Podczas powrotu z Hiszpanii 12 czerwca 2026 roku, papież Leon XIV musiał niespodziewanie opuścić wyczarterowany samolot linii Iberia na Teneryfie z powodu awarii silnika. A jego postawa może być inspiracją dla nas wszystkich.
Ponieważ lotniska przygotowują się do najbardziej intensywnego okresu w roku, niespodziewane problemy z podróżą papieża Leona mogą okazać się zaskakująco cenną lekcją dla wszystkich podróżnych.
Lato w pełni a wraz z nim miliony osób okupują lotniska wybierając się na rodzinne wakacje, pielgrzymki, śluby, spotkania po latach. Doświadczając corocznego przekonywania samych siebie, że tym razem na lotnisku wszystko pójdzie gładko.
Nie pójdzie.
Między dziś a wrześniem na tablicach odlotów niejednokrotnie napis „Planowo” zmieni się złowieszczo w „Opóźniony”. Wokół stanowisk linii lotniczych zgromadzą się pasażerowie z minami ludzi przygotowujących się do dyplomatycznych negocjacji, a nerwy zaczną puszczać. Walizki zaginą. Przesiadki przepadną.
Nawet papież Leon przekonał się w czerwcu, że żadna papieska władza nie jest w stanie skłonić samolotu do zignorowania usterki technicznej. W drodze powrotnej z Hiszpanii awaria opóźniła jego lot do Rzymu. Ostatecznie musiał wracać innym samolotem, uprzejmie udostępnionym przez króla Hiszpanii.
To dobre przypomnienie, że opóźnienia lotów należą do tych doświadczeń, które zrównują wszystkich. Nieważne, czy jesteś papieżem, pielgrzymem, czy po prostu próbujesz dotrzeć na Majorkę, zanim przepadnie rezerwacja hotelu — prędzej czy później nadchodzi chwila, w której uświadamiasz sobie, że tablica odlotów całkowicie przejęła kontrolę nad twoim dniem.
Mając to na uwadze, oto kilka katolickich sposobów na przetrwanie takiej sytuacji — zwłaszcza jeśli akurat nie ma pod ręką hiszpańskiego monarchy, który uratuje sytuację.
1. Pogódź się z tym, że nie jesteś już głównym bohaterem
Nic nie sprowadza człowieka na ziemię tak skutecznie jak opóźniony lot. Jeszcze przed chwilą z pełnym przekonaniem planowałeś godzinę przylotu i układałeś sobie w głowie resztę dnia. Chwilę później siedzisz na podłodze przy bramce numer 47, ładujesz telefon z gniazdka, z którego korzysta jeszcze sześć obcych osób, i zastanawiasz się, czy kiedykolwiek zobaczysz swoją walizkę.
Dla ludzi, którzy lubią mieć wszystko pod kontrolą — a należy do nich większość z nas — lotnisko jest cennym przypomnieniem, że wszechświat nie ma żadnego obowiązku dostosowywać się do naszego harmonogramu.
2. Lotniska są zaskakująco dobrym miejscem do ćwiczenia miłości bliźniego
Przede wszystkim warto pamiętać, że pracownik linii lotniczej osobiście nie spowodował opóźnienia twojego lotu. Nie zrobił tego również nastolatek sprzedający kawę. Ani wyczerpany rodzic, którego kilkulatek właśnie bardzo donośnie wyraża swoje zdanie na temat podróży samolotem — na tyle głośno, że mógłby zagłuszyć silniki samolotu… gdyby tylko te działały.
Lotniska są pełne ludzi przeżywających trudny dzień. Odrobina cierpliwości i życzliwości często znaczy więcej, niż nam się wydaje.
3. Pamiętaj, że każdy niesie jakiś ciężar
Jedną z osobliwości lotnisk jest to, że przez krótką chwilę w jednym miejscu krzyżują się setki prywatnych historii. Biznesmen spieszący się na ważne spotkanie. Babcia lecąca na rodzinny ślub. Student wracający do domu. Osoba bojąca się latania, która zaczyna zastanawiać się, czy opóźnienie nie jest „znakiem”, że w ogóle nie powinna wsiadać do samolotu. Rodzina podróżująca na pogrzeb.
Jeśli więc ktoś w kolejce do kontroli bezpieczeństwa działa ci na nerwy, pamiętaj, że może dźwigać ciężar, o którym nie masz pojęcia — fizyczny albo psychiczny.
