Przejdz do tresci glownej

Z woli Bożej czy z woli lidera? Przemoc duchowa niszczy człowiekowi sumienie [WYWIAD]

6 min czytania
PISTOLET LEŻY OBOK RÓŻAŃCA

Autor: Valeri Vatel | Shutterstock

Przemoc duchowa w Kościele to wciąż temat tabu. Monika Białkowska w książce „Z woli Bożej. Historie duchowej przemocy” odsłania mechanizmy manipulacji i pokazuje, jak odzyskać wolność.

TODO MESSAGE :

Czym jest przemoc duchowa i dlaczego tak trudno ją udowodnić? Jak dochodzi do tego, że dorosły człowiek oddaje swoje sumienie w ręce duszpasterza lub lidera grupy? W rozmowie z Dariuszem Dudkiem teolożka i dziennikarka Monika Białkowska opowiada o kulisach powstawania swojej wstrząsającej książki „Z woli Bożej. Historie duchowej przemocy”, wyjaśnia mechanizmy psychologiczne i teologiczne stojące za religijną manipulacją oraz wskazuje, gdzie szukać ratunku i jak zdrowo formować własne sumienie.

Lubisz nasze artykuły?

Zamknięte drzwi i brak narzędzi

Aleteia: Przyznam się, że po lekturze świadectw z pani książki mam w sobie mnóstwo emocji: z jednej strony ogromne współczucie dla skrzywdzonych, z drugiej – złość i niedowierzanie. Jak pani przetrwała tworzenie tak trudnej tematycznie książki?

Dr Monika Białkowska: Pisanie książki to była już końcówka mojego wkurzenia. Dużo wcześniej dostawałam od ludzi sygnały, że wydarzyła im się krzywda i nie mają dokąd z tym iść. Doświadczali bezsilności wobec zła. Ponieważ nie doszło u nich do żadnej przemocy seksualnej, zamykały się przed nimi drzwi do uzyskania jakiejkolwiek sprawiedliwości czy uznania ich racji.

Kiedy jesteś dziennikarką, nie masz narzędzi instytucjonalnych. Jedyne, co mogłam zrobić, to wysłuchać tych historii, zebrać je i pokazać światu: „Słuchajcie, taka niesprawiedliwość też istnieje”. To pierwszy krok do zauważenia krzywdy, podobnie jak nagłośnienie spraw wykorzystania seksualnego uruchomiło proces zmian w Kościele.

Przemoc psychiczna czy duchowa wydaje się jednak niezwykle trudna do udowodnienia...

To absolutnie inna kategoria krzywdy i bardzo trudna do dowiedzenia. W prawie cywilnym mobbing czy przemoc psychiczna są niezwykle skomplikowane do udowodnienia, bo opierają się na subtelnych, subiektywnych odczuciach. Tego nie da się zmierzyć ani zważyć. Nie ma jednego aktu – to proces trwający tygodniami, miesiącami, latami. Z jednej strony mamy do czynienia z krzywdą potężną, wręcz dewastującą człowieka od wewnątrz, a z drugiej – z niezwykłą trudnością w postępowaniu dowodowym.

Mam nadzieję, że w przyszłości wyrośnie w Kościele grupa, stowarzyszenie czy fundacja, gdzie ci ludzie będą mogli po prostu przyjść po pomoc – psychologiczną, psychoterapeutyczną i duchową. Miejsce, które przyzna im rację i w razie potrzeby zaalarmuje biskupa miejsca, by sprawdził daną wspólnotę czy duchownego.

Oddane sumienie i prymat dzieła

Z historii opisanych w książce wynika, że sami skrzywdzeni mają często ogromne wątpliwości. Poddani manipulacji, przestają wierzyć własnej intuicji i rozumowi.

Dokładnie tak. Utracili samodzielność oceny i są przekonani, że ktoś z zewnątrz wie lepiej od nich. Często w imię posłuszeństwa i miłości do Boga poddawali się tej presji. To efekt duchowego „prania mózgu” i przeniesienia sumienia z własnego wnętrza na kogoś z zewnątrz.

