Nie znamy jeszcze motywów. Znamy natomiast mechanizm, który z człowieka po nawróceniu robi mówcę jeżdżącego po parafiach — i nie zostawia mu czasu na to, co najważniejsze.
O istnieniu Bartka Krakowiaka dowiedziałam się dopiero gdy oblał figurę Gospy w Medjugorie czarną farbą, napisał „diabeł w spódnicy”, podpalił ołtarz oraz rozwiesił transparenty z imionami widzących i napisem „to oszuści, mam dowody”. Nie wiemy, co go do tego skłoniło, znamy tylko szokujące szczegóły samego wydarzenia.
Jednak jego historia powinna nas skłonić do głębszej refleksji nad kwestią cudownych uzdrowień.
Lubisz nasze artykuły?
Psychologiczna strona doświadczenia cudu
Czy cudowne uzdrowienia zdarzają się? Oczywiście. Kościół katolicki potwierdził na przykład 72 przypadki cudownych uzdrowień w Lourdes. Były to za każdym razem uzdrowienia chorób fizycznych, co do których istnieją twarde kryteria diagnostyczne.
Co do cudownych uzdrowień z nałogów czy np. depresji — sprawa jest skomplikowana, ponieważ choć istnieją narzędzia diagnostyczne, nie są one tak ścisłe jak w przypadku chorób fizycznych. Poza tym silne przeżycie emocjonalne, związane na przykład z atmosferą nabożeństwa z modlitwą o uzdrowienie, mogą spowodować podniesienie nastroju na tyle silne, że zagłusza symptomy. Ten stan emocjonalnego pobudzenia, podtrzymywany kolejnymi podobnymi doświadczeniami, może trwać dość długo. Na poziomie hormonalnym można go porównać do stanu zakochania, gdzie cała chemia mózgu i ciała zostaje na pewien okres — trwający od kilku do nawet kilkudziesięciu miesięcy przestawiona na odmienny tor funkcjonowania.
Innymi słowy, subiektywne poczucie uzdrowienia z dolegliwości natury emocjonalnej czy nałogu można wytłumaczyć na poziomie czysto fizycznym.
Lubisz nasze artykuły?
Problem z autentycznymi cudownymi uzdrowieniami psychiki
Osoby wierzące zakładają też możliwość zadziałania autentycznego cudu — bezpośredniej ingerencji Pana Boga, który zabiera nałóg czy chorobę psychiczną.
Rzecz w tym, że ani uzależnienie ani depresja nie są "obcym ciałem" które zaraziło zdrową osobowość. Ich powstanie jest głęboko związane z naszą historią, osobowością, środowiskiem, które na nas wpłynęło. Gdyby pokusić się o porównanie fizyczne — jest jak rak złośliwy z przerzutami, który zaraził cały organizm, którego nie da się po prostu wyciąć, bo jest obecny wszędzie. Co więcej — doświadczenia traumy, zmagania się z patologicznym środowiskiem itd. zostawiają w nas trwały ślad, też pozytywny.
Ktoś nauczył się jak przeżyć mimo przeciwności losu, ktoś wykształcił w sobie pod wpływem traumy ogromną wrażliwość na ludzką niedolę, empatię i pragnienie niesienia dobra. Nagłe usunięcie cierpienia związanego z tymi doświadczeniami tak naprawdę upośledziłoby człowieka, naruszyło integralność jego osoby.
Dlatego bardziej sensowne wydaje się założenie, że Łaska bazuje na naturze. Człowiek, który wskutek silnego doświadczenia emocjonalnego poczuł wolność (od nałogu, choroby psychicznej, zaburzenia, traumy) dostaje od Boga szansę, by w poczuciu tej wolności przepracować to co bolesne, właśnie nie zakładając że zniknęło na zawsze.
W starych podręcznikach teologii ascetycznej mówiono właśnie o tym — o pociechach, które zsyła Bóg po to by uzdolnić człowieka do autentycznego nawrócenia i podjęcia wysiłków w kierunku zmiany życia. A zatem dobrze jest potraktować to, czego doświadczamy jako bezpośrednią, cudowną ingerencję Boga w nasze życie jako szansę pracy nad sobą i swoimi zranieniami w stanie poczucia wewnętrznej wolności. Wtedy zmiana następuje nie jako gwałtowne wywrócenie osobowości o 180 stopni, a jako proces, pozwalający na zachowanie integralności człowieka.
Lubisz nasze artykuły?
Wracając do Bartka
Pytanie - czy katolickie media powinny promować tego typu postacie? Odkryłam, że Aleteia też w roku 2017 entuzjastycznie włączyła się w promocję jego wyprawy "Z buta do Maryi" do Medziugorja. Jego kariera jako kato-elebryty rozwinęła się błyskawicznie. Świadectwa, wywiady, książka, film…
Wiecie, że ludzie robią bardziej spektakularne rzeczy po cichu bez rozgłosu medialnego? Znam chociażby człowieka, który poszedł pieszo z Polski do ojca Pio, bez pieniędzy, zabierając tylko intencje przyjaciół. Człowieka, który wielokrotnie doświadczył cudownej pomocy. Jednak nikt poza gronem przyjaciół nie słyszał o jego wyprawie. Nie robił relacji na facebooku, nie opowiadał o cudach.
Mam poczucie, że dziennikarze i duchowieństwo nie powinni jednak tak bardzo nagłaśniać tego typu historii. Czym innym jest danie świadectwa po to by zbudować innych. Mamy na Aletei mnóstwo właśnie takich historii — zwykłych ludzi, którzy doświadczyli cudu, opowiedzieli o nim, a potem wrócili do codziennego życia, szczęśliwi z powodu otrzymanej szansy.
Z troską i niepokojem podchodzę do ludzi, którzy po takim doświadczeniu przeszli na poziom funkcjonowania jako katocelebryty jeżdżącego po parafiach, opowiadając wciąż na nowo historię swojego nawrócenia i cudowności uleczenia. Ponieważ w takiej sytuacji brakuje im nawet czasu i siły na przepracowanie tego, co powinni przepracować.
Nadal nie znamy szczegółów wydarzenia. Bartek został aresztowany, figura obmyta. Nie wiemy, czy Bartek zrobił to pod wpływem epizodu psychotycznego, czy jest to przemyślana akcja w stylu Brauna by przyciągnąć uwagę i opowiedzieć całemu światu o „to oszustwo, mam dowody”. A może po prostu przeszedł na wojujący protestantyzm? O czym by świadczył napis „tylko Jezus”? To są tylko spekulacje.
To co możemy zrobić to ofiarowanie modlitwy w jego intencji a także innych osób w podobnej sytuacji emocjonalnego rozedrgania i niezaleczonych ran.








![Choroba przybliżyła ją do ciszy i do Boga [ŚWIADECTWO]](https://wp.pl.aleteia.org/wp-content/uploads/sites/9/2026/08/Przy-zachodzie-slonca.jpg?resize=150,150&q=75)
![Gdy masz atak niepokoju, możesz zrobić kilka prostych rzeczy [wersja dla katolików]](https://wp.pl.aleteia.org/wp-content/uploads/sites/9/2026/07/shutterstock_2674805015.jpg?resize=150,150&q=75)