4. Zabierz ze sobą przekąski jak średniowieczny mnich przygotowujący się do zimy
To nie jest szczególnie duchowa rada. To po prostu dobra rada, zainspirowana ludźmi, którzy doskonale wiedzieli, jak przygotować się na trudniejsze czasy.
Każdy, kto choć raz zapłacił lotniskową cenę za butelkę wody i paczkę migdałów, wie, że roztropność pozostaje jedną z wielkich chrześcijańskich cnót. A jeśli podróżujesz z rodziną, dobrze wiesz, że nakarmienie siebie, współmałżonka i dzieci mogłoby wymagać zaciągnięcia kredytu hipotecznego. Dlatego przed wyjazdem na lotnisko warto upewnić się, że masz ze sobą wystarczająco dużo jedzenia, by przetrwać ewentualne opóźnienia.
Lubisz nasze artykuły?
5. Odkryj na nowo zapomnianą sztukę nierobienia niczego
Opóźniony lot daje nam coś, czego większość z nas doświadcza bardzo rzadko: kilka niespodziewanych chwil, w których naprawdę nie musimy być nigdzie indziej.
Zamiast przez następną godzinę odświeżać aplikację linii lotniczej co 30 sekund, może warto wykorzystać ten czas, by na nowo spotkać się ze świętymi? Jeśli ktoś dobrze rozumie trudne podróże, nieoczekiwane objazdy i znaczenie cierpliwości, to właśnie oni.
Podróżni mogą zwrócić się do św. Krzysztofa, który od wieków towarzyszy osobom w drodze. Ci, którzy zmagają się ze stresem, lękiem lub niepewnością, mogą prosić o wstawiennictwo św. Dymfnę. A każdy, kto obawia się, że ważne spotkanie, rodzinna uroczystość albo wymarzone wakacje wymykają mu się z rąk, może zwrócić się do św. Judy Tadeusza, który od dawna cieszy się opinią patrona spraw wyglądających na całkowicie beznadziejne.
A w najgorszym razie krótka modlitwa będzie z pewnością lepszym wykorzystaniem czasu niż wpatrywanie się w tablicę odlotów z nadzieją, że przestraszy się na tyle, by zmienić wyświetlaną informację.
6. Ćwicz panowanie nad sobą
Opóźniony lot stwarza niezliczone okazje, by powiedzieć dokładnie to, co myślimy — a nie zawsze jest to błogosławieństwo. Pokusa, by odburknąć pracownikowi linii lotniczej, głośno narzekać wszystkim w zasięgu słuchu albo napisać wiadomość, która później mogłaby odegrać ważną rolę w sądzie, pojawia się na lotniskach z zadziwiającą łatwością.
Najbardziej frustrujące jest jednak to, że złość rzadko przyspiesza odlot, naprawia samolot albo poprawia sytuację. Panowanie nad sobą nie oznacza udawania, że wszystko jest wspaniale, kiedy wyraźnie tak nie jest. Oznacza raczej świadomą decyzję, by nie pogarszać i tak trudnej sytuacji. Poza tym zawsze istnieje możliwość, że osoba stojąca po drugiej stronie stanowiska obsługi ma jeszcze gorszy dzień niż ty, bo przed obiadem musiała już kilkaset razy przekazać tę samą złą wiadomość.
7. Zbieraj historie, nie tylko mile lotnicze
Za kilka lat nikogo nie zachwyci fakt, że twój samolot wystartował punktualnie co do minuty. Znacznie chętniej ludzie wysłuchają opowieści o nieplanowanym noclegu, nieznajomym, który stał się przyjacielem, lotniskowej przygodzie, która przerodziła się w rodzinną legendę, albo o papieżu, który wracając z Hiszpanii, musiał przesiąść się do innego samolotu.
Podróżowanie od zawsze wiązało się z odrobiną chaosu. Być może właśnie to stanowi część jego uroku.
A jeśli tego lata twój lot rzeczywiście się opóźni, pociesz się myślą, że dzielisz to doświadczenie z niezliczonymi podróżnymi na całym świecie — w tym, jak się okazuje, także z Ojcem Świętym.
Artykuł ukazał się w amerykańskiej edycji aletei.










![Gdy masz atak niepokoju, możesz zrobić kilka prostych rzeczy [wersja dla katolików]](https://wp.pl.aleteia.org/wp-content/uploads/sites/9/2026/07/shutterstock_2674805015.jpg?resize=150,150&q=75)


