Parafia Świętej Trójcy w Bydgoszczy ogłosiła, że jej ponadstuletnie dzwony mają zamilknąć. Ratusz odpowiedział oskarżeniem o manipulację. Formalnej decyzji jeszcze nie wydano, a ponadto urząd cynicznie twierdzi, że bicia dzwonów nie zakazuje, pilnuje jedynie przestrzegania norm hałasu. Spór o słowa odsłonił jednak problem znacznie poważniejszy: polskie prawo traktuje dzwonnicę jak instalację, parafię jak zakład, a liturgiczny znak jak zwykłe źródło emisji hałasu.
„Wojciech”, „Józef” i „Stanisław” zawisły na wieży bydgoskiego kościoła Świętej Trójcy w 1912 roku. Podczas niemieckiej okupacji zostały skonfiskowane i przeznaczone do przetopienia. Ocalały, po wojnie wróciły do Bydgoszczy i przez kolejne dziesięciolecia wzywały wiernych na modlitwę.
W lipcu 2026 roku parafia poinformowała w ogłoszeniach duszpasterskich, że dzwony „mają zamilknąć”, ponieważ przekraczają normy emisji dźwięku obowiązujące w strefie miejskiej. Wiadomość wywołała gwałtowną dyskusję. Do sprawy odniósł się prezydent Bydgoszczy Rafał Bruski, publikując wpis zatytułowany „Fakty zamiast manipulacji. Dzwony w Bydgoszczy nie zostały zakazane”. Napisał również list do biskupa bydgoskiego Krzysztofa Włodarczyka, zarzucając parafii przekazywanie informacji „nieprawdziwych i rażąco sprzecznych z faktami”. List zaczyna się od przypomnienia ósmego przykazania.
Lubisz nasze artykuły?
Proboszcz rzeczywiście uprzedził fakty
Dokument wysłany przez miejski Wydział Ochrony Środowiska do proboszcza parafii Św. Trójcy nie jest decyzją zakazującą używania dzwonów. Informuje, że do urzędu wpłynęła skarga na ich codzienne bicie, przekazana przez Główny Inspektorat Ochrony Środowiska. Ratusz wskazuje granicę 55 decybeli obowiązującą w porze dziennej na terenach zabudowy śródmiejskiej i opisuje możliwą dalszą procedurę.
Dopiero pomiary mogą wykazać przekroczenie dopuszczalnego poziomu hałasu. Gdyby tego nie potwierdziły, urząd musiałby odstąpi od wszczęcia postępowania. Jeżeli jednak norma zostanie przekroczona, prezydent miasta może wydać decyzję określającą dopuszczalny poziom hałasu, a jej naruszanie prowadzić będzie do kar finansowych.
Proboszcz parafii, ks. Janusz Tomczak, poszedł więc o krok za daleko. Przedstawił spodziewany skutek postępowania tak, jakby już zapadła ostateczna decyzja. Tyle że urzędowe pismo zawiera także propozycję, aby parafia jeszcze przed wszczęciem postępowania dobrowolnie podjęła działania „mające na celu ograniczenie emisji hałasu”. Formalnego zakazu nie ma, ale kierunek oczekiwań urzędu trudno uznać za tajemnicę.
Dzwon jako „instalacja”, parafia jako „zakład”
Istota sporu nie dotyczy zatem formalności. Pytanie brzmi: co nastąpi, jeżeli pomiary wykażą, że duży, historyczny dzwon przekracza normę opracowaną dla „pozostałych obiektów i działalności będących źródłem hałasu”?
Polskie Prawo ochrony środowiska nie wymienia wprost dzwonów kościelnych. Ustawa posługuje się jednak szerokimi pojęciami emisji, instalacji i zakładu. W orzecznictwie sądów administracyjnych przyjęto, że konstrukcja dzwonnicy może być traktowana jako stacjonarne urządzenie techniczne, a kościół wraz z terenem parafii – jako zakład. Pozwala to stosować do dzwonów art. 115a Prawa ochrony środowiska, przewidujący wydanie decyzji po stwierdzeniu przekroczenia dopuszczalnego poziomu hałasu.
