Przejdz do tresci glownej

„Święty dreszcz”. Nauka pokazuje, dlaczego potrzebujemy katedr, gór i liturgii

5 min czytania
Zachwycony mężczyzna w górach

Autor: DC Studio | Shutterstock

Wobec ogromu człowiek się kurczy – i dobrze mu z tym. To nie jest jedynie religijnie motywowana teza. Potwierdzają to badania naukowe.

TODO MESSAGE :

Badania naukowe potwierdzają to, co duchowość intuicyjnie wie od wieków: doświadczenie zachwytu i piękna – czy to w górach, czy pod sklepieniem katedry – uczy nas pokory i zmniejsza nasze „ja”. To właśnie ów „święty dreszcz” otwiera ludzkie serce na ciszę, relacje z innymi i głębsze przeżywanie wiary.

Jak się kurczymy wobec ogromu? 

W kalifornijskim Parku Narodowym Yosemite, u stóp potężnych granitowych ścian, turyści poproszeni o narysowanie samych siebie, kreślili wyraźnie mniejsze autoportrety niż osoby, którym to samo zadanie dano na zatłoczonym nabrzeżu w San Francisco. Podpisywali się też drobniejszym pismem, a gdy mieli wskazać na skali siedmiu kółek różnej wielkości to, które najlepiej oddaje ich „ja", wybierali mniejsze. Eksperyment ten, opisany w 2017 roku w „Journal of Personality and Social Psychology" przez zespół Yang Bai i Dachera Keltnera z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley, uchwycił coś, co religia przeczuwa naturalnie: wobec ogromu człowiek się kurczy – i dobrze mu z tym.

Czym właściwie jest zachwyt?

Keltner bada tzw. emocję “awe” od blisko dwudziestu lat. Wraz z Jonathanem Haidtem zdefiniował ją przez dwie cechy: postrzegany ogrom oraz „potrzebę akomodacji” – konieczność przebudowania dotychczasowych map umysłu, gdy to, co widzimy, przerasta nawykowe rozumienie świata. Polskie „zachwyt” oddaje „awe” tylko w połowie. Celniejszy jest niemiecki „Ehrfurcht”, splatający cześć (Ehre) z lękiem (Furcht) – właśnie ów święty dreszcz.

Sercem tego zjawiska jest mechanizm tzw. „małego ja": wobec czegoś przytłaczająco większego od nas nasze poczucie własnej ważności słabnie, a uwaga przenosi się z samego siebie na to, co dokoła. Zmniejszenie poczucia własnej ważności nie jest tu upokorzeniem; przeciwnie – otwiera na to, co większe. Co ciekawe, w tym samym badaniu osoby, które danego dnia przeżyły zachwyt o źródle duchowym, czuły się mniejsze niż wtedy, gdy zachwyt płynął skądinąd. Doświadczenie religijne skuteczniej wyciszało ich „ja”.

Kościół, który oddycha ciszą 

Dokąd to prowadzi? Lekarz Arndt Büssing z Uniwersytetu Witten/Herdecke przebadał 250 niemieckich sióstr i braci zakonnych – między innymi jezuitów, franciszkanów i benedyktynów. Badanie opublikowano w 2024 r. w czasopiśmie naukowym „Journal of Religion and Health”. Ze swobodnych wypowiedzi ankietowanych wyłoniło się sześć źródeł zachwytu; najczęściej wskazywano drugiego człowieka, przyrodę i praktyki religijne. To, że na pierwszym miejscu znalazł się drugi człowiek, nie jest przypadkiem – w zebranych na całym świecie relacjach o zachwycie, które wspomniany wyżej psycholog Dacher Keltner opisał w książce „Awe” (2023), prym wiodło „piękno moralne”: odwaga, dobroć i siła charakteru zwykłych ludzi. Świadkowie wiary, święci i bohaterowie, są jego najczystszą postacią.

Zakonnicy mówili też o romańskich kościołach i małych kaplicach, które „oddychają ciszą”, o liturgii godzin i adoracji. Cisza nie znaczyła tu braku dźwięku, lecz wewnętrzne wyciszenie w rytmie wspólnej modlitwy. Strzeliste sklepienie, klęknięcie, powracające gesty rytuału – wszystko to na swój sposób sprowadza człowieka do właściwej miary: nie miażdży go, lecz obejmuje.

Zachwyt można wyćwiczyć 

Czy to tylko doświadczenie osób konsekrowanych? Psycholog Sebastian Skalski-Bednarz wraz ze współpracownikami przebadał w latach 2021–2022 ponad tysiąc polskich katolików. Wyniki ukazały się na łamach czasopisma „Frontiers in Public Health”. Uczestnicy, którzy w trudnościach opierali się na zaufaniu do Boga i szukali w Nim wsparcia, byli bardziej zadowoleni z życia i cieszyli się lepszym samopoczuciem. Co ważne, postrzeganie przyrody i ciszy częściowo pośredniczyło w tej zależności: wiara sprzyja dobrostanowi także dlatego, że otwiera na uważne obcowanie z naturą i milczeniem. Ten efekt był w wynikach badania realny, choć niewielki.

Zachwytu można się też uczyć. Virginia Sturm i Dacher Keltner wykazali w 2020 roku, że starsi dorośli, którzy przez osiem tygodni odbywali cotygodniowe piętnastominutowe „spacery zachwytu”, z uwagą nastawioną na to, co budzi podziw, sygnalizowali większy przyrost emocji prospołecznych i wyraźniejszy spadek codziennego napięcia niż osoby spacerujące bez tego nastawienia. W przeglądowym artykule „Zachwyt jako droga do zdrowia" (2023) Maria Monroy i Dacher Keltner zebrali badania łączące takie chwile z lepszą kondycją – tak psychiczną, jak i fizyczną. Zatem każde z tych elementów – góra, las, rozgwieżdżone niebo – działa z podobną siłą, o ile pozwolimy sobie naprawdę je zobaczyć.

Dlaczego wznosimy świątynie?

Katedra, górski szczyt czy liturgia robią więc to samo, choć różnymi drogami. Każde na moment przekracza miarę pojedynczego życia i przypomina, że należymy do czegoś rozleglejszego. Nauka o zachwycie nie dowodzi istnienia Boga – ale tłumaczy, dlaczego człowiek od zawsze wznosił świątynie „sięgające” nieba i szukał ciszy, w której „ja" milknie.