19 lipca 2026 roku w kościele Misericordia w Turynie na liturgii sprawowanej w Nadzwyczajnej Formie Rytu Rzymskiego pojawił się Enzo Bianchi — założyciel ekumenicznej Wspólnoty Bose i jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci włoskiego katolicyzmu o profilu progresywnym. Jak podał lokalny portal Lo Spiffero, Bianchi wygłosił na zakończenie liturgii krótkie słowo do wiernych, w którym potwierdził swoje przywiązanie do Soboru Watykańskiego II i reformy liturgicznej, dodając jednocześnie, że obie formy rytu rzymskiego „mogą współistnieć”.
Sama obecność Bianchiego w takim miejscu robi wrażenie, biorąc pod uwagę, kim jest i skąd się wywodzi.
Kim jest Enzo Bianchi
Urodzony w 1943 roku w Piemoncie Bianchi porzucił studia, by w 1965 roku założyć w miejscowości Bose wspólnotę monastyczną nowego typu — mieszaną, ekumeniczną, gromadzącą mężczyzn i kobiety żyjących w celibacie i wspólnej modlitwie. Reguła zatwierdzona w 1968 roku przez ówczesnego arcybiskupa Turynu zyskała status kościelny (prywatne stowarzyszenie wiernych) dopiero w 2001 roku. Przez dekady Bose stało się jednym z najbardziej wpływowych ośrodków duchowości pokoncyliowej we Włoszech, a sam Bianchi — poszukiwanym rekolekcjonistą, publicystą i rozmówcą kolejnych papieży, w tym Franciszka.
Warto jednak dodać kontekst, którego oryginalny tekst nie przywołuje — w maju 2020 roku Stolica Apostolska, po przeprowadzonej wizytacji apostolskiej, decyzją podpisaną przez kard. Pietro Parolina i zatwierdzoną przez papieża Franciszka, nakazała Bianchiemu opuszczenie wspólnoty, którą sam założył, wraz z trójką innych członków. Powodem był, jak podano oficjalnie, „napięty i problematyczny” klimat we wspólnocie, zgłoszony Watykanowi przez samych braci i siostry z Bose. Bianchi początkowo odmówił wykonania dekretu, ostatecznie jednak w czerwcu 2020 roku — jak sam określił, „w duchu bolesnego posłuszeństwa” — zaakceptował decyzję papieża i opuścił klasztor. Ten epizod nie umniejsza jego dzisiejszej pozycji w Kościele włoskim, ale jest istotnym tłem do interpretowania jego obecnych gestów pojednawczych wobec środowisk tradycjonalistycznych.
Szerszy kontekst: spór o „Traditionis custodes”
Gest Bianchiego wpisuje się w trwającą od kilku lat debatę wokół motu proprio Traditionis custodes, którym papież Franciszek w lipcu 2021 roku istotnie ograniczył swobodę sprawowania Mszy w rycie trydenckim, wprowadzoną wcześniej przez Benedykta XVI dokumentem Summorum Pontificum (2007).
Kluczowym punktem zwrotnym ostatnich miesięcy jest list, jaki 18 marca 2026 roku papież Leon XIV — za pośrednictwem sekretarza stanu kard. Pietro Parolina — skierował do biskupów francuskich, zebranych na zgromadzeniu plenarnym w Lourdes. Leon XIV wyraził w nim nadzieję, że biskupi znajdą „konkretne rozwiązania, które pozwolą na obszerne włączenie osób szczerze przywiązanych do Vetus Ordo, w poszanowaniu wskazań Soboru Watykańskiego II w kwestii Liturgii”, mówiąc też o potrzebie „nowego spojrzenia” i uleczenia bolesnej rany podziałów liturgicznych.
List ten, choć formalnie adresowany do Francji, odbił się szerokim echem w całym Kościele. Kardynał Robert Sarah, emerytowany prefekt Kongregacji ds. Kultu Bożego, apelował, by otwartość okazana Francuzom stała się zasadą dla biskupów na całym świecie, i wyraził przekonanie, że Traditionis custodes może z czasem „zanikać stopniowo”, nawet bez formalnego uchylenia dokumentu. We Francji część wiernych zrzeszonych w grupie l'Union Lex Orandi zarzuciła miejscowym biskupom bezczynność i wezwała ich do konkretnego wprowadzenia w życie życzenia papieża. W Polsce komentatorzy kościelni zwracają uwagę, że sygnały płynące z Rzymu mogą w praktyce oznaczać łatwiejszy dostęp do liturgii łacińskiej w zwykłych parafiach, a nie tylko w wyznaczonych ośrodkach.