W drugiej części książki pokazuję mechanizmy obronne, które działają w grupach. Często w chrześcijaństwie pojawia się tzw. priorytet dzieła. Wydaje nam się, że jeśli robimy wielkie, święte rzeczy, modlimy się, tłumy przychodzą na spotkania, to „muszą być ofiary” – ktoś musi być przepracowany czy cierpieć.

Ale chrześcijaństwo tak nie działa.

W chrześcijaństwie cel nie uświęca środków! Nie może być tak, że w najwspanialszym dziele „trup musi padać gęsto”. Chrześcijaństwo to troska o każdego człowieka. Działa tu także mechanizm psychologiczny: im więcej ktoś zainwestował we wspólnotę – czasu, pieniędzy, relacji – tym trudniej mu zauważyć, że dzieje się tam coś złego. Przyznanie przed samym sobą, że przeinwestowało się w relację z jakimś liderem czy „internetowym guru”, jest niezwykle bolesne.

Czy po czymś takim można zachować wiarę?

Większość bohaterów pani książki, mimo przeorania na unicestwienie we wspólnocie, nie straciła wiary w Boga. W Kościół czasem tak, ale w Boga nie. Jak to możliwe?

Dlamnie to jest absolutny heroizm i dowód na działanie łaski Bożej. Choć nie wszyscy ją zachowują. W książce jest opisana historia mężczyzny, któremu lekarze zabronili jakiegokolwiek kontaktu z sacrum, bo wracał mu stres pourazowy.

To powinna być gigantyczna lampka ostrzegawcza: kiedy stawiamy się w miejscu Pana Boga, niszczymy człowiekowi sumienie i jego miejsce spotkania z Stwórcą. Odbudowa tego jest dramatycznie trudna. W ludziach zostaje fałszywy obraz Boga i poczucie winy. Pamiętam historię człowieka, który po odejściu z toksycznej wspólnoty dostał mandat za brak biletu i zastanawiał się, czy to Bóg go nie ukarał za odejście...

To przerażające, jak bardzo można zwichrować czyjeś myślenie.

Za mało mówimy ludziom o tym, że nasza relacja z Bogiem odbywa się najpierw we wspólnocie Kościoła Powszechnego. Nie jest do tego niezbędna ta jedna konkretna wspólnota czy konkretny lider. Zrywanie relacji z toksycznym księdzem to nie jest zerwanie relacji z Bogiem. Dla życia duchowego niedzielna Eucharystia w parafii naprawdę wystarczy. Wyznanie wiary na mszy sprawia, że już jesteś we wspólnocie Kościoła.

Dorosłość w wierze i formacja sumienia

Temat sumienia wydaje się w ogóle mocno zaniedbany. Przez wieki ubolewano nad posłuszeństwem bezrefleksyjnym.

I to wynikało z historii – kiedyś większość społeczeństwa była niepiśmienna i trzeba było im wprost wskazywać, co jest dobre, a co złe. Ale dziś ludzie są wykształceni, czytają książki i należy z nimi rozmawiać jak z dorosłymi. Czas przestać zastępować ludziom sumienie, a zacząć je formować.

Zastępowanie sumienia jest po prostu łatwiejsze. Prościej jest wskazać palcem: „to rób, tego nie rób” i poczuć władzę, niż uczyć samodzielnego czytania Ewangelii i dokumentów Kościoła. Jeśli nie będziemy formować sumień, ceną będą kolejne ofiary w ludziach.

Lubisz nasze artykuły?

Jakie wyjście widzipani z tej sytuacji?

Piszemy tę książkę także z myślą o duszpasterzach. Mnie bardzo cieszą głosy księży, którzy dziękują za tę pozycję, bo dostali do ręki narzędzie.

Chcemy iść krok dalej. Wraz z psychologami planujemy na początku października na Jasnej Górze duży kurs z warsztatami o tym, jak rozpoznawać i zapobiegać przemocy duchowej. Chcemy nazwać poszczególne mechanizmy psychologiczne oraz teologiczne i dać konkretne narzędzia. To zaproszenie kierujemy do księży, sióstr zakonnych i biskupów. Musimy wprowadzić superwizję we wspólnotach i audyty.

Przemoc duchowa to stawianie siebie w miejscu Boga i fałszowanie Jego obrazu. A nie wiem, czy można popełnić większy grzech, niż kłamać człowiekowi na temat tego, jaki Bóg jest naprawdę.