Przejdz do tresci glownej

Zapomniałem o szkaplerzu. Łatwo go zmarginalizować

4 min czytania
Szkaplerz z Matką Bożą z góry Karmel

Autor: Marco Sete | Shutterstock

Prostota szkaplerza, jego swoiste złączenie się z naszym ciałem i całą fizycznością wskazuje, że szkaplerz symbolicznie wrasta w nasze codzienne życie chrześcijańskie, na dobre i na złe.

TODO MESSAGE :

Karmelitańskie sakramentalium jest proste. Dwa kawałki materiału połączone sznurkiem nie wydają się czymś niezwykłym, a ich przyjęcie nie wymaga szczególnych wysiłków i bogatych rytuałów. Ta prostota pozwala budować dojrzałe, codzienne życie chrześcijańskie, najczęściej dalekie od fajerwerków.

Zapomniałem o szkaplerzu

Szkaplerz przyjąłem po raz pierwszy przed wieloma laty, pozakończeniu kilkudniowych rekolekcji. Stało się to zanim bliżej poznałem duchowość zakonu karmelitańskiego i teologię mistrzów Karmelu – św. Jana od Krzyża, śś. Teresy z Ávili i Teresy od Dzieciątka Jezus. Przyszło to nieco później, gdy odkryłem znajdujący się w moim rodzinnym mieście niewielki klasztor karmelitów bosych. Po pewnym jednak czasie od przyjęcia, mój szkaplerz uległ fizycznemu przetarciu i zniszczeniu. Z powodu zwykłego, początkowego zaniedbania – nie była to niechęć, ani pogarda, a następnie odkładania założenia nowego ad calendas greacas, w wirze życia i jego zdarzeń, szkaplerz zaczął znikać z horyzontu. 

Na końcu tej drogi po prostu o szkaplerzu zapomniałem, nawet, jeżeli wciąż odwiedzałem miejsca związane z Karmelem. Na przestrzeni lat różne kolejne, naturalne kryzysy życiowe i trudności nieszczególnie skłaniały mnie do powrotu do szkaplerza.

Niepozorna duchowość

Być może było to związane z paradoksem tego rodzaju duchowości. Szkaplerz nie jest sam w sobie nabożeństwem szczególnie wymagającym i rozbudowanym. Obowiązkowa modlitwa, którą kapłani karmelitańscy nakładają na przyjmujących szkaplerz jest krótka i można ją elastycznie dopasować do najbardziej napiętych planów dnia i różnych rodzajów aktywności, zwłaszcza rodzinnej i zawodowej. 

Gdy coś pozornie wydaje się zwyczajne, skromne i niewielkie – łatwo ulec pokusie marginalizacji całego zagadnienia. Zawsze można zacząć sobie tłumaczyć, że tego rodzaju sakramentalium nie jest dogmatem wiary ani czymś obowiązkowym. Wielość innych, zewnętrznie podobnych rozwiązań – noszenie medalika św. Benedykta, Cudownego Medalika objawionego św. Katarzynie Labouré itp. – praktycznie wprowadza tu możliwość bardzo szerokiego wyboru osobistego.

W osobistym przypadku sprawdziło się jednak zapewne znane stwierdzenie, że młyny Boże mielą powoli. Zasiane przed laty ziarno, nawet jeżeli początkowo szybko obumrze, może nawet po dłuższym czasie stagnacji wydać swój plon. I tak stało się ze szkaplerzem. Powrót do jego noszenia – po latach długiego zaniedbania przyjąłem go ponownie z rąk prezbitera w parafii prowadzonej przez karmelitów bosych – nastąpił w sposób naturalny, a myśl o tym przyszła samoistnie. Być może dodatkowym impulsem, choć ujawnionym nie od razu, był fakt, że po przeprowadzce do innego miasta zamieszkałem niedaleko od dwóch położonych blisko siebie klasztorów karmelitańskich – żeńskiego i męskiego.

Długofalowe zobowiązanie

9 sierpnia, w dzień obowiązkowego wspomnienia św. Teresy Benedykty od Krzyża (Edyty Stein) minie już kilka lat od ponownego nałożenia, a zatem i ponownego odkrycia wartości szkaplerza.

Na własnym przykładzie mogę stwierdzić, że warto decyzję o jego przyjęciu podejmować w sposób odpowiedzialny, nie pod wpływem chwilowych emocji. Trzeba mieć świadomość, że jest to zobowiązanie długofalowe, na całe życie. Żyjąc w cywilizacji natychmiastowości, reagując emocjonalnymi impulsami mamy problem z takimi decyzjami i ich konsekwentną realizacją. Warto wówczas nie ulegać myśleniu, że szkaplerz to dodatek do życia lub gadżet, który dzisiaj jest, a jutro może zniknąć. Przyjęcie szkaplerza to nie tylko szczególny akt oddania się Matce Bożej i wynikające z niego duchowe przywileje, ale wejście do pokaźnej rodziny karmelitańskiej na całym świecie.

Siła szkaplerza

Szkaplerz nie jest amuletem, który jak za dotknięciem różdżki rozwiąże nasze problemy życiowe lub uchroni przed cierpieniem i ciężkimi doświadczeniami. Prostota szkaplerza, jego swoiste złączenie się z naszym ciałem i całą fizycznością wskazuje, że szkaplerz symbolicznie wrasta w nasze codzienne życie chrześcijańskie, na dobre i na złe. Towarzyszy w podejmowanych ciągle trudach nawracania się. W moim konkretnym przypadku szkaplerz w sposób subtelny. niewidoczny na pierwszy rzut oka – pomógł w systematycznym życiu duchowym, np. w świadomym unikaniu pewnego rodzaju grzechów, zwłaszcza ciężkich oraz systematycznego przystępowania do sakramentów.

I w tej prostocie oraz naturalności tkwi siła szkaplerza.