Przejdz do tresci glownej

Najstarsza kobieta w Irlandii pozostawia po sobie niezwykłe dziedzictwo

4 min czytania
sr-colette-hickey-founder-of-good-shepherd-cork

Autor: Edel House, Good Shepherd Cork / Facebook

W wieku 108 lat siostra Colette Hickey była świadkiem niezwykłych przemian, ale ci, którzy ją znali, zapamiętali coś znacznie ważniejszego niż jej imponujący wiek.

TODO MESSAGE :

Kiedy ktoś osiąga wiek 108 lat, łatwo jest skupić się na samej liczbie. Jednak najstarsza kobieta w Irlandii pozostawia po sobie zupełnie inną miarę swojego życia.

Najstarsza kobieta w Irlandii, która w wieku 108 lat, jak donosi „The Irish Times”, przeżyła już I wojnę światową, pandemię grypy hiszpańskiej, narodziny telewizji, internetu oraz pandemię COVID-19. Była świadkiem przemian w Irlandii, które sprawiły, że kraj ten stał się nie do poznania. Jednak gdy zapytać tych, którzy ją znali, co zapamiętali, mówili mniej o latach, które zgromadziła, a więcej o życiach, które zmieniła.

Siostra Colette, od ponad 90 lat należąca do zgromadzenia Sióstr Dobrego Pasterza, założyła w 1972 roku w Cork placówkę Edel House, tworząc miejsce, które początkowo było niewielkim schronieniem dla kobiet i dzieci zagrożonych bezdomnością. Ponad pół wieku później to „małe ziarenko”, jak lubiła je nazywać, wyrosło na organizację, która nadal zapewnia schronienie rodzinom w potrzebie.

W wypowiedziach upamiętniających zmarłą rzuca się w oczy to, jak często powtarzają się te same cechy. Siostra Jane Murphy, kierowniczka misji Good Shepherd w Cork, wspominała ją jako „miłą, pracowitą i praktyczną”, a także jako osobę „głęboko kochaną i szanowaną” oraz „kobietę oddającą się modlitwie aż do samego końca” – jak donosi „Irish Examiner”.

Jednak siostra Murphy opisywała ją również jako „praktyczna kobieta z wizją”, a osoby, które z nią współpracowały, mówiły o kimś, kto po cichu zasiewał pomysły, które kwitły jeszcze długo po tym, jak ona sama ustąpiła z pierwszej linii.

Trwałe dziedzictwo

Od czasu do czasu kolejna siostra zakonna po cichu trafia na pierwsze strony gazet, ponieważ stała się jedną z najstarszych osób na świecie. W zeszłym roku była to brazylijska zakonnica, siostra Inah Canabarro Lucas, która zmarła w niezwykłym wieku 116 lat po całym życiu poświęconym nauczaniu i życiu zakonnym. Przed nią sławę zyskała francuska zakonnica, siostra André, nie tylko dlatego, że w wieku 116 lat przeżyła Covid, ale także dlatego, że upierała się, że deser i codzienne poczucie humoru wciąż mają swoje miejsce.

Łatwo byłoby uznać to za zbieg okoliczności. Jednak fakt, że zakonnice często stają się – nie rzucając tego w oczy – jednymi z najstarszych osób na świecie, ma w sobie coś naprawdę intrygującego. Nie dlatego, że życie zakonne oferuje jakąś magiczną receptę na długowieczność, ale dlatego, że proponuje inny sposób mierzenia życia.

Chociaż instynktownie liczymy urodziny, Kościół zawsze bardziej interesował się ludźmi, których pocieszaliśmy, stołami, przy których się gromadziliśmy, drzwiami, które otwieraliśmy, modlitwami, które szeptaliśmy, oraz nadzieją, którą po sobie pozostawialiśmy.

Manus O’Callaghan, założyciel nagrody „Cork Person of the Year”, który osobiście znał siostrę Colette, opowiadał, jak stulatka żartowała kiedyś, że „Bóg musiał o mnie zapomnieć”, ponieważ jeszcze nie wezwał jej do siebie. O’Callaghan mądrze odparł: „W niebie jest już wystarczająco dużo świętych; dlatego zostawił cię tutaj”.

Być może właśnie to jest prawdziwą spuścizną kobiet takich jak siostra Colette. Przypominają nam one, że długie życie jest darem, ale życie, które nadal zapewnia schronienie innym długo po tym, jak nas już nie będzie, może być darem jeszcze większym.

W wieku 108 lat siostra Colette pozostawiła po sobie znacznie więcej niż tylko wspomnienia. Pozostawiła po sobie drzwi, które wciąż się otwierają, łóżka, które wciąż są przygotowywane dla rodzin w kryzysie, oraz schronienie, które nadal przyjmuje tych, którzy najbardziej tego potrzebują.

Artykuł jest tłumaczeniem z amerykańskiego wydania Aletei.