Ojciec Francis Morgan zapewnił Tolkienowi dom i ojcowską opiekę. Ojciec Robert Murray dał mu słowa, dzięki którym mógł opisać to, co stworzył.
John Ronald Reuel Tolkien — filolog z Oksfordu, autor powieści „Hobbit” i „Władca Pierścieni”, powszechnie uważany za najczęściej czytanego autora XX wieku — przez całe życie był praktykującym katolikiem. Codziennie uczestniczył we Mszy świętej, regularnie chodził do spowiedzi i określał swoją wiarę jako fundament wszystkiego, co stworzył. Fundament ten został zbudowany po części przez dwóch księży, którzy pojawili się w jego życiu w zupełnie różnych momentach i pozostawili po sobie zupełnie różne ślady.
Ojciec Francis Xavier Morgan: Ojciec, którego nigdy nie miał
Matka Tolkiena, Mabel, przeszła na katolicyzm w 1900 roku, pomimo zaciekłego sprzeciwu zarówno ze strony własnej rodziny, jak i rodziny swojego zmarłego męża. Jej protestanccy krewni odcięli jej wsparcie finansowe. Samotnie wychowywała dwóch synów w Birmingham, dysponując zaledwie skromnymi środkami, a kiedy w 1904 roku zdiagnozowano u niej ostrą cukrzycę, wiedziała, że umiera. Jej największym zmartwieniem nie była własna śmierć, lecz los wiary jej synów: obawiała się, że po jej odejściu protestanccy krewni będą wywierać na chłopców presję, by porzucili katolicyzm. Przed śmiercią wyznaczyła na ich opiekuna prawnego księdza, któremu zaufała w Oratorium w Birmingham – wspólnocie założonej przez Johna Henry’ego Newmana w 1852 roku.
Tym księdzem był ojciec Francis Xavier Morgan — w połowie Walijczyk, w połowie Hiszpan, urodzony w 1857 roku w El Puerto de Santa María, w regionie Kadyksu słynącym z produkcji sherry; jego matka pochodziła z dynastii winiarskiej Osborne. Był serdeczny, praktyczny i hojny, jeśli chodzi o swoje prywatne pieniądze, i stał się dla 12-letniego Ronalda kimś, kogo żadna nauka teologiczna nie mogłaby mu dać: człowiekiem, który pojawiał się codziennie, opłacał rachunki i w codziennym życiu uosabiał to, jak naprawdę wygląda cnota.
„To od niego po raz pierwszy nauczyłem się miłosierdzia i przebaczenia” – napisał Tolkien w 1965 roku. Nie doktryny, nie teologii – miłosierdzia i przebaczenia nauczył się, obserwując konkretną osobę. Tolkien nazywał ojca Morgana „swoim drugim ojcem”, a Oratorium w Birmingham opisywał jako „dobry katolicki dom, in excelsis”. Na jego cześć nazwał swojego pierworodnego syna John Francis Reuel.
W ich relacjach nie brakowało napięć. Kiedy 16-letni Ronald zaczął spędzać czas z Edith Bratt — współlokatorą, starszą od niego o trzy lata, która ostatecznie miała zostać jego żoną — ojciec Francis wkroczył do akcji i zakazał wszelkich kontaktów do czasu, aż Ronald osiągnie pełnoletność, obawiając się, że to przywiązanie zniweczy jego szanse na studia w Oksfordzie. Było to dla niego prawdziwym cierpieniem. Tolkien przez trzy lata ściśle przestrzegał zakazu, a gdy tylko skończył 21 lat, natychmiast napisał do Edith. Ojciec Francis ostatecznie przewodniczył ich ślubowi.
Niektórzy badacze twierdzą, że postać Thingola z „Silmarillionu” – króla, który zabrania swojej córce Lúthien kochać śmiertelnika – nosi w sobie coś z ojca Francisa: opiekuna, którego wynikający z dobrych intencji zakaz spowodował trzy lata prawdziwego cierpienia, a ostatecznie doprowadził do powstania historii miłosnej stanowiącej sedno całej mitologii Tolkiena.
