Dzieci bawiły się w skalnych nieckach wypełnionych wodą po odpływie, podczas gdy ich ojciec zaczął pisać dzieło, które miało stać się najczęściej czytaną powieścią XX wieku.
Szczegóły tej historii są na tyle konkretne, że wydają się niemal zbyt piękne, by mogły być prawdziwe – a właśnie tak zwykle brzmią najlepsze fakty biograficzne. Rodzina Tolkienów spędzała letnie wakacje w Sidmouth na wybrzeżu hrabstwa Devon. To właśnie tam, przy nadmorskich skalnych nieckach, w pewnym sensie narodziła się historia książki, która ostatecznie sprzedała się w ponad 150 milionach egzemplarzy i w niezliczonych plebiscytach została uznana przez czytelników za najlepszą powieść XX wieku.
Rodzina Tolkienów od lat spędzała wakacje w południowo-zachodniej Anglii. Wcześniejsze lata upływały im w Lyme Regis na wybrzeżu hrabstwa Dorset, gdzie zatrzymywali się w hotelu Three Cups przy Broad Street. Towarzyszył im ksiądz Francis Morgan – człowiek, o którym Tolkien pisał później, że był dla niego „więcej niż ojcem”, dodając: „To od niego po raz pierwszy nauczyłem się miłosierdzia i przebaczenia”.
W Lyme młody Tolkien odwiedzał Muzeum Philpota, gdzie oglądał skamieniałe kości dinozaurów. Zapamiętał je na całe życie jako „skamieniałe smoki”. Biografowie zwracają uwagę, że ilustracje do Silmarillionu, powstające podczas wakacji w Lyme Regis w latach 1927 i 1928, czerpały z krajobrazu jurajskiego wybrzeża. Falujące wzgórza, tajemniczo brzmiące nazwy miejscowości i klify usiane skamieniałościami stały się bezpośrednią inspiracją dla krajobrazu Śródziemia.
Wiara, która ukształtowała twórczość Tolkiena, nie była jedynie pobocznym elementem jego życia. Przez całe życie był praktykującym katolikiem. Do Kościoła został przyjęty jako ośmioletni chłopiec, gdy jego matka, Mabel, przeszła na katolicyzm mimo silnego sprzeciwu rodziny. Cztery lata później zmarła, wyniszczona między innymi ubóstwem, które było konsekwencją jej konwersji – protestanccy krewni odcięli ją od wsparcia finansowego. Tolkien nigdy nie zapomniał ceny, jaką za to zapłaciła.
W jednym z listów, który napisał już jako człowiek dojrzały, wyznał, że jest wdzięczny za wychowanie „w wierze, która mnie karmiła i nauczyła wszystkiego, co wiem”, dodając, że zawdzięcza to swojej matce, „która trwała przy swojej konwersji i zmarła młodo, w dużej mierze z powodu ubóstwa będącego jej konsekwencją”.
Kiedy tylko mógł, codziennie uczestniczył we Mszy Świętej, regularnie przystępował do spowiedzi i odmawiał różaniec. W liście do syna Michaela napisał: „Największą rzeczą, jaką można kochać na ziemi, jest Najświętszy Sakrament”. Podczas podróży do Włoch z córką opisywał głębokie poczucie dotarcia do „serca chrześcijaństwa”, wyznając: „Poczułem niezwykłe rozżarzenie uśpionego życia i chrześcijańskiej miłości – szczególnie w kaplicach Najświętszego Sakramentu”.
Nie była to prywatna pobożność oddzielona od jego twórczości. Przeciwnie – właśnie z niej wyrastało wszystko, co pisał.
Tolkien stanowczo podkreślał, że Władca Pierścieni nie jest alegorią. Nie lubił tej formy literackiej i irytował się, gdy czytelnicy próbowali przyporządkowywać jego bohaterów konkretnym postaciom czy ideom teologicznym. Jednak w liście do zaprzyjaźnionego jezuity, ojca Roberta Murraya, napisał coś, co uważał za oczywiste:
„Władca Pierścieni jest oczywiście dziełem głęboko religijnym i katolickim; początkowo nieświadomie, lecz świadomie na etapie redakcji. Właśnie dlatego nie umieściłem albo usunąłem niemal wszystkie odniesienia do czegoś, co przypominałoby «religię», kult czy praktyki religijne w tym wyobrażonym świecie. Element religijny został bowiem wchłonięty przez samą opowieść i jej symbolikę”.
Kluczowe jest tutaj owo „oczywiście”. Wiara nie została narzucona tej historii z zewnątrz. Była w niej od samego początku, ponieważ była obecna w samym autorze. Tolkienowska koncepcja „wtórnego stwarzania” (sub-creation) – przekonanie, że ludzka twórczość uczestniczy w stwórczym dziele Boga, a pisarz odzwierciedla obraz Boskiego Stwórcy – była fundamentem jego rozumienia twórczości. Śródziemie nie było ucieczką od rzeczywistości. Było światem stworzonym przez człowieka przekonanego, że prawdziwy świat również jest opowieścią mającą kochającego Autora, i który pragnął stworzyć coś, co choć w niewielkim stopniu odzwierciedlałoby kształt tej większej historii.
Po wojnie, gdy przyszła już sława, Tolkienowie spędzali wakacje w hotelu Miramar w Bournemouth. Ronald zawsze zajmował pokój nr 37, Edith pokój nr 39 – oba wychodziły na południe, z widokiem na morze. W tym czasie pod drzwiami jego oksfordzkiego domu zaczęli pojawiać się wielbiciele, co bardzo go peszyło. Nie potrafił odnaleźć się w roli celebryty. Był przede wszystkim uczonym, filologiem i katolikiem.
Napisał historię, która – jak sam wspominał – zaczęła się od zdania zapisanego na pustej stronie z tyłu studenckiej pracy egzaminacyjnej: „W pewnej norze ziemnej mieszkał sobie hobbit”.
A wszystko zaczęło się na plaży w hrabstwie Devon, przy skalnej niecce wypełnionej wodą po odpływie. Dzieci odwracały kamienie, a letnie popołudnie leniwie mijało. Wiara była obecna w jego pisaniu, zanim jeszcze sam uświadomił sobie jej obecność.








![Majestatyczny klasztor wyłania się z zieleni stuletniego lasu. Poznaj to magiczne miejsce! [zdjęcia]](https://wp.pl.aleteia.org/wp-content/uploads/sites/9/2022/08/shutterstock_1712625823.jpg?resize=150,150&q=75)


![Ekumenicznym szlakiem. Najciekawsze kościoły różnych wyznań w Polsce [zdjęcia]](https://wp.pl.aleteia.org/wp-content/uploads/sites/9/2021/08/EN_01043652_0002.jpg?resize=150,150&q=75)
![To jedno z najważniejszych sanktuariów na świecie. Jasna Góra, jakiej nie znacie [GALERIA]](https://wp.pl.aleteia.org/wp-content/uploads/sites/9/2024/08/Projekt-bez-nazwy-6.jpg?resize=150,150&q=75)