestrzeń, w której dziecko może odkryć swoją wartość. Anja wspomina chłopca, któremu nie szło najlepiej w szkole. Otoczenie często postrzegało go przede wszystkim przez pryzmat jego problemów. A potem trafił do Simona.
„W ciągu dwóch tygodni nauczył się grać na harmonijce tyle, ile innym zajmuje opanowanie przez kilka miesięcy. Po dwóch latach potrafił zagrać ponad pięćdziesiąt różnych utworów. Z niesamowitym zaangażowaniem ćwiczył w domu, robił postępy i czerpał satysfakcję z tego, że jest w stanie to osiągnąć”.
Ta zmiana nie pozostała niezauważona. Zarówno rodzice, jak i szkoła zauważyli, że chłopiec się zmienił, jego wyniki w nauce poprawiły się, dlatego Anja dodaje: „Każdy musi rozpoznać, w czym jest dobry, w czym odnosi sukcesy, co sprawia mu radość. Niektórym sport nie leży, nie radzą sobie w szkole. Ale tutaj mają przestrzeń, by znaleźć coś, w czym odniosą sukces” – mówi Anja.
„Dla mnie chodzenie tam było męką”
Jednak Simon i Anja nie mierzą sukcesu tych dzieci występami, wyróżnieniami ani udziałem w konkursach. Simon uczy dziś z dużą dozą swobody, choć jego własne doświadczenia związane z nauką muzyki nie zawsze były przyjemne. „Dla mnie to była męka” – przyznaje, dodając, że w nauczaniu kieruje nim przede wszystkim to, by dzieci były zadowolone i chętnie przychodziły na zajęcia, i właśnie dlatego już jako dziecko obiecał sobie, że jeśli kiedyś zostanie nauczycielem, będzie działał inaczej.
„Nie jestem typem, który lubi się popisywać”
Chociaż większość zna go jako muzyka, Simon sam mówi, że nigdy nie był osobą, która pragnęłaby być w centrum uwagi. „Nie jestem typem, który lubi się popisywać”. Chociaż występy nie są mu obce, znacznie lepiej czuje się w roli nauczyciela. Na koncertach szkoły muzycznej często można go spotkać nieco w tle. Tam, gdzie pomaga, kieruje i dba o to, by wszystko przebiegało tak, jak powinno. „Daję uczniom przestrzeń, by mogli się zaprezentować. Ja tylko im w tym pomagam. To oni muszą być na pierwszym planie”.
Anja, która również dba o to, by podczas tych koncertów, a przede wszystkim podczas przygotowań, wszystko przebiegało tak, jak powinno, uzupełnia Simona: „Lubię to, czego on nie znosi”, dlatego o wiele łatwiej jest jej wyjść przed publiczność, wziąć mikrofon i powiedzieć kilka słów. Właśnie ta różnorodność stała się jedną z największych zalet ich współpracy.
Kiedy dziecko po raz pierwszy staje przed publicznością
W trakcie rozmowy wielokrotnie poruszamy temat występów. Nie dlatego, że są one ważne ze względu na oklaski. Simon i Anja wraz ze swoimi podopiecznymi uczestniczą i współpracują przy wydarzeniach w lokalnej społeczności, a największy rozgłos przyciąga z pewnością tradycyjny już coroczny koncert, podczas którego prezentują się wszyscy uczniowie ich szkoły.
Anja podkreśla: „Oboje mamy za sobą tyle występów na scenie, że wiemy, z czym to się wiąże – jaki stres, presja itp. To może odebrać ci nawet radość z występowania, z grania. Jeśli uda nam się przynajmniej niektórym z tych dzieci sprawić, że pokochają występy, że będą chciały zabłysnąć, to nasz cel zostanie osiągnięty”.
Dlaczego nie interesują ich zbytnio zawody
W czasach, gdy wiele aspektów dzieciństwa przepełnionych jest rywalizacją, Simon pozostaje wierny nieco innemu podejściu: „Nie zmuszamy ich do udziału w zawodach. Jeśli uczeń tego chce, wspieramy go, ale ważniejsze jest, by grali dla przyjemności”.

Dlatego Simona szczególnie się cieszy, gdy słyszy, że jego byli uczniowie grają w domu, podczas uroczystości lub w gronie przyjaciół. Wtedy wie, że muzyka pozostała częścią ich codzienności, a Anja podkreśla, że trudno opisać radość i dumę, gdy siedzą na tarasie swojego domu i słyszą z sąsiednich wsi dźwięki akordeonu, mówiąc: „To jest nasz”.
Czasami dzieci wracają dopiero po latach
Szczególnie interesujące spostrzeżenia mają również w odniesieniu do dorastającej młodzieży. Okres dojrzewania często wiąże się z fazą, w której zainteresowanie muzyką nieco słabnie. Pojawiają się inne zainteresowania, przyjaciele, obowiązki szkolne i odkrywanie świata.
Simon nie robi więc wielkiej sprawy, jeśli ktoś w tym okresie traci motywację: „W większości przypadków wracają potem, mając 18, 19 lat”. Najważniejsze jest przede wszystkim to, aby dziecko opuszczało ich szkołę muzyczną z miłymi wspomnieniami.
Nawyki związane z pracą, które pozostają na całe życie
Wśród wszystkich rozmów o talentach Anja zwraca uwagę jeszcze na jedną rzecz: „W życiu naprawdę liczą się nawyki związane z pracą. Dotyczy to również wychowania ich córek w domu.
Zgodnie z ich przekonaniem to właśnie nawyki związane z pracą pozostają nawet wtedy, gdy nuty, występy i obowiązki szkolne już dawno odeszły w przeszłość.
Zgadzają się, że należy słuchać dziecka, ale nie spełniać jego życzeń od razu. Pragnienie dziecka musi dojrzeć, ale kiedy już coś postanowi, ważne jest, by się tego trzymało. „Również nasze córki wiedzą, że kiedy coś postanowią, muszą się tego trzymać. Nie dlatego, że za to płacimy, ale dlatego, że to jest dla nich dobre. Tak, jeśli zdecydowałaś się grać na instrumencie lub śpiewać, to musisz ćwiczyć” – mówi Anja, która jednocześnie podkreśla, że zarówno ona, jak i Simon są niezmiernie wdzięczni swoim rodzicom, którzy zaszczepili w nich nawyki pracy i poczucie odpowiedzialności.
Artykuł jest tłumaczeniem ze słoweńskiego wydania Aletei.










![Muzyka, która zbliża do Boga. Poznań Katharsis Festival wraca – dołączysz? [zdjęcia]](https://wp.pl.aleteia.org/wp-content/uploads/sites/9/2024/07/Katharsis_Poznan_14-10-23_przed-festiwalem_JanBillert_046_wynik.jpg?resize=300,150&q=75)
