Słowa „Módlcie się, aby moją i waszą ofiarę...” bywają uznawane za klerykalne. W rzeczywistości to świeccy dają wtedy księdzu mandat do sprawowania mszy.
Oto historyczne i teologiczne korzenie liturgicznego wezwania „Módlcie się, aby moją i waszą ofiarę” w tradycji wschodniej i zachodniej. Ukazuje, że odpowiedź wiernych jest duchowym mandatem dawanym kapłanowi przez Kościół do sprawowania Najświętszej Ofiary.
Zarzut mija się z prawdą
Modlitwa „Módlcie się, aby moją i waszą ofiarę przyjął Bóg Ojciec wszechmogący” oraz odpowiedź ludu to stały element każdej Mszy Świętej. Czasami pojawiają się zarzuty, że te słowa powinny zniknąć z liturgii. Dlaczego? Krytycy twierdzą, że zbytnio podkreślają one rolę samego kapłana i odsuwają wiernych na dalszy plan.
Badania historyczne nad tą modlitwą pokazują jednak coś zupełnie odwrotnego. Aby zrozumieć jej właściwy sens, trzeba cofnąć się do V wieku i przyjrzeć tradycji Kościoła wschodniego.
Losowanie Zachariasza i strach Maryi
W starożytnym rycie wschodnio-syryjskim po liturgii słowa archidiakon podchodził do jednego z duchownych i wyznaczał go do odprawienia Ofiary. Było to bezpośrednie nawiązanie do ewangelicznego Zachariasza, który został wylosowany, aby złożyć ofiarę kadzielną w Miejscu Świętym. Wybrany kapłan stawał przed resztą koncelebransów i prosił: „Módlcie się, bracia, aby moją i waszą ofiarę przyjął Bóg Ojciec wszechmogący...”. Prezbiter sprawował Eucharystię, a potem podawał Komunię biskupowi, ten pozostałym zgromadzonym w prezbiterium i wiernych w kościele (co ciekawe, biskup nie sprawował Mszy, jego zadaniem było nauczanie).
Tradycja bizantyjska przejęła ten zwyczaj w nieco innej formie. Tam w tym momencie dochodzi do dialogu między prezbiterem a diakonem. Diakon mówi: „Duch Święty niech zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego niech Cię osłoni”.
To oczywiste nawiązanie do sceny zwiastowania. Św. Jan Damasceński pisał, że kapłan powinien wtedy pytać jak Maryja: „Jakże się to stanie?” Jak zwykły chleb i wino staną się Ciałem i Krwią? Odpowiedź tradycji jest krótka: Nie mędrkuj. To sprawka Ducha Świętego.
Ta sama idea jest obecna w naszym rycie rzymskim. Przy czym dialog następuje między prezbiterem, a wiernymi świeckimi, którzy na słowa celebransa, odpowiadają: „Niech Pan przyjmie ofiarę z rąk twoich, na cześć i chwałę swojego imienia, a takżę na pożytek nasz i całego Kościoła Świętego....”.
Ciężar, który spoczywa na świeckich
Wypowiadając te słowa w ławkach kościelnych, rzadko myślimy o odpowiedzialności, jaka na nas ciąży. Tymczasem jest ona ogromna.
To moment, w którym kapłan niejako żegna się z ludem. Wchodzi do miejsca „Świętego Świętych”, aby rozpocząć Modlitwę Eucharystyczną. Nie robi tego jednak samowolnie.
Wierni świeccy dają w tym momencie księdzu mandat do odprawiania Eucharystii.
Kościół to nie tylko hierarchia. To przede wszystkim ludzie ochrzczeni, którzy uczestniczą w powszechnym kapłaństwie Chrystusa. Odpowiadając kapłanowi, mówią: „Idź. Daję ci mandat. Sprawuj tę Ofiarę w moim imieniu”.
Bóg nie potrzebuje naszych wielkich dzieł, ale domaga się miłości. Kiedy na mszy brakuje dialogu i odpowiedzi ze strony wiernych, kapłan zostaje sam. Warto o tym pamiętać, stojąc w niedzielę w kościele – bez głosu i zaangażowania świeckich, liturgia traci swój wspólnotowy fundament.
Na podstawie konferencji ks. Marka Blazy SJ „Eucharystia - Jedność w różnorodności | Marek Blaza SJ”




![{"rendered":"[GALERIA] \u015awi\u0119ci, kt\u00f3rzy szczeg\u00f3lnie wielbili Eucharysti\u0119"}](https://img.aleteia.org/tr:w-1200,h-600,q-75/uploads/2021/03/CHARLES_DE_FOUCAULD.jpg)