Analiza prawna Instytutu Ordo Iuris wskazuje, że taka wykładnia nie uwzględnia dostatecznie konstytucyjnej wolności religijnej, autonomii Kościoła oraz szczególnego charakteru czynności kultowych. Autorzy ekspertyzy proponują wyłączenie dźwięków związanych ze sprawowaniem kultu z ogólnej definicji hałasu albo ustanowienie dla nich osobnej regulacji. Nie musiałoby to oznaczać zgody na całonocne dzwonienie czy wielominutowe melodie odtwarzane z głośników. Chodzi o prawne rozróżnienie między krótkim, tradycyjnym biciem dzwonów a ciągłym hałasem technicznym. Problem w tym, że najprawdopodobniej zabraknie woli politycznej by zmienić prawo w kierunku proponowanym przez Ordo Iuris.
Złe prawo ma wielu ojców
Obecnego systemu nie stworzyła jedna partia ani jeden rząd. Jego historia jest wyjątkowo złożona. Fundament stanowi Prawo ochrony środowiska z 2001 roku, przygotowane za rządu Jerzego Buzka. To wówczas przyjęto szerokie definicje, które później pozwoliły objąć regulacją także dzwonnice. Nie ma podstaw, by twierdzić, że intencją rządu AWS-UW było uciszanie kościołów. Pozostawiono jednak przepisy bez wyłączenia dla dźwięków kultu religijnego.
W 2005 roku rząd Marka Belki doprowadził do nowelizacji, która wprowadziła art. 115a i obecny mechanizm decyzji o dopuszczalnym poziomie hałasu. To właśnie ten przepis daje organom administracji narzędzie stosowane dziś wobec parafii.
Konkretne wartości pojawiły się w rozporządzeniu ministra środowiska z 14 czerwca 2007 roku, podpisanym przez Jana Szyszkę w czasie pierwszych rządów PiS. Dla terenów śródmiejskich ustalono limit 55 decybeli w porze dziennej w odniesieniu do kategorii obejmującej „pozostałe obiekty i działalności będące źródłem hałasu”. Rozporządzenie nie mówiło o kościołach, ale także ich nie wyłączało.
Ostatni krok wykonały organy administracji i sądy, rozciągając te pojęcia na kościelne dzwony. Następnie kolejne parlamenty i rządy – zarówno PiS, jak i obecna większość – miały czas, by wadę usunąć. Nie zrobiły tego.
Nie można więc uczciwie powiedzieć, że jedna partia „zakazała dzwonów”. Można natomiast stwierdzić, że kolejne obozy polityczne dokładały elementy do systemu, w którym prawo przestało odróżniać dzwonnicę od urządzenia technicznego.
To nie pierwszy przypadek w Bydgoszczy
Obawy parafii Świętej Trójcy nie wynikają wyłącznie z wyobraźni proboszcza. W Bydgoszczy podobne postępowania dotyczyły już kościołów św. Urszuli Ledóchowskiej, św. Wojciecha oraz Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel (w tym ostatnim spór prawny jeszcze trwa). Formalnie decyzje nie używają sformułowania „zakaz bicia dzwonów”. W praktyce jednak obowiązek dotrzymania norm oznacza konieczność ich wyłączenia albo takiego ograniczenia, że przestają spełniać swoją funkcję.
Dzwon ma bowiem być słyszalny. Od stuleci wzywał na Mszę, oznajmiał śmierć parafianina, ślub, uroczystość i niebezpieczeństwo. Jego głos przekraczał mury świątyni, przypominając o modlitwie również ludziom pracującym w domu, warsztacie czy na polu.
Dawne obrzędy błogosławienia dzwonów podkreślały, że nie są one zwykłymi przedmiotami użytkowymi. Obmywano je błogosławioną wodą, namaszczano olejami i okadzano. Modlono się, aby ich głos gromadził wiernych, skłaniał do modlitwy i towarzyszył wspólnocie w chwilach zagrożenia. Nie była to wiara w magiczną moc metalu. Dzwon należał do sakramentaliów: był materialnym znakiem służącym życiu religijnemu.
Dlatego sprowadzenie go wyłącznie do liczby decybeli jest nie tylko błędem kulturowym. Dotyka także wolności religijnej. Religia nie ogranicza się bowiem do przekonań przechowywanych w ludzkiej świadomości ani do obrzędów sprawowanych za zamkniętymi drzwiami. Ma prawo do publicznych znaków: procesji, krzyży, wież i dzwonów.
Lubisz nasze artykuły?






![Matka Czacka: No, chwała Bogu, że jesteśmy ubodzy. Trzeba się pomodlić [anegdoty]](https://wp.pl.aleteia.org/wp-content/uploads/sites/9/2021/09/WEB3-Roza-Czacka-PUBLIC-DOMAIN_.jpg?resize=150,150&q=75)