Ojciec Robert Murray SJ: Przyjaciel, który nazwał to, co zobaczył
Ojciec Robert Murray był księdzem jezuickim i przyjacielem rodziny, który pojawił się w życiu Tolkiena kilkadziesiąt lat później – nie jako opiekun ani autorytet, ale jako czytelnik. Otrzymał do przeczytania wczesną wersję rękopisu „Władcy Pierścieni” przed publikacją, a to, co napisał w odpowiedzi do Tolkiena pod koniec 1953 roku, stało się jednym z najważniejszych listów we współczesnej historii literatury.
Murray powiedział Tolkienowi, że książka ta wywołała w nim silne poczucie „pozytywnej zgodności z porządkiem Łaski” oraz że postać Galadrieli — elfiej królowej Lothlórienu, jednej z najważniejszych postaci tej książki — przypomniała mu Najświętszą Maryję Pannę. Odpowiedź Tolkiena była natychmiastowa i szczera: „Myślę, że doskonale rozumiem, co masz na myśli, mówiąc o porządku Łaski, i oczywiście o odniesieniach do Matki Bożej, na których opiera się całe moje skromne postrzeganie piękna zarówno w majestacie, jak i prostocie”. Następnie sformułował najjaśniejsze stwierdzenie, jakie kiedykolwiek napisał na temat swojej twórczości: „Władca Pierścieni” był „oczywiście dziełem zasadniczo religijnym i katolickim” – powiedział – „początkowo nieświadomie, ale świadomie podczas poprawek”. Właśnie dlatego nie umieściłem lub usunąłem praktycznie wszystkie odniesienia do czegokolwiek na kształt »religii«, kultów czy praktyk w tym wyimaginowanym świecie. Element religijny jest bowiem wchłonięty przez fabułę i symbolikę”.
To właśnie to „oczywiście” jest kluczowe. Murray po prostu nazwał to, co już tam było, a Tolkien rozpoznał to natychmiast. Gdyby nie ten list, najważniejsze stwierdzenie, jakie Tolkien kiedykolwiek wygłosił na temat związku między swoją wiarą a sztuką, mogłoby nigdy nie zostać spisane.
Dwa momenty w dłuższej historii
Stwierdzenie, że to właśnie ci dwaj księża stworzyli Śródziemie, sprowadzałoby tę znacznie bardziej złożoną historię do zbytniego uproszczenia. Wiara Tolkiena była również wiarą jego matki – zginęła za nią, a on o tym wiedział. Była to wiara z Somme, gdzie zginęli niemal wszyscy jego najbliżsi przyjaciele i gdzie jedynie sakramenty nadawały sens tym stratom. Była to codzienna msza w kościele św. Alojzego w Oksfordzie, rok po roku, w zwyczajny sposób, który podtrzymuje wiarę, gdy nie dzieje się nic dramatycznego. Był to cień Newmana, przyjaźń C.S. Lewisa oraz 50 lat małżeństwa z kobietą, której własny skomplikowany stosunek do wiary skłaniał go do głębszego zastanowienia się nad tym, co oznacza wierzyć.
Ojciec Francis i ojciec Murray symbolizują dwa etapy — kształtowanie się i uznanie — w trwającym całe życie procesie, w którym udział miało wielu innych twórców. To, co zrobili, było prawdziwe i znaczące. To, co z tego stworzył Tolkien, było wyłącznie jego dziełem.
Artykuł jest tłumaczeniem z amerykańskiego wydania Aletei.







![Choroba przybliżyła ją do ciszy i do Boga [ŚWIADECTWO]](https://wp.pl.aleteia.org/wp-content/uploads/sites/9/2026/08/Przy-zachodzie-slonca.jpg?resize=150,150&q=75)




