Przejdz do tresci glownej

Hitchcock nigdy nie odszedł od wiary. Nowe świadectwa podważają mit o utracie religijności

5 min czytania
Alfred-Hitchcock

Autor: Raph GATTI / AFP

Alfred Hitchcock

Alfred Hitchcock przez dekady był przedstawiany w biografiach jako twórca, który – choć wychowany w katolickiej rodzinie – w dorosłym życiu odsunął się od Kościoła. Tekst opublikowany 1 lipca 2026 roku w brytyjskim "The Catholic Herald", autorstwa Tony'ego Lee Morala, biografa reżysera i autora książki "A Century of Hitchcock: The Man, The Myths, The Legacy", podważa ten utrwalony obraz na podstawie nowych relacji duchownych i członków rodziny reżysera.

TODO MESSAGE :

Hitchcock urodził się w 1899 roku we wschodnim Londynie i wychował w katolickiej rodzinie – jego rodzice, William i Emma, byli związani z parafią św. Tomasza z Canterbury w Leytonstone. Moral zwraca uwagę, że tematy grzechu, przebaczenia, sumienia i łaski przewijają się przez wiele filmów reżysera – najbardziej otwarcie katolicki charakter ma "Wyznaję" ("I Confess"), ale podobne wątki pojawiają się też w "Pod znakiem Kapricorna", "Niewłaściwym człowieku", "Zawrocie głowy" czy "Marnie".

Mit o odejściu od Kościoła

Przez lata w biografiach – w tym w książce Donalda Spoto "The Dark Side of Genius" – funkcjonowała teza, że u schyłku życia Hitchcock odrzucił ostatnie namaszczenie i praktycznie zerwał więź z Kościołem. Pogląd ten był powtarzany bez większej weryfikacji w kolejnych opracowaniach i filmach biograficznych.

Lubisz nasze artykuły?

Msze w domu w Bel Air

Kluczowym świadkiem, na którego powołuje się Moral, jest o. Mark Henninger SJ. Duchowny poznał reżysera za pośrednictwem o. Toma Sullivana SJ z Loyola Marymount University, który w ostatnich miesiącach życia Hitchcocka zaprosił Henningera do wspólnego celebrowania Mszy św. w jego domu w Bel Air. W liturgiach uczestniczyli reżyser, jego żona Alma oraz obaj jezuici.

Henninger opisał te doświadczenia już wcześniej, w artykule dla "The Wall Street Journal" z 2012 roku. Tekst wywołał wtedy falę listów od czytelników – w tym od wnuczki Hitchcocka. Jej relacja, jak podkreśla Moral, skomplikowała utarty obraz: kobieta zawsze uważała dziadka za oddanego katolika, mimo że nie chodził regularnie do kościoła. Jej matka, córka reżysera Patricia Hitchcock O'Connell, co niedzielę uczęszczała na Mszę i uczyła się w prowadzonej przez zakonnice szkole Marymount High School w Los Angeles.

"Wnuki miały chodzić na Mszę"

Wnuczka wspominała też, że gdy dzieci gościły u dziadków, Hitchcock nalegał, by co tydzień uczestniczyły w Mszy św. Przy jednej okazji, gdy zabrakło kogoś do zawiezienia ich do kościoła, reżyser – choć sam zwykle nie prowadził samochodu – wsadził wszystkich do auta i osobiście zawiózł ich na Mszę. Wnuczka zapamiętała tę przejażdżkę jako dość stresującą, ale – jak zaznacza Moral – anegdota pokazuje, że katolicyzm pozostawał częścią życia rodzinnego.

Analizując te relacje po latach, Henninger doszedł do wniosku, że jego wcześniejszy artykuł nadmiernie uprościł sprawę. Jak ujął to sam duchowny, nie chodziło o nagły powrót do wiary po latach oddalenia – rzeczywistość była o wiele mniej czarno-biała. Zdaniem Henningera ostatnie lata życia Hitchcocka to raczej pogłębienie przekonań, które nigdy tak naprawdę nie zniknęły.

Przyjaźń z jezuitami zamiast niechęci do duchownych

Dodatkowego świadectwa dostarczył o. Nicholas Ingham OP, który napisał do Henningera po lekturze jego artykułu w "WSJ". Ingham znał osobiście Almę Hitchcock i ich córkę Patricię, która potwierdziła mu, że ojciec regularnie zabierał wnuki na Mszę do kościoła Dobrego Pasterza w Beverly Hills.

Ingham zakwestionował również pogląd, jakoby Hitchcock miał odczuwać niechęć wobec duchownych. Przywołał wieloletnią przyjaźń reżysera z o. Josephem O'Donnellem SJ, byłym dziekanem Loyola Law School w Los Angeles, który często odwiedzał go na planach filmowych. Zdaniem Inghama wszystkie dostępne fakty przeczą tezie o rzekomej "fobii" Hitchcocka na punkcie księży, powtarzanej między innymi przez Spoto.

Doświadczenie kapelana szpitalnego

Refleksje Henningera ukształtowały też jego wcześniejsze lata pracy jako kapelana szpitalnego – zanim zajął się nauczaniem teologii, przez pięć lat posługiwał chorym i umierającym w szpitalu Loyola University nieopodal Chicago. Zauważył wówczas powtarzający się schemat: osoby, które przez lata odsunęły się od praktyk religijnych, w obliczu śmierci wracały do głębszych przekonań ukształtowanych wcześniej w życiu, a sakramenty pojednania i namaszczenia chorych nabierały dla nich szczególnego znaczenia. W tym kontekście ostatni etap życia Hitchcocka nie wydawał się Henningerowi niczym niezwykłym.

To właśnie w takich okolicznościach o. Sullivan zaprosił Henningera do odwiedzin u reżysera, mówiąc mu, że "Hitch chce wrócić do domu" – zdanie, które, jak zaznacza Moral, trudno jednoznacznie przypisać samemu Hitchcockowi czy raczej interpretacji Sullivana, ale które dobrze oddaje wymowę ostatniego rozdziału jego życia.

Katolicki pogrzeb i pożegnanie

Alfred Hitchcock zmarł we własnym domu 29 kwietnia 1980 roku, w wieku 80 lat. Zgodnie z jego wolą odbył się katolicki pogrzeb w kościele Dobrego Pasterza w Beverly Hills, którego ołtarz przystrojono białymi storczykami. W pogrzebie, który zgromadził około 400 żałobników, wzięli udział m.in. Janet Leigh ("Psychoza"), Karl Malden ("Wyznaję"), Louis Jourdan, Norman Lloyd oraz córka reżysera Patricia z mężem i trzema córkami; przed kościołem stało kolejnych 200 osób. Dwa tygodnie później prochy Hitchcocka rozsypano nad Pacyfikiem – zgodnie z jego przekonaniem, że szczęście to czysty horyzont.

Wnioski Tony'ego Lee Morala

Autor artykułu podkreśla, że najważniejszą lekcją płynącą z tych relacji jest to, iż ludzkie życiorysy rzadko dają się zamknąć w prostych schematach. Obraz wyłaniający się ze wspomnień Henningera to obraz katolika, którego więź z Kościołem mogła słabnąć i odżywać na przestrzeni lat, ale nigdy nie zanikła całkowicie.

Lubisz nasze artykuły?