Nie brakuje jednak głosów przeciwnych zmianie kursu. Kard. Arthur Roche, prefekt Dykasterii ds. Kultu Bożego, przygotował na nadzwyczajne konsystorze w styczniu 2026 roku obszerną obronę Traditionis custodes, choć temat liturgii ostatecznie nie znalazł się wśród priorytetowo dyskutowanych zagadnień tego spotkania (skupiono się na ewangelizacji i synodalności). Zapowiedziano, że dyskusja o liturgii ma powrócić na kolejnym konsystorzu.
Dlaczego głos Bianchiego ma znaczenie
To właśnie na tym tle należy odczytywać znaczenie gestu Bianchiego. Nie jest on członkiem żadnej wspólnoty tradycjonalistycznej ani osobą kojarzoną z ruchem liturgicznym o profilu konserwatywnym — wręcz przeciwnie, całe jego życie i twórczość związane są z duchowością posoborową. Jego udział w liturgii trydenckiej i apel o „liturgiczny pokój” (który sam określa łacińskim terminem pax eucharistica) są więc odczytywane jako sygnał, że postulat złagodzenia Traditionis custodes przestaje być domeną wyłącznie środowisk tradycjonalistycznych, a zyskuje zwolenników w innych środowiskach.
Bianchi rozwinął tę myśl już wcześniej, w tekście opublikowanym w miesięczniku Vita Pastorale, gdzie przywołał rozmowę z papieżem Franciszkiem na temat dialogu z lefebrystami (Bractwem Świętego Piusa X) i opowiedział się za „miłosierdziem, które dąży do włączenia” tego środowiska we wspólnotę eucharystyczną. Warto jednak zaznaczyć, że kontekst FSSPX pozostaje napięty niezależnie od gestów dobrej woli — latem 2026 roku przełożeni Bractwa ogłosili odrzucenie dialogu teologicznego ze Stolicą Apostolską i wyświęcili biskupów bez zgody Watykanu, co samo w sobie komplikuje obraz „pojednania” przywoływany przez Bianchiego. Niewątpliwie jednak dziś istnieje pilna potrzeba oddzielenia kwestii tradycji liturgicznej od problemu Bractwa.
Kontrowersyjny sąsiad na mównicy w Asyżu
Zapowiedziane na 22 sierpnia 2026 roku wystąpienie Bianchiego na 84. Kursie Studiów Chrześcijańskich w Asyżu, podczas sesji poświęconej liturgii, ma być tym bardziej wymowne, że towarzyszyć mu będzie o. Andrea Grillo — profesor liturgiki na Papieskim Ateneum Sant'Anselmo w Rzymie, znany z twardej obrony Traditionis custodes i krytycznego stosunku do ruchu tradycjonalistycznego. Grillo zyskał w 2025 i 2026 roku dodatkowy rozgłos (i krytykę, także ze strony biskupów, m.in. hiszpańskiego bp. José Ignacio Munilli) po publikacji artykułu, w którym zarzucił „eucharystyczne nieokrzesanie” pobożności św. Karola Acutisa i podważył celowość jego szybkiej kanonizacji. Papieskia uczelnia liturgiczna Sant'Anselmo formalnie zdystansowała się wówczas od tych wypowiedzi, nie wymieniając jednak Grilla z nazwiska.
Zestawienie na jednej sesji Bianchiego — apelującego o liturgiczne pojednanie — z Grillem, który należy do najbardziej nieprzejednanych krytyków Mszy trydenckiej, samo w sobie będzie testem na to, czy retoryka „pokoju liturgicznego” przekłada się na realne zbliżenie stanowisk, czy pozostaje życzeniem ograniczonym do deklaracji.
Różne perspektywy w tle sporu
Warto pamiętać, że debata o Traditionis custodes dzieli Kościół na kilka stanowisk, które można zarysować bez oceniania.
Zwolennicy utrzymania ograniczeń (m.in. kard. Roche) argumentują, że Traditionis custodes miało służyć jedności wokół reformy liturgicznej Soboru Watykańskiego II i zapobiec temu, by Msza trydencka stawała się narzędziem kontestowania nauczania soborowego.
Zwolennicy złagodzenia lub zniesienia ograniczeń (m.in. kard. Sarah, środowiska tradycjonalistyczne, część biskupów francuskich) wskazują na duszpasterskie koszty restrykcji, w tym poczucie wykluczenia wiernych przywiązanych do starszej liturgii, oraz na relatywnie wysoki udział tych wspólnot w liczbie powołań kapłańskich.
Głosy pośredniczące, do których można zaliczyć wypowiedzi samego Bianchiego, postulują koegzystencję obu form rytu rzymskiego bez rezygnowania z afirmacji reformy soborowej — poszukując języka „pojednania” raczej niż rozstrzygnięcia sporu na korzyść jednej ze stron.
Ostateczny kierunek, jaki obierze Leon XIV, pozostaje otwarty — kolejnym testem będzie zapowiadany kolejny nadzwyczajny konsystorz, na którym temat liturgii ma być wreszcie przedmiotem dyskusji kardynałów.












